Ponad 40 samolotów należących do czeskiego przewoźnika było dla PLL LOT łakomym kąskiem. Niestety, nasz przewoźnik przegrał wyścig z tureckim konkurentem. Z pewnością będzie szukał nowych okazji do zwiększenia skali działania.
Turcy dali więcej niż LOT
Pod koniec listopada branżę lotniczą w Polsce i Czechach rozgrzały spekulacje o możliwym przejęciu Smartwings przez polskiego narodowego przewoźnika. Chętnych na zakup było jednak więcej - oferty złożyło również Eurowings z Grupy Lufthansa oraz niemiecko-turecki SunExpress. Ostatecznie PLL LOT muszą obejść się smakiem. Czeskie linie trafią do notowanego na giełdzie w Stambule tureckiego Pegasus Airlines.
Po ogłoszeniu transakcji kurs akcji Pegasusa w Stambule wzrósł o 3 proc. Umowa dotyczy przejęcia Czech Airlines wraz ze spółką zależną Smartwings. Turecki przewoźnik zapłaci 154 mln EUR (w przeliczeniu ok. 650 mln zł). Kwota ta obejmuje zadłużenie obu przewoźników.
Transakcja ma zakończyć się w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a po jej sfinalizowaniu flota Pegasus Airlines powiększy się o 47 samolotów. Obecnie linia posiada 129 maszyn, a w ubiegłym roku przewiozła prawie 37,5 mln pasażerów.
Według różnych źródeł turecka oferta była o 10 mln EUR wyższa od tego, co oferował LOT. Polski przewoźnik odmówił komentarza w tej sprawie.
"Podpisując umowę przejęcia czeskiej linii Smartwings, robimy ważny krok na drodze naszego rozwoju. Chcemy zaoferować pasażerom szerszą siatkę połączeń i konkurencyjne ceny, a jednocześnie wzmocnić nasze działania w obszarze technologii i efektywności. (...) Celem tej strategicznej inwestycji jest wzmocnienie obecności firmy w Europie i wsparcie globalnej ekspansji” - czytamy w komunikacie prasowym Pegasus Airlines.
Niewykorzystana szansa dla LOT-u
Jakub Kluziński, ekspert ds. lotnictwa z Instytutu Sobieskiego, uważa, że niesfinalizowanie zakupu czeskiego przewoźnika jest dla PLL LOT niewykorzystaną szansą.
– PLL LOT stracił szansę na skokowy wzrost floty i liczby pasażerów. Zakup czeskiego przewoźnika byłby korzystny, ponieważ dałby nam dostęp do najnowocześniejszych boeingów 737 Max i airbusów A220, a liczba maszyn zwiększyłaby się o połowę w stosunku do obecnego stanu. Taka rozbudowa floty zajmuje trzy lata organicznego wzrostu. Ponadto polski przewoźnik stracił szansę na gotowe i przeszkolone załogi oraz dostęp do lotniska w Pradze, na którym Smartwings odpowiada za niemal 30 proc. slotów – mówi Jakub Kluziński.
Ekspert Instytutu Sobieskiego dodaje, że linie lotnicze na całym świecie wciąż zmagają się z opóźnieniami w dostawach nowych maszyn ze strony producentów, co jest konsekwencją pandemii.
Fiasko kolejnego zakupu. Warto jednak szukać dalej
Dotychczasowe plany zakupowe polskiego przewoźnika po raz kolejny zakończyły się niepowodzeniem. Na początku 2020 r. Polska Grupa Lotnicza, właściciel PLL LOT, ogłosiła plany przejęcia niemieckiego Condora. Transakcja była już na finiszu i nawet podpisano umowę wstępną, jednak w kwietniu zrezygnowano z niej z powodu pogarszającej się sytuacji w branży lotniczej wywołanej pandemią covidu.
- Smartwings miał najlepszą ofertę pod względem wielkości floty i jej zaawansowania technicznego. W regionie nie ma już tak atrakcyjnych przewoźników, którymi mógłby zainteresować się PLL LOT, ale warto poszukać szerzej. Jako potencjalne cele zakupu pozostają mniejsze linie jak rumuński Tarom, Croatia Airlines czy Air Serbia. Moim zdaniem najciekawszym kierunkiem byłby łotewski Air Baltic, mający sporą skalę operacji i flotę, która w całości składa się z zamówionych przez PLL LOT airbusów A220 — mówi ekspert Instytutu Sobieskiego.
