Czechy pobiły ważny rekord — gospodarka w styczniu zanotowała największą w historii nadwyżkę w handlu zagranicznym. Eksport towarów i usług był wyższy od importu o 27,7 mld CZK (4,7 mld zł). Jak na tak niewielką gospodarkę, to ogromny bufor.
— W ostatnich miesiącach czeski eksport mocno wzrósł, dzięki czemu saldo bilansu handlowego wyraźnie się poprawiło. W następnych miesiącach duża nadwyżka powinna się utrzymać— mówi Jaromir Sindel, ekonomista Citigroup w Czechach.
Czeskie przywództwo
Nadwyżka w obrotach handlowych dobrze świadczy o gospodarce — pokazuje, jak bardzo jest konkurencyjna na tle regionu i świata.
— Jeśli kraj osiąga nadwyżkę, to znaczy, że więcej produkuje, niż konsumuje. Czechy to przykład właśnie takiej zdrowej, dobrze poukładanej gospodarki — tłumaczy Aleksandra Świątkowska, ekonomistka BOŚ.
Nasz południowy sąsiad osiąga nadwyżki handlowe od lat. Ostatni raz Czechy zamknęły rok z deficytem w 2004 r. Od tego czasu ujemne saldo w ujęciu miesięcznym zdarza się jedynie sporadycznie. Czesi mają bowiem silnie rozwiniętą produkcję (w dużej mierze na eksport), stabilny sektor finansowy zapewniający dostęp do taniego kapitału i stosunkowo niskie zadłużenie — zarówno sektora rządowego, jak i prywatnego. W naszym regionie nadwyżka handlowa Czech nie jest wyjątkiem. W 2009 r. z niekończącego się deficytu do nadwyżki przeszli też Węgrzy i Słowacy. W przypadku Słowacji prawdopodobnie było to związane ze wstąpieniem do strefy euro.
— Fakt, że przejście z deficytu do nadwyżki dokonało się akurat w czasie przyjmowania euro, raczej nie jest przypadkiem. Wspólna waluta była silnym bodźcem dla eksportu — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista BNP Paribas Polska.
W przypadku Węgier przyczyną nadwyżki handlowej był, paradoksalnie, kryzys. W ostatnich latach węgierski eksport utrzymał relatywnie silną pozycję, ale popyt krajowy się załamał, przez co spadł import.
Pod kreską
Niezależnie od przyczyn nadwyżek u naszych sąsiadów, efekt jest taki, że spośród czwórki państw Grupy Wyszehradzkiej z deficytem została tylko Polska. Według danych Eurostatu, w 2011 r. nasze saldo handlowe z zagranicą wyniosło -14,6 mld EUR (42,3 mld zł), czyli -3,9 proc. PKB. Na Słowacji nadwyżka sięgnęła 2,2 proc. PKB, w Czechach 5 proc., a na Węgrzech 7 proc. Co więcej, deficyt to niemal nieodłączna cecha polskiej gospodarki. Od początku 2000 r. zdarzyły się tylko dwa miesiące (w 2004 r. i w 2005 r.), których Polska miała nieznaczny dodatni bilans obrotów z zagranicą.
— Stały deficyt w bilansie płatniczym pokazuje, że gospodarka ma za mało oszczędności i musi posiłkować się pożyczonymi oszczędnościami z zagranicy. To jest po prostu kwestia poziomu rozwoju. Polska jest ciągle na takim etapie, w którym raczej ściąga obce dobra i technologie do siebie, niż je eksportuje — wyjaśnia Adam Antoniak, ekonomista Banku Pekao.
Produkowane przez polskie firmy towary nie są na tyle wysokiej jakości, żeby zaspokajały potrzeby polskiego klienta. Nie jesteśmy w stanie na masową skalę wytwarzać na tyle innowacyjne dobra, aby mogły wygrywać z produktami z zagranicy.
— Na przykład nie kupujemy polskich samochodów, bo takich nie ma. Musimy je więc sprowadzać. Takich niedoborów w polskiej produkcji jest dużo — mówi Adam Antoniak. Czy zobaczymy w Polsce trwałą nadwyżkę w obrotach z zagranicą? W perspektywie kilku lat raczej nie ma co na to liczyć. W dłuższym terminie mamy szansę. Potrzebne są jednak reformy, które zwiększą innowacyjność i konkurencyjność gospodarki.
— Chodzi o całą serię działań na rzecz wzrostu, czyli np. uelastycznienie rynku pracy, deregulację gospodarki, zwiększenie aktywności zawodowej ludności. Trzeba uwolnić te rezerwy — mówi Aleksandra Świątkowska.
Tę lekcję przerabia obecnie strefa euro. Właśnie fakt, że Euroland od samego początku podzielony jest na kraje ze stałą nadwyżką w obrotach i ze stałym deficytem, jest jedną z głównych przyczyn obecnego kryzysu. Wysoko konkurencyjne, nadwyżkowe Niemcy przez lata korzystały na tym, że kraje takie jak Grecja utrzymywały silny deficyt — eksport niemiecki masowo płynął do Hellady. Taka sytuacja sprawiła, że nierównowaga między oboma krajami z każdym rokiem się powiększała. Grecki przemysł upadał, a niemiecki kwitł. Reformy wprowadzane obecnie przez rząd w Atenach mają zwiększyć konkurencyjność greckiej gospodarki i tym samym eliminować nierównowagę wewnątrz Eurolandu.