W górę
Tomasz Zaboklicki
Prezes bydgoskiej Pesy przez kilka majowych dni miał problem ze znalezieniem czasu na zarządzanie firmą, ponieważ musiał w Warszawie odbierać prestiżowe laury. Najpierw 15 maja uhonorowany został w kategorii „Sukces” nagrodą Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta (patrz informacja na str. 58). Następnie 19 maja otrzymał nagrodę im. Andrzeja Wierzbickiego przyznawaną przez Konfederację Lewiatan. Wreszcie 20 maja w plebiscycie czytelników „Pulsu Biznesu” na gospodarcze gwiazdy 25-lecia tym razem Pesa, a nie sam prezes, wygrała kategorię „Polska marka na świecie”. Wszystkie uzasadnienia i laudacje były jednobrzmiące — doceniono wzorcowe przekształcenie upadłych Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w nowoczesną firmę produkująca pojazdy szynowe, będącą symbolem rzeczywistego sukcesu na skalę europejską. Tomasz Zaboklicki wymienionymi oraz wcześniejszymi (jest m.in. posiadaczem spiżowej głowy Kisiela) wyróżnieniami jest niezmiennie zażenowany, zachowuje skromność i pamięta, z jakiego poziomu zaczynał…
Pedro Pereira da Silva
Powodzenie grupy Jeronimo Martins w Polsce wywołuje zazdrość konkurencyjnych sieci handlowych, a w pewnym sensie… zaskakuje właścicieli. Liczba placówek Biedronki dochodzi do 2,5 tys., a większe przychody ma już tylko PKN Orlen. Spółka Jeronimo Martins Polska awansuje na liście płatników CIT — podczas inauguracji trzeciej edycji naszego projektu „Czas na patriotyzm gospodarczy” odebrała dyplom za siódme miejsce. Symbolicznie bardziej cenne były laury od czytelników „PB” — to właśnie portugalsko-polska firma wygrała kategorię „Zagraniczny inwestor” w plebiscycie na gospodarcze gwiazdy 25-lecia. Głównym autorem tych sukcesów jest właśnie Pedro Pereira da Silva, który w strukturze grupy zajmował różne stanowiska menedżerskie, przejściowo zajmował się także odnogą portugalską, a obecnie wrócił do bezpośredniego kierowania Biedronką. Zajmuje się również siecią sklepów kosmetycznych Hebe. A w wolnych chwilach prezesuje Polsko-Portugalskiej Izbie Gospodarczej, której powstanie zainicjował.
W dół
Aleksander Kwaśniewski
Jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej dziesięć lat temu miał ogromny wkład w załagodzenie sytuacji na Ukrainie i stworzenie warunków dla zwycięstwa Pomarańczowej Rewolucji. Tamtej oceny absolutnie nie obniża późniejsza klęska Wiktora Juszczenki i całego jego obozu. Drugim pozytywnym działaniem Aleksandra Kwaśniewskiego była misja z mandatu Parlamentu Europejskiego, podjęta wspólnie z Patem Coxem, w celu uwolnienia Julii Tymoszenko. Okazała się nieskuteczna, dopiero po tragedii Majdanu była premier wyszła z więzienia. Dramat Ukrainy przy okazji zmienił również oceny aktywności Aleksandra Kwaśniewskiego. Jego praca dla firmy ukraińskiego oligarchy Mykoły Złoczewskiego, byłego ministra energetyki z ekipy wypędzonego prezydenta Wiktora Janukowycza, stała się głęboką rysą na wizerunku. Byłe głowy państw i szefowie rządów na całym świecie zarabiają zgodnie z zasadą „każdy orze, jak może”. Ale akurat w tym wypadku wynagrodzenie pochodzące z takiego źródła to pieniądze brzydko pachnące.
Viktor Orbán
Premier Węgier po ponownym zwycięstwie wyborczym czuje się tak pewnie, że w ogóle nie przejmuje się postrzeganiem jego monopartyjnych i autokratycznych rządów przez społeczność międzynarodową. Można zrozumieć ścisłą współpracę energetyczną z Rosją uniemożliwiającą solidarność w tej dziedzinie choćby państw Grupy Wyszehradzkiej. Wszak niemające dostępu do morza Węgry przez pół wieku zostały niezrównanie silniej, niż na przykład Polska, uzależnione od dostaw ropy i gazu z jednego kierunku. Ale rachunek gospodarczy nie upoważnia Viktora Orbána do wspomagania potępianego przez cywilizowany świat Władimira Putina w rozbiorze Ukrainy. A właśnie takie znaczenie ma odgrzanie nacjonalistycznego kotleta i domaganie się przez premiera autonomii dla mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu. Tylko patrzeć, jak kolejnym żądaniem będzie przeprowadzenie tam referendum…
Sukces
Najmniej kosztuje mądrość przed szkodą
Polsce,a dokładniej obszarom nad Wisłą, bodaj pierwszy raz w takiej skali udało sie dać odpór powodzi. Trzeba docenić aktywność władz centralnych i lokalnych oraz tradycyjną ofiarność strażaków i innych służb. Dzięki wreszcie wyprzedzającym wielkie opady w górach ostrzeżeniom meteorologów uruchomiono działania prewencyjne. Umiejętnie sterowano pojemnością zbiorników retencyjnych, co spłaszczyło falę, zwłaszcza na dolnej Wiśle. Pozostańmy w wierze, że mobilność władzy nie miała nic wspólnego z kampanią wyborczą. W zwycięstwie bardzo jednak pomogła… sama rzeka, która w ostatniej chwili się cofnęła i postanowiła nas nie zatopić. Fala kulminacyjna na Wiśle była przeciętnie o metr niższa w stosunku do rekordowej z roku 2010 i wały tym razem wytrzymały, ulegając jedynie punktowemu przesiąkaniu. Gdyby wysokość wody sprzed czterech lat się powtórzyła — w wielu miejscach obnażyłaby powolność i niekompletność hydrologicznych inwestycji i remontów, a ludzkie tragedie by się powtórzyły.
Porażka
Żenujące przerzucanie odpowiedzialności
Wprowadzenie od grudnia razem z nowym rozkładem jazdy legendarnych pociągów Pendolino wisi na włosku. PKP Intercity twierdzi, że przecież Alstom przystępując do przetargu doskonale wiedział, jaki jest stan polskiej infrastruktury kolejowej i jakie są możliwości uzyskania krajowej homologacji dla kontraktowej prędkości 250 km/h. Producent odpiera zarzut argumentem, że opóźniły się inwestycje PKP PLK i do tej pory nie wyposażono nawet priorytetowych szlaków w urządzenia sterowania ruchem tzw. poziomu drugiego, będące warunkiem maksymalnego rozpędzania się Pendolino. To kolejny wart miliardy pechowy zakup środka transportu dla Polski, przy czym w przypadku Dreamlinera bezdyskusyjna była wina amerykańskiego producenta, a tym razem mamy do czynienia ze zjawiskiem zdefiniowanym w tytule.
