Piotruś Pan w firmie

opublikowano: 03-10-2018, 22:00

Potrzeba pieniędzy i statusu sprawia, że podszyty chłopcem mężczyzna musi dorosnąć

Moi przyjaciele mają swoje panie, wszyscy mają dzieci, ale ja chcę mieć trochę zabawy” — śpiewał George Michael. „Samo play. Żadnych zobowiązań” — obiecywała reklama jednego z telekomów. Francesco Cataluccio natomiast, badacz literatury, w książce „Niedojrzałość. Choroba naszych czasów” napisał, że pragnienie, by nie dorastać, rozlało się jak plama oleju na wodzie. Niewątpliwie nie oszczędziła ona także biznesu i rynku pracy. Socjolodzy mówią o syndromie Piotrusia Pana — wiecznego chłopca, który nie bierze odpowiedzialności za nikogo i za nic. Egocentryk, hedonista, fantasta, ale też postać ambiwalentna — nieumiejętność angażowania się w pracę i związki równoważy odwagą, wyobraźnią, świeżością pomysłów. Nigdy nie zaakceptuje korporacyjnych absurdów — np. branżowego żargonu, personalnych gierek i wychodzenia z biura po północy, by podlizać się szefowi. Gdy na oficjalnym zebraniu wszyscy zachwycają się misją firmy, on bez zahamowania stwierdza, że pracuje tylko dla kasy. Bezkompromisowy aż do bólu. Naprawdę nie brakuje mu zalet, tyle że jest wielkim znakiem zapytania. Trudno przewidzieć, jak się zachowa w godzinie próby — czy będzie można na nim polegać, czy porzuci firmę, klienta i życiowego partnera bez mrugnięcia okiem.

Owocne nicnierobienie. Dystans do obowiązków, zasad i szefów nie musi w jego przypadku oznaczać braku wyników. Przeciwnie. Zawodową filozofię Piotrusia Pana doskonale oddaje jedna ze złotych myśli Dilberta, bohatera amerykańskich komiksów: „Praca to wszystko, czego nie chciałbyś robić. Wydajność to zupełnie inna sprawa”. Wydajność zwiększa on nie wysiłkiem, lecz sprytem. Nie lubi się pocić, więc kombinuje, jak się ze wszystkim uporać szybko, sprawnie i z minimalnym nakładem energii. Na pewno znalazłby wspólny język z Billem Gatesem, który kiedyś powiedział: „Do najtrudniejszego zadania wybrałbym kogoś leniwego. On zawsze znajdzie najprostszy sposób, żeby to zrobić”. Piotruś Pan pręży więc swoje intelektualne muskuły? Bynajmniej. Szare komórki również stara się utrzymać w stanie relaksu. Jakby brał przykład z Sherlocka Holmes’a, który w opowiadaniu „Człowiek z blizną” z łatwością rozwiązał kolejną zagadkę kryminalną, a Inspektor Pracowity nie umiał ukryć zazdrości: „Bardzo chciałbym wiedzieć, w jaki sposób dochodzi pan do swoich osobliwych wniosków?”. „Do ostatniego doszedłem, siedząc na pięciu poduszkach, wypaliwszy wielką porcję tytoniu” — wyznał sławny detektyw. „Intensywny wysiłek nie zawsze przynosi oczekiwany efekt. Niekiedy warto przewietrzyć mózg, pozwolić mu pójść na spacer” — twierdzi Wolf Singer, niemiecki neurofizjolog. Co się dzieje podczas takiego spaceru, którym może być poranny prysznic lub bezmyślne wpatrywanie się w niebo? Nawiązują się wtedy świeże połączenia między komórkami nerwowymi, stwarzając nowe konteksty dla zgromadzonych faktów. Dzięki temu następują przebłyski geniuszu i pojawiają się rozwiązania najtrudniejszych problemów.

Pułapka sławy. Niezależny i krnąbrny Piotruś Pan to ogromne wyzwanie dla menedżera. Na każdego jednak jest sposób. Życie w Nibylandii, czyli wśród zabaw, luksusów i modnych gadżetów, kosztuje. Piotruś musi na nie zarobić. Podszyty chłopcem mężczyzna jak kania dżdżu potrzebuje także podziwu otoczenia (zwłaszcza pięknych kobiet), który mogą mu zapewnić sukcesy zawodowe. Pieniądze i status są jego piętą achillesową. Jeśli szef odpowiednio to wykorzysta, cokolwiek niedojrzały podwładny będzie jadł mu z ręki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Piotruś Pan w firmie