PIRACI UKRADLI PRODUCENTOM 164,9 MLN USD
Nielegalne kopiowanie aplikacji może się skończyć karą więzienia
Straty ponoszone w Polsce przez producentów oprogramowania wskutek działalności piratów komputerowych stale rosną. Organa zajmujące się ściganiem producentów i handlarzy nielegalnych kopii aplikacji wykazują jednak coraz większą skuteczność. Zmieniło się także podejście sądów do problemu kradzieży własności intelektualnej. Zapadają pierwsze wyroki pozbawienia wolności.
Z badań przeprowadzonych na zlecenie Business Software Alliance (BSA) oraz Software & Information Industry Association (SIIA) wynika, że nielegalne kopie oprogramowania stanowią 60 proc. wykorzystywanych w Polsce aplikacji użytkowych. Taka struktura rynku oprogramowania utrzymuje się w Polsce od 1997 r. Z raportu, przygotowanego na zlecenie międzynarodowych organizacji zrzeszających producentów oprogramowania w celu zwalczania piractwa komputerowego, wynika także, że ze względu na ciągły wzrost rynku informatycznego, liczone w wartościach bezwzględnych straty producentów oprogramowania, wynikające z nielegalnego wykorzystywania ich wyrobów, są coraz większe. Z danych BSA i SIIA wynika, że w 1999 r. polscy piraci komputerowi uszczuplili przychody domów softwareowych o 164,9 mln USD. Było to 22,4 mln USD więcej niż rok wcześniej i aż 57,3 mln więcej niż w 1997 r. Przedstawiciele producentów oprogramowania dodają, że nielegalne kopiowanie programów komputerowych uszczupla wpływy podatkowe budżetu państwa i nie sprzyja tworzeniu nowych miejsc pracy.
— Załóżmy, że takiego towaru jak oprogramowanie nie ma na rynku. Nagle się on pojawia. Równocześnie muszą się pojawić ludzie, którzy go rozwiozą i sprzedadzą użytkownikom końcowym. Jeżeli oprogramowania jest więcej, to infrastruktura ta też musi być większa. Będą więc powstawać nowe miejsca pracy — tłumaczy Krzysztof Janiszewski, odpowiedzialny za ochronę własności intelektualnej w polskim oddziale Microsoftu, reprezentujący też w Polsce Business Software Alliance.
Rozwód nie popłaca
Najbardziej spektakularnym przejawem walki z piractwem komputerowym są kontrole bazarowych sprzedawców, przeprowadzane przez policję. Jednak firmy softwareowe imają się różnych sposobów, aby zdobyć informacje o sprzedawcach lub użytkownikach nielegalnie skopiowanego oprogramowania. Często takie przypadki zgłaszają przedsiębiorstwa działające zgodnie z prawem. Konkurencja firm zbijających ceny swoich usług w wyniku lekceważenia praw autorskich stanowi bowiem zagrożenie dla ich egzystencji. Do sprawdzania legalności ofert sklepów komputerowych Microsoft zatrudnia studentów. Cennym źródłem informacji są także zwalniani pracownicy, którzy aby odegrać się na swoich byłych pracodawcach donoszą o ich niezgodnych z prawem praktykach. Na piratów komputerowych naprowadzają organa ścigania także osobiste porachunki.
— Zdarzyło się, że informację o firmie wykorzystującej nielegalnie skopiowane oprogramowanie dostaliśmy od żony jednego z jej szefów. Kobieta była w trakcie postępowania rozwodowego i chciała się zemścić na mężu — wspomina Krzysztof Janiszewski.
Czasami zaś piraci wpadają zupełnie przypadkowo.
— Jeden z dystrybutorów produktów firmy Macrosoft po niewielkich zmianach zaczął sprzedawać jej oprogramowanie pod własną marką. Wpadł jednak, bo nie usunął dokładnie wszystkich informacji o rzeczywistym producencie aplikacji. U jednego z klientów przy okazji jakiegoś błędu pojawił się na ekranie komunikat z telefonem pomocy technicznej Macrosoftu — informuje Piotr Biernacki, członek zarządu stowarzyszenia Polski Rynek Oprogramowania, będącego krajowym partnerem SIIA.
