Hornówek. Niewielka wieś położona sześć kilometrów od zachodniej granicy Warszawy. Na dużej działce otoczonej Puszczą Kampinoską kończy się budowa czterech dwupiętrowych budynków. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak zagubione w lesie osiedle mieszkaniowe. Za kilka miesięcy będą tu powstawać gry komputerowe. To inwestycja Krzysztofa Kostowskiego, prezesa i założyciela firmy PlayWay. Za kilka miesięcy producent gier ma zadebiutować na warszawskiej giełdzie.

— Na dole będą miejsce do pracy, a na górze sypialnie dla tych, którzy będą chcieli tu zamieszkać. Między budynkami powstanie teren rekreacyjny. Tam będzie miejsce na grill — wskazuje na niewielką polanę Krzysztof Kostowski.
Zaczęło się na giełdzie
Miejsce jest oddalone od centrum Warszawy o ponad 20 km, ale prezes zapewnia, że nie będzie problemów z komunikacją. Jest w końcu Uber, który może wozić pracujących w Hornówku deweloperów. Jeśli oczywiście znajdą czas na wyprawy do nieodległej Warszawy. Model biznesowy PlayWay jest bowiem dosyć niezwykły. O ile inni deweloperzy utrzymują od jednego do trzech zespołów, produkujących w tym samym czasie różne gry, to PlayWay ma ich aż… 44.
— Dywersyfikujemy ryzyko. Zamiast poświęcić wszystkie siły na produkcję jednego dużego tytułu, stawiamy na kilkanaście mniejszych. Nasza strategia się sprawdza. Większość naszych produkcji jest rentowna, a średnio każdy zainwestowany złoty daje nam 7 zł zwrotu — mówi Krzysztof Kostowski.
Właściciel PlayWaya działa w branży gier od ponad 20 lat. Pierwsze kroki stawiałna giełdzie komputerowej przy ul. Grzybowskiej w Warszawie. Potem założył firmę Play, która wydawała gazetki z prostymi grami, sprzedawane w kioskach. W najlepszym okresie ich nakład przekraczał pół miliona sztuk rocznie. PlayWay, który był odpowiedzią na internetową rewolucję w sprzedaży rozrywki, zamknął ubiegły rok ponad 13 mln zł przychodów oraz 7,3 mln zł EBITDA. Gry, które produkuje firma, nie są takimi artystycznymi dziełami jak „Wiedźmin 3” czy koncepcyjnymi perełkami jak „This War of Mine”. Firma porusza się w popularnym nurcie tzw. gier niezależnych, które są kierowane do tzw. gracza casualowego (grającego sporadycznie) i dystrybuowane za pomocą takich platform cyfrowych jak Steam. Przegląd tytułów firmy może wywołać uśmiech na twarzy („Symulator Farmy”, „Car Mechanic Simulator” czy „Maszyny Rolnicze”), ale widać, że rynek takich produktów potrzebuje. Największy hit firmy — seria „Car Mechanic” — kupiło w ciągu dwóch lat blisko milion graczy.
— Sukces gry zauważyli producenci aut, którzy zgłaszają się do nas, abyśmy przygotowali dodatek z ich samochodami. Mamy już umowę z Mercedesem i Bentleyem — mówi Krzysztof Kostowski.
Sprzedażowa trampolina
Podkreśla, że „Car Mechanic” nie jest jedyną grą, która odniosła sukces sprzedażowy. PlayWay regularnie plasuje tytuły w gronie najlepiej sprzedających się gier na platformie Steam. Mało kto jednak o tym w Polsce wie. To pierwsza przyczyna, dla której spółka zamierza znaleźć się na giełdzie.
— O notowanych na GPW lub NewConnect polskich producentach gier pisze i mówi się bardzo dużo. Chcę, by głośno było także o PlayWayu. To pomoże w sprzedaży — mówi Krzysztof Kostowski.
Drugą przyczyną upublicznienia jest przyśpieszenie rozwoju biznesu. Prezes na razie nie chce mówić o szczegółach emisji (prospekt trafił do Komisji Nadzoru Finansowego w marcu). Celem jest zwiększenie liczby zespołów pracujących nad grami. Debiut PlayWaya na GPW nastąpi po zaakceptowaniu jej prospektu przez nadzór. Krzysztof Kostowski mocno stawia na przedsiębiorczość. Dlatego wszystkiezespoły pracują na własnych, określonych budżetach, co zmusza je do ścisłego kontrolowania wydatków. Gdy inne firmy na produkcję niewielkiej gry wydają po 200-300 tys. zł, w PlayWaya jej produkcja będzie kosztowała nawet połowę mniej. Dodatkowo dąży do tego, by zespoły docelowo przekształcały się w spółki zależne, w których większość udziałów ma PlayWay, a reszta trafia do pracowników. Dzięki temu stają się przedsiębiorcami, którzy pracują na swoim i podejmują biznesowe ryzyko.
