Pieniądze i tak chodzą bokiem

Jacek Zalewski
opublikowano: 2010-11-29 00:00

Licytowanie się PO z nowym klubem Polska Jest Najważniejsza (PJN) o długość zawieszenia finansowania partii z budżetu jest równie nośne, co nieskuteczne prawnie. Pomysł ten zgodnie utrącą znajdujące się w dramatycznej sytuacji finansowej PSL, PiS oraz SLD. Trudno nie zauważyć, że nagłe inicjatywy oszczędnościowe zgłaszają: partia dysponująca aparatem państwa oraz podmiot, któremu pieniądze w ogóle nie przysługują.

Największym złem finansowania partii przez budżet jest okoliczność, iż w obszarze polityki absolutnie nie zikwidowało to pieniędzy chodzących bokiem. Takie zjawisko uzewnętrznia się zwłaszcza podczas kampanii wyborczych. Przypomina to trochę sytuację telewizji publicznej, która również funkcjonuje jako finansowa hybryda i dorabia sobie reklamami do wpływów z abonamentu.

Wybory samorządowe dowiodły, że szemrane interesy i patologie dotyczą nie tylko partii. W mojej gminie przedsiębiorca mający od lat monopol na konserwację ulicznego oświetlenia wystawiał na wysięgniku pod niebo ogromny wizerunek dotychczasowego władcy. Robił to z "czystego serca", bo jako mieszkaniec uważał że burmistrz zasługuje na reelekcję, zaś jako prywatny przedsiębiorca mógł rozporządzać swoim sprzętem dowolnie. Komitetom wyborczym nie wolno przyjmować wartości niepieniężnych, ale wyjątkiem jest nieodpłatne rozpowszechnianie plakatów i ulotek — czyli wszystko pasowało. W tym akurat wypadku ów górujący z wysięgnika nie przeszedł do drugiej tury. Ale ile takich korupcjogennych grzybni hodowanych jest w polskich gminach?