Uniknąć kary
Samo odnalezienie pirata nie wystarczy jednak do ukrócenia procederu kradzieży własności intelektualnej. Wielu bazarowych sprzedawców oprogramowania to cudzoziemcy i zdarza się, że nie można nawet ustalić kraju ich pochodzenia, o danych personalnych nie wspominając. Z kolei na giełdach komputerowych sprzedażą nielegalnie skopiowanego oprogramowania zajmują się często nieletni, wobec których trudno z tego tytułu wyciągnąć jakiekolwiek konsekwencje. Jeden z piratów, schwytany na gorącym uczynku wiosną 2000 r., przedstawił zaświadczenie lekarskie, z którego wynikało, że nie może ponosić odpowiedzialności karnej za swoje czyny, gdyż jest upośledzony umysłowo. Coraz poważniej problem piractwa komputerowego traktują jednak organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości.
— Do jesieni 1998 r. praktycznie nie było tygodnia, w którym nie dostałbym jednej lub dwóch decyzji prokuratorskich o umorzeniu postępowania ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu. Obecnie, podobne decyzje pojawiają się raz na kwartał. Przyczyny umorzeń są zresztą inne. Najczęściej związane są z niemożnością ustalenia personaliów bazarowych sprzedawców. W ciągu 2-3 ostatnich miesięcy zauważyłem też pozytywną zmianę w pracy sądów. Jako jeden z przykładów mogę podać wyrok z Grodziska Wielkopolskiego. Za użytkowanie tylko jednej nielegalnej kopii systemu operacyjnego i jednego programu graficznego tamtejszy sąd skazał winnego na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Jest to poważna kara. Jeśli ta sama osoba zostanie ponownie złapana na nielegalnym wykorzystywaniu oprogramowania, to pójdzie do więzienia — twierdzi Krzysztof Janiszewski.
Internauci pod sąd
Przynajmniej w niektórych przypadkach końcowi użytkownicy nielegalnie skopiowanego oprogramowania mogą jednak uniknąć kary. W Białymstoku ma taką szansę ponad 40 klientów jednego z producentów tzw. składaków, do których zakupu dodatkową zachętą były nielegalnie preinstalowane aplikacje. Na takie względy raczej nie mogą liczyć klienci zapisani w notesie szczecińskiego pirata, oferującego na jednej ze stron internetowych, dostawę wybranego oprogramowania za zaliczeniem pocztowym.
— Wielu, zwłaszcza domowych użytkowników nielegalnych kopii oprogramowania, nieświadomie wchodzi w konflikt z prawem. Jeżeli ktoś wchodzi do salonu samochodowego, to raczej nie zakłada, że kupione tam auto może być kradzione. Podobnie jest z oprogramowaniem. Jeśli ktoś kupuje komputer z preinstalowanym systemem operacyjnym w oficjalnie działającym sklepie, to może myśleć, że pod względem prawnym wszystko jest w porządku. Inaczej jest z Internetem. Jeśli zamawia się tam za 25 zł oprogramowanie kosztujące normalnie o wiele więcej, to nie wierzę, że osoba, która to robi, nie jest świadoma, że uczestniczy w kradzieży — komentuje Krzysztof Janiszewski.
TWÓRCY OKRADAJĄ TWÓRCÓW: Wśród firm wykorzystujących nielegalne kopie oprogramowania jest bardzo wiele agencji reklamowych. Jest to o tyle zastanawiające, że tak jak producenci aplikacji czerpią one zyski z praw autorskich — zauważa Krzysztof Janiszewski, odpowiedzialny za ochronę własności intelektualnej w polskim oddziale Microsoftu, reprezentujący też w Polsce Business Software Alliance. fot. Małgorzata Pstrągowska
POLICYJNY NOS: Nie mogę podać żadnego przykładu firmy, na którą doniósł zwolniony pracownik. Oficjalnie, policja przychodzi do firmy, ponieważ miała tylko podejrzenie, że w tym przedsiębiorstwie używa się nielegalnych kopii oprogramowania — wyjaśnia Piotr Biernacki, członek zarządu stowarzyszenia Polski Rynek Oprogramowania, będącego krajowym partnerem SIIA. fot. Małgorzata Pstrągowska