Płatnerz przekuł hobby w biznes

Magdalena Mastykarz
opublikowano: 2015-01-20 00:00

POMYSŁ NA BIZNES Po rycerskie zbroje, wychodzące spod ręki Tomasza Samuły, przyjeżdżają klienci z całego świata.

Nie przeszkadza im, że trzeba na nie poczekać, a za najdroższą zapłacić nawet 30 tys. zł

KOLEJKA PO ZBROJĘ:
KOLEJKA PO ZBROJĘ:
Konkurencja w zawodzie płatnerza rośnie, ale nadal liczba zamówień przewyższa możliwości produkcyjne — mówi Tomasz Samuła, założyciel firmy Tomala.
WOJCIECH JARGIŁO

Dawniej wystarczyło mieć fach w ręku, żeby być spokojnym o pracę. Dziś umiejętności manualne to dobry początek, ale trzeba zadbać jeszcze o znalezienie grupy docelowej, promocję, stworzenie know-how i ciągłe doszkalanie, aby być na bieżąco z trendami... nawet jeśli mowa o trendach XV-wiecznych. Tomasz Samuła od 15 lat zgłębia tajniki płatnerstwa, czyli rzemiosła obejmującego wyrób metalowych zbroi, tarcz i hełmów. Zbroje jego autorstwa można spotkać w całej Europie Zachodniej, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Japonii. Chronią one głównie rekonstruktorów historycznych, ale zaopatrują się w nie również kolekcjonerzy, a ostatnio zakupy u lubelskiego płatnerza robią też muzea. Klienci z Polski nadal stanowią mniejszość, choć z roku na rok ich przybywa.

Hobby sposobem na życie

— Kiedy zaczynałem naukę płatnerstwa w połowie lat 90., był to bardzo mało znany zawód. W skali kraju było zaledwie kilka osób, które się tym zajmowały. Mało kto traktował to zajęcie na tyle poważnie, by stanowiło ono główne źródło jego dochodu, nie wspominając już o przyjęciu kogoś na ucznia. Nie miałem wyboru, wszystkiego musiałem nauczyć się sam — wspomina początki Tomasz Samuła.

Niecodziennym tematem zainteresował się, gdy wstąpił do bractwa rycerskiego. Hobby bardzo szybko przerodziło się w pracę, z czasem tak pochłaniającą, że założył firmę Tomala.

— Mimo że dziś konkurencja w tym zawodzie rośnie, zainteresowanie moją pracą nadal jest nieco większe niż moje możliwości produkcji — przyznaje Tomasz Samuła.

Przez lata udało mu się jednak stworzyć grono zaufanych współpracowników, z którymi może dzielić się zleceniami. Tych zaś nie brakuje i są one bardzo zróżnicowane.

— Są zlecenia, które wykonuję w trzy dni, a są i takie, na które potrzebuję ponad pół roku. Dziesięć prostych hełmów bez problemu można zrobić w ciągu miesiąca. Jeśli jednak wzór jest trudny, a klient życzy sobie zastosowania odpowiedniej technologii produkcji, tak by kopię maksymalnie zbliżyć do oryginału, często miesiąc nie wystarcza na zrobienie jednego egzemplarza. Wykonanie pełnej zbroi to minimum sześć miesięcy pracy — wyjaśnia Tomasz Samuła.

Zbroja na zamówienie

W ofercie firmy Tomala zainteresowani klienci znajdą repliki uzbrojenia z okresu X–XVII wieku. Wśród nich znajdują się zarówno poszczególne elementy, jak i kompletne zbroje. Ich ceny wahają się w zależności od materiału, techniki wykonania, liczby detali i wielu innych czynników właściwych konkretnym projektom. Pojedyncze elementy można kupić już za kilkaset złotych, a najdroższa zbroja, jaką wykonał Tomasz Samuła, kosztowała 30 tys. zł.

— Katalog produktów na mojej stronie internetowej to jedynie prezentacja umiejętności. Najczęściej klienci przesyłają swoje wzory, np. fotografie oryginałów z muzeum, a ja tworzę zbroję na indywidualne zamówienie — opisuje Tomasz Samuła.

I choć internetowy katalog ma charakter jedynie poglądowy, jego autor zauważa, że jest to najbardziej rozbudowany zbiór tego typu w Polsce.

Średniowiecze na Facebooku

Nad rozwojem firmy Tomasz Samuła nieustannie pracuje i robi to dwutorowo. Z jednej strony cały czas kompletuje, niekiedy sam wykonuje specjalistyczne narzędzia płatnerskie niezbędne do wykonania skomplikowanych zamówień. Z drugiej — rozwija i modernizuje stronę internetową, aby za jej pośrednictwem dotrzeć do potencjalnych klientów. Niewątpliwie płatnerstwo w XXI wieku rządzi się innymi prawami niż w średniowieczu. To nie tylko praca w warsztacie, ale również prowadzenie strony internetowej i fanpage’a na Facebooku, to bieżące fotografowanie efektów pracy i eksponowanie ich potencjalnym klientom. To wreszcie aktywne pozyskiwanie odbiorców podczas imprez rekonstrukcyjnych odbywających się w Polsce i za granicą.

— Wyjazdy traktuję bardziej jako miły wypoczynek. Pozwalają mi one być na bieżąco w tym, co dzieje się w środowisku rekonstruktorów. Kontakty biznesowe są w tym wypadku wartością dodaną — stwierdza lubelski płatnerz.