Plus, Minus

opublikowano: 29-03-2013, 00:00

Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki

W górę

Dariusz Pachla

Gdański potentat odzieżowy LPP zdobył tytuł Giełdowej Spółki Roku 2012 w stylu niespotykanym w czternastoletnich dziejach tego prestiżowego rankingu „Pulsu Biznesu”. Oprócz klasyfikacji generalnej wygrał wszystkie kategorie składowe: kompetencje zarządu, jakość produktów i usług, relacje z inwestorami, perspektywy rozwoju oraz sukces roku. W tabeli rankingu jedynka LPP we wszystkich pięciu rubrykach wręcz biła po oczach, wywołując refleksje i… zazdrość laureatów z poprzednich lat, ponieważ dotychczas nawet największe asy polskiej gospodarki w którejś kategorii zaliczały punktowy dołek. Na parkiecie spółka zadebiutowała w roku 2001 z ceną emisyjną 48 zł, a do dzisiaj jej akcje podrożały… 110 razy. Imperium salonów LPP w kraju oraz Europie Środkowej i Wschodniej ciągnie już pięć markowych lokomotyw: najwcześniejsza Reserved oraz Cropp, Promostars, House i Mohito, a wkrótce dojdzie szósta — Sinsay. W minionym roku inwestorzy zyskali na LPP aż 131 proc., podczas gdy indeks WIG20 zanotował wzrost o 26 proc. Gdy spółka zwiększy płynność papierów na rynku, ma wszelkie szanse wskoczyć w niedługim czasie do głównej dwudziestki. Nie tylko data giełdowego debiutu uprawnia LPP do czucia się w pełni firmą XXI wieku. Najważniejsze, że powstała od zera i całkowicie obca jest jej biznesowa mentalność spółek skarbu państwa.

Kamil Stoch

Młodszy kolega Adama Małysza potwierdził, że nie ma ludzi niezastąpionych. 26-latek z Zębu k. Zakopanego pierwszy raz przejął symbolicznie pałeczkę od kończącego karierę orła z Wisły dwa lata temu na macierzystej Wielkiej Krokwi, gdy niespodziewanie wygrał konkurs Pucharu Świata po mrożącym krew w żyłach upadku Małysza. Później bywało różnie, czasem podium, czasem psychiczne spalenie się. Podczas tegorocznych mistrzostw świata Kamil wreszcie się skoncentrował i powtórzył po dziesięciu latach triumf starszego kolegi na tej samej dużej skoczni w Predazzo, zdobywając w znakomitym stylu tytuł mistrza. Za rok igrzyska w Soczi, trzymamy kciuki. Adam olimpijskiego złota nigdy nie przywiózł, więc może Kamil…

W dół

Piotr Duda

Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność otrzymał od czytelników „Pulsu Biznesu” Gospodarczą Malinę 2012 w kategorii instytucji, głównie za realizowany przez przewodniczącego program „musimy zrobić wszystko, by obalić ten rząd”. Piotr Duda przeszedł już od słów do demonstracyjnych czynów, ale to akurat związkowa norma. Nasz minus miesiąca otrzymuje za utopię teoretyczną. Zapatrzył się na Szwajcarię i forsuje zarządzanie Polską przez referenda. Żąda konstytucyjnego zapisu, że wniosek o referendum, pod którym zebrano określoną liczbę podpisów, staje się automatycznie prawem i skutkuje przeprowadzeniem głosowania, bez prawa ingerowania przez kogokolwiek nawet w mającą kluczowe znaczenie treść pytania! Zdumiewa również wmawianie opinii publicznej przez Piotra Dudę, że gromadząca się pod skrzydłami związku Platforma Oburzonych nie ma ambicji politycznych. Przecież to tzw. kwadratura koła, którą daremnie próbowali już rozwiązać wcześniejsi przewodniczący NSZZ Solidarność — Lech Wałęsa i Marian Krzaklewski. Ich przypadki potwierdzają, że ambicjonalne wychodzenie z butów związkowych zawsze skutkuje wbijaniem się w polityczne, oczywiście z bardzo różnym efektem.

