Unia Europejska i reszta świata coraz większą uwagę zwracają na kwestie środowiskowe. W zwalczaniu zanieczyszczeń powodowanych przez transport mają pomagać np. nowe normy emisji CO2 w UE dla pojazdów osobowych, dostawczych i ciężarowych. W ocenie ekologów są one za niskie, natomiast według wielu przedstawicieli przemysłu motoryzacyjnego — zbyt ambitne, popychając branżę, nieco na siłę, w stronę pojazdów elektrycznych.

Wyścigi na plany
Rządy prześcigają się w coraz śmielszych planach związanych z elektromobilnością. Z upływem czasu plany te są weryfikowane i korygowane nawet przez takie kraje jak Niemcy, gdzie pierwszy milion pojazdów elektrycznych miał pojawić się już w 2020 r. Teraz — mimo ewidentnego przyspieszenia w rozwoju technologii EV oraz oferowania przez Niemcy atrakcyjnych dopłat do zakupu elektryków — niemiecka kanclerz przyznała, że celu najpewniej nie uda się zrealizować. Przewiduje się, że będzie to możliwe dopiero w 2022 r.
W Polsce milion elektryków ma pojawić się w 2025 r. Na razie do osiągnięcia celu brakuje około 997 tys. Polski rząd przywiązuje do elektromobilności dużą wagę, widząc w niej potencjał dla polskiej branży motoryzacyjnej. Pomóc miała ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, tworząca podwaliny pod rozwój infrastruktury dla napędów niskoemisyjnych. Zachętą mogą także okazać się zapowiedziane dopłaty do pojazdów elektrycznych w wysokości do 36 tys. zł na zakup pojazdu elektrycznego. Kwota, nawet jak na warunki europejskie, budząca wrażenie. Eksperci przewidują jednak, że nie ma mowy o „rEVolucji”. Bardziej prawdopodobna będzie stopniowa ewolucja. — Jeszcze przez wiele lat transport będzie opierał się na napędach konwencjonalnych przy coraz większym udziale hybryd, a dopiero później elektryków. Czy na nich zakończy się ewolucja motoryzacji? Mam co do tego wątpliwości.
Do budowy baterii zasilających pojazdy elektryczne wykorzystać trzeba obecnie około pół tony rzadkich surowców, których cena będzie systematycznie rosła. Dlatego, patrząc dalekosiężnie, warto przyglądać się rozwojowi pojazdów elektrycznych napędzanych ogniwami paliwowymi (FCEV), czyli, mówiąc w skrócie, pojazdów wodorowych — uważa Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych
Wodorowa alternatywa
Elon Musk, twórca Tesli, z lekceważeniem odnosi się do technologii wodorowych, określając je jako „oszałamiająco głupie”. Chyba jednak wynika to z faktu inwestycji w konkurencyjny odłam elektrykówniż z obiektywnych powodów. Zalet wodoru jest dużo więcej niż tylko brak zależności od dostępności np. kobaltu. Niemniej ważną kwestią jest szybkość tankowania, zbliżona do tej, jaką mamy obecnie na stacjach paliwowych. Mówiąc jednak o tankowaniu dochodzimy do kwestii problematycznej i dla pojazdów czysto elektrycznych, i wodorowych — braku infrastruktury. Co prawda, sieć stacji tankowania wodoru na świecie rozrasta się, ale w Europie to dopiero początki, choć słychać zapowiedzi, że wkrótce będą ich setki. W Polsce na pierwszą stację tankowania wodorem jeszcze trochę poczekamy. Podobnie jak przy stacjach ładowania pojazdów elektrycznych, również w odniesieniu do pojazdów wodorowych potrzeba ogromnych inwestycji w infrastrukturę.
Pojazdy wodorowe napędzają nie tylko inwestycje Japończyków. Do walki w tym obszarze coraz mocniej włączają się Chiny. Według Amerykańskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, w ciągu ostatnich 10 lat Chiny zainwestowały około 60 mld USD w dofinansowanie rozwoju pojazdów elektrycznych oraz technologie baterii, ale — co ważne — już za rok wycofają wsparcie dla czystych elektryków, a dla pojazdów wodorowych będzie ono utrzymane do 2025 r. Do 2030 r. Chiny planują wypuszczenie na drogi ponad 1 mln pojazdów napędzanych wodorem.
Być może zatem znaczne inwestycje spowodują upowszechnienie się technologii FCEV także w Europie. Jest to oczywiście jeszcze pieśń przyszłości, ale być może to właśnie ten rodzaj zasilania finalnie wygra wyścig o napęd przyszłości. Pojazdy wodorowe mogą być szczególnie atrakcyjne dla Polaków i polskich władz. Polska jest jednym z największych na świecie producentów wodoru. Roczna ilość wodoru produkowana w Polsce już dziś mogłaby posłużyć do zasilenia około 5 mln pojazdów.
Wracając do aut na baterie. Z przygotowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych oraz Frost & Sullivan raportu „Polish EV Outlook 2019” wynika, że wsparcie, które rząd zamierza wprowadzić w ramach Funduszu Niskoemisyjnego Transportu (m.in. dopłata do zakupu pojazdu elektrycznego w wysokości do 36 tys. zł i 150 tys. zł do infrastruktury ładowania), przyczyni się do wzrostu liczby samochodów zero- i niskoemisyjnych na polskich drogach. Według prognozy, przy optymalnym wykorzystaniu tego wsparcia całkowity park EV w Polsce wyniesie w 2025 r. około 300 tys. pojazdów, czyli mniej więcej tyle, ile do tej pory zarejestrowano w Norwegii, liderze elektromobilności w Europie. Niemal 700 tys. osiągnęlibyśmy w 2030 r., a 10 lat później liczba ta mogłaby wzrosnąć do nawet 2,5 mln. Autorzy opracowania dowodzą, że wprowadzenie dopłat w proponowanej wysokości do 2024 r. rozpędzi polski rynek do ponad 50 tys. EV rocznie.