Pieniądz jeszcze długo będzie tani

Władze monetarne nie widzą powodów do obniżek stóp procentowych, a z podwyżkami się nie spieszą. Spokojny sen może zmącić słaba forma gospodarki

Po wrześniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (RPP) Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP), postawił sprawę jasno — na obniżki stóp procentowych nie ma co liczyć. Nie znaczy to jednak, że władze monetarne szybko obiorą kurs na zaostrzanie polityki pieniężnej. Zdaniem szefa banku centralnego, pierwsza podwyżka stóp procentowych to pieśń odległej przyszłości. — Mam nadzieję, że 2017 r. okaże się tak dobry, jeśli chodzi o tempo wzrostu i inflację, że będziemy podwyższać stopy od 2018 r. — mówi Adam Glapiński.

Od kiedy Adam Glapiński zasiadł w fotelu prezesa NBP, władze monetarne obserwują gospodarkę i czekają. Pierwszym ruchem RPP będzie podwyżka, która da sygnał, że PKB i ceny też będą rosły.
Wyświetl galerię [1/2]

USTALONY KIERUNEK:

Od kiedy Adam Glapiński zasiadł w fotelu prezesa NBP, władze monetarne obserwują gospodarkę i czekają. Pierwszym ruchem RPP będzie podwyżka, która da sygnał, że PKB i ceny też będą rosły. Marek Wiśniewski

Nie ma pośpiechu

W kwestii stóp podobny scenariusz od dłuższego czasu przewidują ekonomiści. Z 21 zespołów analitycznych ankietowanych przez PAP 13 spodziewa się, że koszt pieniądza nie drgnie do końca przyszłego roku, a 7 stawia na podwyżki od drugiej połowy 2017 r. — Z punktu widzenia RPP każdy miesiąc powinien zmniejszać presję na obniżki stóp procentowych. Dotychczasowe spadki cen konsumpcyjnych powoli wygasają i oczekujemy, że do końca roku deflacja zmieni się w słabą inflację — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

Bank centralny przewiduje, że przyszły rok przyniesie średnioroczną inflację na poziomie około 1 proc., a ponaddwuletni okres deflacji nad Wisłą zakończy się najpóźniej na początku 2017 r. Podobnie procesy cenowe widzi rynek. Dla RPP deflacja nie jest zresztą powodem do niepokoju. Większy ból głowy to słabe tempo wzrostu PKB.

— W związku z tym, że spowolnienie koniunktury jest postrzegane jako przejściowe, a presja deflacyjna się zmniejsza, rada będzie w najbliższych kwartałach utrzymywała stopy na stabilnym poziomie. Nasz scenariusz zakłada brak zmian co najmniej do końca 2017 r. — podkreśla Adam Antoniak, ekonomista Banku Pekao.

To pogląd bliski również zagranicznym ekonomistom. Według banku Goldman Sachs, argumentów za podniesieniem kosztu pieniądza przybędzie w pierwszym kwartale 2018 r. — Wtedy rada rozpocznie stopniowe podwyżki stóp procentowych — prognozują Andrea Bernini i Kevin Daly, ekonomiści banku. Ich zdaniem, scenariusz ten mógłby się nie zmaterializować, gdyby tempo rozwoju było słabsze, ceny nie rosły, złoty zaczął

silnie się umacniać albo coś złego wydarzyło się na rynkach zagranicznych.

Inwestycyjny ból głowy

Eksperci uważają, że na wzrost gospodarczy zarówno rząd, jak i analitycy banku centralnego patrzą przez nadmiernie różowe okulary. Większość prognoz na 2016 r. przewiduje około 3 proc. wzrostu, a na przyszły rok — tylko nieznaczne przyspieszenie. O słabość gospodarki w ostatnich kwartałach zgodnie obwiniany jest brak unijnych euro, bez których nie kręcą się inwestycje publiczne.

Wielu ekspertów wierzy, że to przejściowa niedogodność, a nakłady zaczną rosnąć już w przyszłym roku i razem z dobrze radzącą sobie konsumpcją dostarczą paliwa PKB. Analitycy mBanku nie są jednak o tym przekonani — w kontrze do większości obstawiają, że polityka pieniężna będzie musiała pomóc gospodarce. Obniżki o 25 pkt. baz. spodziewają się już w marcu. — Temat obniżek stóp procentowych powróci w przyszłym roku, i to dość gwałtownie — przewidują przedstawiciele mBanku.

Wątpią, by udało się nadrobić inwestycyjne opóźnienia. — Budownictwo drogowe przyspieszy — choć obecnie nie jest problemem. Pieniądze prędzej czy później wyda też zapewne kolej. Przy balansowaniu deficytu finansów w okolicach 3 proc. PKB w 2017 r. przestrzeń dla radykalnego zwiększenia inwestycji na szczeblu samorządowym jest natomiast niewielka — uważają analitycy mBanku.

Zwraca uwagę, że chociaż mamy więcej miliardów euro z Brukseli do wydania, to specyfika nowej perspektywy finansowej stawia większe wyzwania przed aplikantami. Gros unijnych pieniędzy ma iść na innowacje, a to nie wróży najlepiej szybkiemu wzrostowi inwestycji. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu