Sprawdziły się czarne scenariusze związane z ustawą refundacyjną — obniżki leków, które wymusiła, doprowadziły do masowego ich wywozu. Mamy jedne z najtańszych farmaceutyków w Europie, więc dystrybutorzy chętnie robią zakupy właśnie w Polsce. Eksport równoległy leków jest już dziesięciokrotnie większy niż import. Zdaniem Michała Pilkiewicza, szefa polskiego oddziału firmy badawczej IMS Health, według ostrożnych szacunków, w ciągu ostatniego roku w ramach eksportu równoległego (na terenie UE) wyjechały medykamenty warte ponad 2 mld zł. Leki były eksportowane przez hurtownie farmaceutyczne oraz apteki.

— Można szacować, że dystrybutorzy i apteki podzieliły się eksportem mniej więcej po połowie — każda grupa sprzedała za granicę produkty warte ponad 1 mld zł — uważa Michał Pilkiewicz.
Szara strefa
O ile hurtownie mogą eksportować leki, to apteki robią to nielegalnie. Według szacunków Michała Pilkiewicza, od kilkuset do nawet tysiąca aptek sprzedaje medykamenty za granicę. Według Grzegorza Rogaczewskiego, prezesa firmy Dziesięcina, specjalizującej się w obsłudze finansowej aptek, detalistów biorących udział w tym procederze może być jeszcze więcej.
— Nawet 10 proc. wszystkich placówek [z blisko 14 tys. — red.] — uważa Grzegorz Rogaczewski. Ministerstwo Zdrowia postanowiło zająć się eksportem leków, i to zarówno nielegalnym, jak i legalnym. W przypadku pierwszego w kontrolę hurtowni i aptek zostały zaangażowane: policja, Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz prokuratura. Co do legalnego obrotu, resort zdrowia postanowił go ograniczyć. W opublikowanej kilka dni temu nowelizacji prawa farmaceutycznego pojawiły się zapisy dotyczące stworzenia listy leków, których eksport będzie reglamentowany.
— Na wywiezienie danego leku hurtownia będzie musiała otrzymać zgodę inspektoratu farmaceutycznego — mówi Mariusz Kondrat, prawnik z kancelarii Kondrat Kancelaria Prawno-Patentowa.
Niedźwiedzia przysługa
Według Michała Pilkiewicza, podejmowane przez resort próby, zamiast pomóc, mogą zaszkodzić. Jego zdaniem, znaczna część hurtowni i aptek będzie próbowała obejść obowiązujące przepisy. Farmaceutom już dzisiaj świetnie się to udaje.
— Mimo prób podejmowanych przez GIF i organy ścigania, nie dotarły do mnie informacje o ukaranych placówkach. Może zamiast ściągać i karać warto np. zalegalizować eksport z aptek, dzięki czemu regulator miałby większą nad nim kontrolę. Podejrzewam, że mimo kolejnych obostrzeń proceder będzie kontynuowany, ale już poza systemem, również podatkowym. Dzisiaj znaczna część podmiotów np. odprowadzapodatki od tej sprzedaży — mówi Michał Pilkiewicz. Mariusz Kondrat również przestrzega przed zbyt restrykcyjnymi zakazami. Jego zdaniem, jeśli rząd będzie zbyt surowy, Komisja Europejska może uznać, że polskie prawo narusza unijną zasadę o swobodzie przepływów towarów i usług.
Tylko w jedną stronę
Obecnie na tanich lekach z Polski korzystają m.in. Skandynawowie i Niemcy, którzy zaopatrują się w polskich hurtowniach. Polscy importerzy równolegli skarżą się, że w porównaniu z zachodnimi kolegami mają ograniczone możliwości. — Ustawa refundacyjna uniemożliwiła automatyczne wpisanie leku z importu na listę leków refundowanych, jeśli taki sam już się na niej znajduje. Z tego powodu w 2012 r. import skurczył się o kilkadziesiąt procent i wyniósł ponad 200 mln zł. Ma on dzisiaj 1-procentowy udział w rynku farmaceutycznym, podczas gdy na Zachodzie wynosi nawet 10-20 proc.
— twierdzi Tomasz Dzitko, założyciel Delfarmy, firmy specjalizującej się w imporcie równoległym. Na tańszych lekach korzystają nie tylko pacjenci, ale także płatnik. Według szacunków Stowarzyszenia Importerów Równoległych Produktów Leczniczych, już dzisiaj import leków do Polski przynosi oszczędności w systemie na poziomie 100 mln zł. Jeśli więc wartość importu zwiększyłaby się pięciokrotnie, cały system zaoszczędziłby 0,5 mld zł.