Piraci wyrządzają nieco mniej szkód

Kamil Kosiński
opublikowano: 2002-06-19 00:00

Wartość kradzionych w Polsce aplikacji zmalała ze 103,5 mln USD w 2000 r. do 96 mln USD w 2001 r. Udział nielegalnych kopii zmalał też procentowo — o 1 punkt. Ciągle jednak ponad połowę użytkowanych w Polsce aplikacji stanowią nielegalne kopie. Daleko nam też do poziomu legalności software’u notowanego w Europie Zachodniej, o Stanach Zjednoczonych już nie wspominając.

Z badań przeprowadzonych na zlecenie Business Software Alliance (BSA), zwalczającej piractwo komputerowe organizacji producentów oprogramowania, wynika, że w roku 2001 polscy piraci komputerowi uszczuplili przychody domów software’owych o 96 mln USD. Straty producentów aplikacji były więc o 7,5 mln USD mniejsze niż rok wcześniej. Nieznacznie zmniejszyła się też skala piractwa. Stosunek nielegalnie zainstalowanych kopii do całkowitej liczby zainstalowanych programów spadł bowiem tylko o 1 punkt procentowy i wyniósł w 2001 roku 53 proc. Oznacza to, że nadal więcej niż co druga kopia oprogramowania wykorzystywana jest w Polsce niezgodnie z prawem.

Wyniki te są wypadkową szacunków opartych m.in. na sprzedaży komputerów i dość arbitralnie przyjętym wskaźniku rozwoju technologicznego kraju. Z tego powodu budzą pewne zastrzeżenia. Jednak nawet przedstawiciele firm nie uczestniczących w działaniach BSA przyznają, że obserwują spadek zjawiska kradzieży oprogramowania.

— Metodologia obliczania skali piractwa przez BSA jest wadliwa, ale niestety nie ma żadnej lepszej. Co do samego zjawiska to wierzę, iż ono spada. Nie potrafię jednak powiedzieć, o ile. Kampanie edukacyjne prowadzone od lat przez producentów oprogramowania dały pewne wyniki. Ludzie coraz częściej kupują oprogramowanie. Coraz częściej rozumieją, że korzystanie z nielegalnych kopii jest równoznaczne z kradzieżą równie dobrze jak normalnie kupić komputer i korzystać z nielegalnych kopii, mogliby kupić samo oprogramowanie, a ukraść komputer — zaznacza Jacek Pacholczyk, dyrektor Novell Polska.

Wyliczony za rok 2001 wskaźnik piractwa jest w Polsce ciągle wyższy niż w Czechach czy na Węgrzech. Minęły już jednak czasy, gdy różnica ta wynosiła blisko 20 punktów procentowych. Warto jednak podkreślić, że według szacunków BSA w tamtych krajach większość wykorzystywanego oprogramowania pochodzi z legalnych źródeł. Kiedy dojdziemy do sytuacji, w której i w Polsce będzie podobnie, trudno jednak prognozować.

— Liczyłem, że już w roku 2001 wskaźnik piractwa spadnie poniżej 50 proc. Te wyniki zweryfikowały jednak mój optymizm. Obecnie zakładam, że do sytuacji, w której przynajmniej połowa wykorzystywanego w Polsce oprogramowania będzie legalna, dojdziemy w ciągu 2 lat. Te brakujące 3 proc. to wcale nie jest mało. Gdy skala piractwa jest wysoka, stosunkowo łatwo jest to zjawisko znacząco redukować. Im niższy wskaźnik piractwa, tym trudniej go jednak dalej obniżać — podkreśla Krzysztof Janiszewski, reprezentujący w BSA polski oddział Microsoftu.

O osiągnięciu średniego poziomu piractwa Europy Zachodniej (37 proc.) możemy więc sobie na razie pomarzyć. Dostawcy software’u są jednak dobrej myśli.

— Nie ma żadnego powodu, aby w Polsce sytuacja wyglądała inaczej niż w Unii Europejskiej. Piractwa nie da się całkowicie wyeliminować, ale można je zepchnąć na margines. Powstaje oczywiście pytanie, jaki on będzie. W naszym przypadku są to jednak na razie teoretyczne rozważania, gdyż celem, który powinniśmy osiągnąć, jest ograniczenie kradzieży oprogramowania przynajmniej do skali notowanej w Europie Zachodniej. Mamy więc dokąd zmierzać — tłumaczy Jacek Pacholczyk.

Osiągnięcie tego celu przy użyciu dotychczasowych środków może się jednak nie powieść. Na razie bowiem polski wymiar sprawiedliwości jest wciąż dość pobłażliwy dla złodziei oprogramowania.

— Nie chodzi o to, aby ludzi odpowiedzialnych za wykorzystywanie w firmach nielegalnego oprogramowania od razu wsadzać do więzienia, ale niech ponoszą konsekwencje finansowe już w wyniku postępowania karnego, a nie dopiero w konsekwencji pozwów cywilnych wnoszonych przez producentów oprogramowania. Praca policji, ławników, sędziów kosztuje. Do tego dochodzą koszty ekspertyz i kwestie czysto logistyczne. Tymczasem sądy wspaniałomyślnie obciążają kosztami postępowania Skarb Państwa, a więc nas wszystkich. To jest chore. W Poznaniu toczy się sprawa, w której o tolerowanie piractwa oskarżony jest były członek zarządu dużej firmy spożywczej. To naprawdę nie jest człowiek biedny, a nie jest to jedyny tego typu przypadek. To, że wskaźnik piractwa wynosi w Stanach Zjednoczonych 25 proc., a więc dużo mniej niż nawet średnia dla Europy Zachodniej, jest właśnie spowodowane konsekwentnym karaniem piratów. Podkreślam, nie edukacją, tylko stosowaniem przepisów — twierdzi Krzysztof Janiszewski.