To był świetny rok dla inwestujących w akcje. Rekord gonił rekord, głównie dzięki inwestorom zagranicznym.
Wczoraj WIG ustanowił kolejny, 11. już rekord wszech czasów w tym roku — 26 576,86. WIG20 wspiął się do najwyższego poziomu w tym roku — 1956,88 pkt. Tak mija już drugi rok hossy na GPW. Co prawda, uwaga polskich inwestorów, zwłaszcza w drugiej połowie roku, skupiła się na rynku pierwotnym, ale z odsieczą przyszedł świeży kapitał zagraniczny. Ściągnął go m.in. debiut PKO BP. To dzięki zachodnim inwestorom wartość rocznych obrotów jest rekordowo wysoka (poprawiony został rezultat z czasów internetowej hossy), a główne indeksy GPW wzniosły się na poziomy dawno lub jeszcze nigdy nie notowane.
Kluczowy nowicjusz
Dla polskiego rynku kapitałowego kluczowy był jesienny debiut PKO BP. Giełda czekała na to od początku roku. Po wejściu banku to już nie jest ten sam rynek.
— Debiut PKO BP stał się kołem zamachowym giełdy. Do gry szerzej weszli nie tylko drobni krajowi inwestorzy, ale przede wszystkim duże zagraniczne fundusze, kuszone mniejszym ryzykiem związanym z polską gospodarką i dobrymi wynikami spółek — mówi Paweł Kubiak, makler DM BZ WBK.
Wzrost zaufania inwestorów zagranicznych łatwo powiązać z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Nie mniej ważne były także zmniejszające się obawy o kondycję przyszłorocznego budżetu.
— Nie próżnowały również krajowe instytucje. Zaangażowanie funduszy emerytalnych w akcje sięgnęło rekordowych poziomów — dodaje Maksymilian Łochowski, doradca inwestycyjny BDM PKO BP.
Jego zdaniem, martwi jedynie niska dynamika wzrostu aktywów TFI, które zwiększyły się zaledwie o 2 mld zł (w porównaniu z blisko 10 mld zł przyrostu w 2003 r.).
— Część pieniędzy drobnych graczy trafiła na rynek pierwotny — uważa doradca BDM PKO BP.
Zmieniający się liderzy
Tu także leży klucz do wyjaśnienia, dlaczego w drugiej połowie roku WIG20 był silniejszy niż MIDWIG.
— Nowe oferty wyssały środki z rynku wtórnego — mówi Maksymilian Łochowski.
Dotknęło to przede wszystkim małe i średnie spółki, które w większości utknęły w trendzie horyzontalnym. W drugiej połowie roku lokomotywą wzrostów GPW stali się ulubieńcy zagranicy: PKN Orlen, notujący rekordowe zyski, i Telekomunikacja Polska, wrócająca do łask graczy dzięki poprawie wyników i atrakcyjnej wycenie na tle zagranicznych konkurentów. Drożały też banki — ci, dla których zabrakło akcji PKO BP, kupowali walory innych instytucji finansowych.
Są rezerwy
Czy hossa się utrzyma? To możliwe, bo są jeszcze rezerwy. Ostatnio mocno idzie w górę kurs Telekomunikacji Polskiej, co ma ogromny wpływ na wartość indeksów. Drożeć powinien sektor IT. Spółki budowlane rosną wybiórczo, głównie dzięki spółce Polimex-Mostostal Siedlce.
— Spółki z branży budowlanej rosną bardzo nierówno. Częściowo tłumaczy je niska dynamika inwestycji, ale w trudnych warunkach niektórzy, jak np. Polimex-Mostostal Siedlce, potrafili sobie poradzić. Inni zostali z tyłu — mówi Paweł Kubiak.
Dla indeksów hamulcem był również niemal cały sektor IT.
— Te spółki obudziły się jednak trochę za późno — twierdzi makler DM BZ WBK.
Przeceny nie udało się uniknąć Prokomowi, największej spółce z branży. Jarosław Lis, analityk SEB TFI, tłumaczy, że siła tej spółki w dużej mierze zależy od kontraktów z urzędami.
— W 2005 r. wiele będzie zależało od ożywienia w inwestycjach, bo wyniki branży IT są z nimi dosyć silnie skorelowane — mówi Jarosław Lis.
Inwestorom naraziły się spółki, które nie zdołały się obronić przed niekorzystnymi zmianami kursów walutowych. Umacniający się złoty nie sprzyjał wynikom eksporterów, traciły więc m.in. Dębica i Świecie. Trzeba także pamiętać o silnej zwyżce cen surowców, które jednym (PKN Orlen, KGHM, branża stalowa) pomagały, innym (Kęty, Amica) szkodziły.