Gry to polska specjalność
Ostatnie lata to okres spektakularnych sukcesów producentów gier komputerowych znad Wisły. Choć sama branża ma już dwadzieścia lat, dopiero niedawno przebiła się na światowe salony. Krajowe gry są doceniane już nie tylko przez branżowych ekspertów, ale przede wszystkim przez graczy. W dziesiątce najchętniej kupowanych gier w 2015 r. znalazły się aż dwa polskie tytuły: „Wiedźmin 3” warszawskiego dewelopera CD Projekt i „Dying Light” wrocławskiej firmy Techland. Trzecia część przygód Geralta z Rivii rozeszła się już w 10 mln sztuk, a całą serię kupiło 20 mln graczy z całego świata. Krwawą grę o zombi autorstwa Techlandu ma ponad 5 mln graczy. Do tego należy doliczyć wiele produkcji z niższej półki: „This War of Mine” firmy 11bit studios, „The Vanishing of Ethan Carter” The Astronauts czy „Layers of Fear” krakowskiego Bloober Team. Dobrze przyjęta została wypuszczona w lutym strzelanka „Superhot” studia Superhot. W tym roku branża skupi uwagę na trzeciej części gry „Snajper” CI Games, innego warszawskiego studia. Ma on wielkie szanse stać się największym sukcesem w historii giełdowej firmy. W kolejce na premierę czekają m.in.: „Kursk” firmy Jujubee, „Get Even” The Farm 51, „Shadow Warrior 2” studia Flying Wild Hog i taneczny „Bound”, produkt łódzkiego Plastic Studios.
Gry to polska specjalność
Ostatnie lata to okres spektakularnych sukcesów producentów gier komputerowych znad Wisły. Choć sama branża ma już dwadzieścia lat, dopiero niedawno przebiła się na światowe salony. Krajowe gry są doceniane już nie tylko przez branżowych ekspertów, ale przede wszystkim przez graczy. W dziesiątce najchętniej kupowanych gier w 2015 r. znalazły się aż dwa polskie tytuły: „Wiedźmin 3” warszawskiego dewelopera CD Projekt i „Dying Light” wrocławskiej firmy Techland. Trzecia część przygód Geralta z Rivii rozeszła się już w 10 mln sztuk, a całą serię kupiło 20 mln graczy z całego świata. Krwawą grę o zombi autorstwa Techlandu ma ponad 5 mln graczy. Do tego należy doliczyć wiele produkcji z niższej półki: „This War of Mine” firmy 11bit studios, „The Vanishing of Ethan Carter” The Astronauts czy „Layers of Fear” krakowskiego Bloober Team. Dobrze przyjęta została wypuszczona w lutym strzelanka „Superhot” studia Superhot. W tym roku branża skupi uwagę na trzeciej części gry „Snajper” CI Games, innego warszawskiego studia. Ma on wielkie szanse stać się największym sukcesem w historii giełdowej firmy. W kolejce na premierę czekają m.in.: „Kursk” firmy Jujubee, „Get Even” The Farm 51, „Shadow Warrior 2” studia Flying Wild Hog i taneczny „Bound”, produkt łódzkiego Plastic Studios.
OKIEM ANALITYKA
Giełdowa perełka
ŁUKASZ KOSIARSKI, analityk DM BZ WBK
To dobry moment na giełdowy debiut spółki zajmującej się produkcją gier komputerowych. Branża cieszy się bardzo dobrą opinią wśród inwestorów. Postrzegają ją jak giełdową perełkę. Pomogły w tym sukcesy takich firm jak CD Projekt RED i 11bit studios. Dobra sprzedaż gier znalazła odzwierciedlenie w wynikach tych spółek. Warto zaznaczyć, że inwestorzy instytucjonalni zrozumieli modele biznesowe produkcji gier i są już w stanie oszacować ryzyko z tym związane. To zaś przyciąga firmy z branży na parkiet, bo łatwiej tu można znaleźć pieniądze na rozwój niż w banku.
OKIEM ANALITYKA
Giełdowa perełka
ŁUKASZ KOSIARSKI, analityk DM BZ WBK
To dobry moment na giełdowy debiut spółki zajmującej się produkcją gier komputerowych. Branża cieszy się bardzo dobrą opinią wśród inwestorów. Postrzegają ją jak giełdową perełkę. Pomogły w tym sukcesy takich firm jak CD Projekt RED i 11bit studios. Dobra sprzedaż gier znalazła odzwierciedlenie w wynikach tych spółek. Warto zaznaczyć, że inwestorzy instytucjonalni zrozumieli modele biznesowe produkcji gier i są już w stanie oszacować ryzyko z tym związane. To zaś przyciąga firmy z branży na parkiet, bo łatwiej tu można znaleźć pieniądze na rozwój niż w banku.