Pierwsza rewolucja proletariatu

opublikowano: 18-03-2017, 14:41

Władza przed 1989 r. zdążyła nam niestety skutecznie obrzydzić legendę Komuny Paryskiej - rewolucji, która wybuchła w stolicy Francji po przegranej wojnie z Prusami. Dwa miesiące krwawych walk stały się jednak legendą założycielską ruchu socjalistycznego, choć pragnienia komunardów były proste i pozbawione górnolotnych haseł - żądali poprawy warunków swego ciężkiego życia.

W 1870 r. Francja została upokorzona. W wyniku błyskotliwej kampanii pruskie wojska wkroczyły na jej terytorium, okrążyły i wzięły do niewoli stutysięczną armię, doprowadziły wreszcie do abdykacji cesarza Napoleona III i rozpoczęły oblężenie Paryża. Z kolejnymi miesiącami sytuacja mieszkańców stawała się coraz gorsza, dlatego pod koniec lutego zdecydowano się poddać miasto. 1 marca Prusacy odbyli triumfalną defiladę na Polach Elizejskich, ale już następnego dnia wycofali się z miasta. 

Kapitulacja została przez wielu mieszkańców miasta, zwłaszcza inteligencję i robotników, uznana za zdradę narodową. Sprzeciwiali się oni zwłaszcza restauracji monarchii, w której upatrywali źródło dotychczasowego ucisku. Ustawili się więc w opozycji nie tylko do zewnętrznego agresora, ale i dotychczasowego rządu. W Paryżu funkcjonowało wtedy ok 30 klubów politycznych grupujących ponad 100 tys aktywnych członków o poglądach od różnych odmian anarchizmu, przez sentymentalny romantyzm, po kształtujący się wówczas marksizm. Wszyscy oni żądali głębokich reform politycznych i społecznych. Trzeba pamiętać, że były to lata rewolucji przemysłowej, w której pęd do maksymalizacji zysków z wykorzystaniem zdobyczy nowoczesnej techniki oraz taniej siły roboczej doprowadził do wykluczenia olbrzymiej rzeszy najsłabiej opłacanych robotników.

Bunt wybuchł w nocy z 17 na 18 marca, kiedy wojska rządowe próbowały wycofać z miasta niemal 300 armat zakupionych ze składek społecznych mieszkańców. Oddziałom ludowej Gwardii Narodowej, zorganizowanej naprędce podczas trwającej wojny udało się powstrzymać wysłane siły przed realizacją rozkazu. Rozstrzelanie dwóch generałów, dowódców sił rządowych, wywołało panikę w kręgach władzy. Członkowie gabinetu, ich rodziny oraz ok 100 tys. przedstawicieli najwyższych klas społecznych zamieszkujących miasto, uciekło na prowincję, głównie do podmiejskiego Wersalu. Na Ratuszu wywieszono Czerwony Sztandar, zaczęła się rewolucja.

W mieście zapanował niemożliwy do opanowania chaos utrudniający sprawowanie władzy. Na czele buntu, nazwanego Komuną Paryską, stanęło kolegialne ciało złożone z 90 przedstawicieli wybranych w głosowaniu mieszkańców 26 marca. Bardzo szybko uchwalono renty dla bliskich zmarłych w wojnie z Prusami oraz w trakcie oblężenia. Władza zajęła się nawet dystrybucją żywności z pozostających w mieście zapasów. W kwietniu zabroniono pracy nocnej oraz zadekretowano przepadek na rzecz Komuny zakładów pracy porzuconych przez właścicieli. Wprowadzono płacę minimalną i skrócono dzienny czas pracy. Wynagrodzenie urzędnika zrównano z pensją wykwalifikowanego robotnika. W ten sposób realizowano niektóre z postulatów I Międzynarodówki Komunistycznej.

Siły rządowe zostały w tym czasie wsparte przez pruski rząd. Bismarck zgodził się na wypuszczenie jeńców, aby zasilili oni francuską armię. Przeciwko niej Komuna wystawić mogła Gwardię Narodową złożoną z robotników i inteligencji, niedoświadczonych w boju. Szacuje się, że de facto po stronie Komuny walczyło 50 tys osób. 

W szeregach komunardów walczyło kilkuset Polaków. Ostatnim dowódcą rewolucji był gen. Jarosław Dąbrowski, weteran polskich powstań. W okresie Komuny Paryskiej inny Polak, Florian Trawiński, wszedł w skład jej władz jako kierownik resortu kultury i sztuki. Wbrew planom komunardów pod koniec maja 1871 uratował muzeum w Luwrze od spalenia, wymieniając potajemnie umieszczone tam beczki z naftą na beczki z wodą[

Ataki wojsk wersalskich miały miejsce regularnie od początku kwietnia, jednak ostateczny szturm rozpoczął się 20 maja, kiedy na skutek zdrady armii rządowej udało się wejść w obręb murów. Dowództwo Komuny o przełamaniu obrony dowiedziało się dwa dni później... Obrońcom pozostała walka na barykadach, co rozjuszyło wkraczające oddziały. W ciągu kilku dni Paryż istotnie stał się czerwony - bruki spłynęły krwią 30 tysięcy rozstrzelanych bez wyroku obrońców miasta. Na barykadach zginęli Delescluze, Rigault, Rossel, Eugène Varlin, Jarosław Dąbrowski i inni przywódcy Komuny. Ostatnimi punktami obrony były cmentarz Père-Lachaise oraz robotnicza dzielnica Belleville. Ostatnie punkty oporu tliły się do 28 maja.

Stłumienie buntu pociągnęło za sobą dotkliwe represje wobec jego uczestników - wyroki śmierci oraz deportacje na Nową Kaledonię w Oceanii. Była również inspiracją dla innych buntów motywowanych potrzebą poprawy bytu wykluczonych grup społecznych. Do buntu Paryżan odwoływali się później bolszewicy a pieśń poety-komunarda Eugène Pottiera Międzynarodówka (L’Internationale) stała się hymnem socjalistów, komunistów i w mniejszym stopniu kosmopolitów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane