Inwestor musi mieć możliwość błyskawicznego przekazania swoich zleceń na giełdę. A biuro maklerskie ma mu tę możliwość stworzyć.
Kierując się wyborem biura maklerskiego inwestor powinien przede wszystkim zwrócić uwagę na trzy czynniki.
— Chodzi o wysokość pobieranych opłat, ofertę usług dodatkowych i parametry techniczne przy komunikowaniu się z biurem za pomocą internetu — radzi Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
Inwestowanie z fotela
Styl inwestowania na warszawskiej giełdzie mocno się w ostatnich latach zmienił. Kiedyś życie inwestycyjne toczyło się głównie w biurach maklerskich, gdzie inwestorzy na bieżąco składali zlecenia.
— Dziś w biurach maklerskich praktycznie nikogo już nie ma. Inwestorzy natomiast kupują i sprzedają akcje siedząc sobie wygodnie w domu — mówi Jarosław Dominiak.
Dlatego jego zdaniem bardzo ważne stało się, aby system informatyczny służący do obsługi zleceń poprzez internet był jak najbardziej efektywny. W niektórych biurach proces rejestracji czy też logowania gracza jest bowiem tak długi, że jest ono mało użyteczne dla osób lubiących szybką grę (tzw. day-trading).
Prezes SII zaleca też przed założeniem rachunku uważne przyjrzenie się tabeli opłat. Na pozór w większości biur wyglądają one podobnie, jednak w skali roku koszty ponoszone u poszczególnych brokerów mogą się, dla przeciętnego gracza dosyć znacznie różnić. Tutaj rolę grają nawet nieduże różnice w prowizjach za zrealizowane zlecenie, opłaty za prowadzenie rachunków (czasem uzależnione od wartości portfela) czy też opłaty za usługi dodatkowe, np. przelewy gotówki (dobrze jak ta usługa jest darmowa).
Wybierając biuro nie można też zapomnieć o oferowanych przez nie usługach doradczych. Większość instytucji maklerskich przygotowuje własne prognozy i analizy przynajmniej dla dużych spó- łek. Są one dostępne za dodatkową opłatą.
Nie patrzeć na POK-i
Upowszechnienie się internetu jako sposobu komunikowania się inwestorów z giełdą za pośrednictwem biur maklerskich sprawiło, że obecnie praktycznie żadnego znaczenia nie ma już liczba Punktów Obsługi Klienta. Po prostu nie ma specjalnej potrzeby, aby inwestor pojawiał się w biurze częściej niż raz na kilka miesięcy.
— Konieczność osobistego stawienia się w POK-u to jest już incydentalna sprawa. Dochodzi do tego np. gdy klient potrzebuje zablokować akcje, chcąc skorzystać z nich podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy — tłumaczy Jarosław Dominiak.