Viktor Orbán

Kierując centroprawicowym rządem koalicyjnym w latach 1998–2002, m.in. wprowadził Węgry do NATO i zaawansował negocjacje z Unią Europejską. Późniejsza ośmiolatka w opozycji do rządów socjalistów bardzo Viktora Orbána zradykalizowała. Gdy w roku 2010 jego narodowo-konserwatywny Fidesz zdobył w parlamencie większość bezwzględną, a razem z chadecją nawet dwie trzecie mandatów — premier stał się władcą absolutnym i ugruntowuje to na długie lata zmianami konstytucyjnymi. Węgry stały się dla UE wielką przestrogą, że zdobycie w wolnych wyborach przez jedną partię, wszystko jedno — z lewa czy z prawa, aż tak wielkiej przewagi mandatów skutkuje wypaczeniami demokratycznego ustroju. Na szczęście w Polsce taki wynik wyborów absolutnie nie wchodzi w grę.

Sukces

W tym wieku pięć lat to różnica strategiczna

Za sprawą zaskakującego wszystkich ustąpienia papieża Benedykta XVI Stolica Apostolska miała w światowych mediach nadzwyczajny okres. Posmak sensacji, dodatkowo wzmacniającej globalne zainteresowanie, miał również wybór kardynała Jorge Mario Bergoglio jako papieża Franciszka. Były prymas Argentyny nie znajdował się przecież ani na krótkiej, ani na najdłuższej nawet liście faworytów. Świecki świat nadal pozostaje zdumiony werdyktem kardynalskiego kolegium elektorów. Tajemnica tkwi w niespotykanej i niemożliwej gdzie indziej procedurze. Przed konklawe nie ma listy zarejestrowanych kandydatów, powstaje ona na żywo w pierwszej turze głosowania. W kolejnych zawęża się, aż do osiągnięcia przez zwycięzcę dwóch trzecich głosów. Warto zwrócić uwagę także na inny wątek. Otóż kanonicznym wiekiem emerytalnym dla wszystkich stanowisk kościelnych, od proboszcza po arcybiskupa metropolitę, jest 75 lat, z możliwością bardzo wyjątkowego przedłużenia. Ale jedno stanowisko, paradoksalnie właśnie najważniejsze, nie tylko jest dożywotnie, lecz można je obejmować do... 80 lat! Tak się składa, że dwaj ostatni papieże w chwili wyboru reprezentowali właśnie ów „dodany” przedział 75-80 — kardynał Joseph Ratzinger miał lat 78, a kardynał Jorge Mario Bergoglio pod koniec roku skończy 77. Przypadek Karola Wojtyły, wybranego w wieku 58 lat i zasiadającego na papieskim tronie aż 27 lat, wygląda na niepowtarzalny. No cóż, zwiększona częstotliwość konklawe podnosi zainteresowanie Kościołem i daje mu punkty wizerunkowe nawet w kręgach laickich, stojących na co dzień daleko…

Porażka

Jest kandydat do opuszczenia Unii Europejskiej

Finansowazapaść Republiki Cypryjskiej postępowała systematycznie, ale ze względu na rozmiary państwa rozwój sytuacji pozostawał na uboczu uwagi Unii Europejskiej i węższego Eurolandu. Leżące geograficznie w Azji państwo nawet nie zostało zaliczone do kategorii zagrożonych tzw. pięciu świnek PIIGS. Tym głębszy jest szok wywołany marcową eksplozją kryzysu. Całkiem realne, że to właśnie Republika Cypryjska, której jurysdykcja obejmuje tylko 63 proc. wyspy Cypr (pozostałe 37 proc. zajęli cztery dekady temu Turcy), może być pierwszym państwem, które skorzysta z przepisów traktatu z Lizbony i opuści nie tylko Euroland, lecz w ogóle UE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane