Pięć lat pozbawienia wolności oraz 50 tys. zł grzywny dla oskarżonych M.S. i Ł.K. oraz dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na czteroletni okres próby i 20 tys. zł grzywny dla oskarżonego A.S. orzekł warszawski sąd okręgowy w powtórzonym procesie Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (WGI), uznając ich winnymi doprowadzenia ponad 1,1 tys. klientów do straty około 248 mln zł (na dzisiejsze pieniądze byłoby to ponad 800 mln zł). Wszystkim oskarżonym sąd zaliczył na poczet kary kilkudniowy areszt z 2006 r. W przypadku A.S. obniży on grzywnę o kilkaset złotych.
M.S. i Ł.K. mają ponadto zapłacić skarbowi państwa po 10,4 tys. zł tytułem zwrotu kosztów procesu. A.S. ma z tego tytułu zapłacić 2,3 tys. zł.
Strata klientów, jakiej dopatrzył się sąd w działalności WGI, jest większa, niż wyliczona przez prokuraturę, bo sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska uwzględniła w wyroku kobietę, która zeznawała jako świadek, a nie była wpisana jako pokrzywdzona w akcie oskarżenia.
WGI można określić jako prekursora foreksu w Polsce. 4 kwietnia 2026 r. minie równo 20 lat od odebrania spółce licencji maklerskiej.
Dlaczego właśnie tyle?
Wyrok jest nieprawomocny. W związku z orzeczeniem kar bezwzględnego więzienia niemal pewne jest, że obrońca oskarżonych – mecenas Jakub Wende – złoży apelację. Prokurator Małgorzata Musiał-Klenk dopiero to rozważy. Podobnie jak występująca po stronie oskarżenia Komisja Nadzoru Finansowego, reprezentowana przez radcę prawnego Mariusza Cyrana.
Oskarżyciel publiczny żądał w tym procesie po dziesięć lat więzienia i 120 tys. zł grzywny dla oskarżonych M.S. i Ł.K. oraz pięć lat więzienia i 80 tys. zł grzywny dla oskarżonego A.S. Co ciekawe, to więcej niż przed laty, gdy domagała się tylko sześciu lat więzienia dla oskarżonych M.S. i Ł.K. oraz 4,5 roku dla A.S.
- Co się stało przez te lata, że zawnioskowano o maksymalny wymiar kary, tego sąd nie wie – stwierdziła sędzia Anna Wierciszewska- Chojnowska, ogłaszając ustne motywy wyroku.
Tłumaczyła, że za orzeczeniem takich, a nie innych kar oskarżonym przemawiał m.in. czas, jaki minął od czynów, za które zostali skazani. Żaden nie popełnił przez te 20 lat innych przestępstw, a byli objęci ostracyzmem towarzyskim. Jednocześnie zaznaczyła, że stopień społecznej szkodliwości czynów M.S. i Ł.K. był znaczny i w tej sytuacji nie mogła wymierzyć im innej kary niż bezwzględne więzienie. Oskarżonego A.S. potraktowała łagodniej, gdyż w przeciwieństwie do dwóch swoich kolegów z zarządu nie działał z zamiarem bezpośrednim, ale godził się na to, co działo się w WGI, a z zeznań świadków wynikało, że jego udział w czynach objętych aktem oskarżenia był sporadyczny.
Nic wspólnego z rzeczywistością
W ustnych motywach uzasadnienia sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska w różnych kontekstach kilkukrotnie wracała do rozbieżności w wartości rachunków przedstawianych na wyciągach dostarczanych poszczególnym klientom, a łącznymi aktywami jakimi dysponowała WGI.
- Informacja o stanie rachunku wysyłana co miesiąc do klientów nie miał nic wspólnego z rzeczywistą wyceną środków posiadanych przez dom maklerski – mówiła sędzia.
Sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska zaznaczyła, że stopień społecznej szkodliwości czynów M.S. i Ł.K. był znaczny i w tej sytuacji nie mogła wymierzyć im innej kary niż bezwzględne więzienie.
Nie przekonały jej argumenty obrońcy i samych oskarżonych, że problemy z przedstawianiem klientom właściwych sald wynikały z niedoskonałości systemu informatycznego. Jej zdaniem w przypadku problemów z systemem stworzonym specjalnie dla domu maklerskiego rachunkowość rachunków poszczególnych klientów można było prowadzić choćby w Excelu lub ręcznie, zakładając papierowe teczki dla poszczególnych klientów.
- Czy to, że firma informatyczna nie sprostała zadaniu, zwalnia zarząd domu maklerskiego od odpowiedzialności? Absolutnie nie – podkreśliła Anna Wierciszewska-Chojnowska.
Nie przyjęła też argumentacji, że wyciągi dla klientów zawierały przyszłe zyski, zwracając uwagę, że na podstawie tych wyciągów wypłacano klientom WGI pieniądze i właściwie nie wiadomo, jak te przyszłe zyski miałyby być naliczone.
Sprawa rozpatrywana ponownie
Obecny proces, choć toczył się w pierwszej instancji, był powtórką procesu zakończonego 17 listopada 2020 r. Po ośmiu latach procesu i czternastu od upadku WGI sędzia Anna Bator-Ciesielska uniewinniła wtedy szefów WGI.
Okazję do domagania się wyższej kary stworzył prokuraturze sąd apelacyjny w składzie Jerzy Leder, Anna Zdziarska, Przemysław Filipkowski. 28 czerwca 2022 r. uchylił on pierwotny wyrok, przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia sądowi pierwszej instancji.
Ogłaszając decyzję o odesłaniu sprawy do ponownego rozpatrzenia, Jerzy Leder koncentrował się na miałkości uzasadnienia w wyroku z 2020 r. Stwierdził, że jest on rażącą obrazą Kodeksu postępowania karnego. Przypomniał, że sąd powinien kształtować swoją opinię na podstawie całokształtu materiału dowodowego i jego swobodnej oceny.
- Nie dowolnej, ale swobodnej. Ta swobodna ocena musi być zgodna z zasadami logiki i doświadczenia życiowego. To bardzo istotne ograniczenie. Nie oznacza, że sądowi wszystko wolno – tłumaczył Jerzy Leder.
Zaznaczył, że w 100-stronicowym uzasadnieniu wyroku sąd okręgowy nie czynił ustaleń dotyczących sprawy, tylko dokonał sprawozdania z procesu, w którym dał wiarę wszystkim dowodom – zarówno tym korzystnym dla oskarżonych, jak i ich obciążającym.
- Sąd wszystkim dał wiarę, czyli nie da się skontrolować tego wyroku w takim brzmieniu – zaznaczył Jerzy Leder.
W efekcie – w maju 2023 r. – rozpoczął się proces powtórkowy, w którym wyrok zapadł 5 marca 2026 r.
