Podniebna przygoda nęci romantyków

Karolina Guzińska
opublikowano: 2002-08-30 00:00

Balony, widowiskowe i ekologiczne statki powietrzne, mają ogromną zdolność przyciągania uwagi i wywoływania pozytywnych emocji. Dlatego są często wykorzystywane do zadań związanych z reklamą i kreowaniem wizerunku firm. Kolorowe, majestatycznie płynące w powietrzu olbrzymy, uświetniają akcje komercyjne i imprezy plenerowe. Zabierają też pasażerów na podniebne przejażdżki podczas imprez typu incentive.

— Wiele firm, organizując pikniki czy ogniska, funduje swoim pracownikom loty balonem na uwięzi. To dopiero przedsmak prawdziwego lotu, ma jednak tę zaletę, że w ciągu kilku godzin można przewieźć setkę osób — mówi Jerzy Czerniawski, pięciokrotny mistrz Polski w lotach balonem na ogrzane powietrze, szef personelu latającego w Klubie Balonowym Białystok.

Obecnie to środowisko biznesowe jest głównym klientem firm organizujących pokazy i loty balonami. Wśród osób prywatnych dopiero rodzi się moda na loty turystyczne. Dość powoli, bo godzinna przejażdżka kosztuje 400-500 zł.

— Na koszt przelotu turystycznego wpływa cena sprzętu i jego obsługi. Zakup małego, sportowego balonu, to wydatek rzędu 90 tys. zł, natomiast za sprzęt klasy turystycznej trzeba zapłacić 250 tys. zł. Do tego dochodzi koszt samochodu terenowego do transportu balonu oraz pomieszczenia do jego przechowywania — wyjaśnia Jarosław Woszkowski, właściciel firmy Sky Adventure z Katowic.

Dodaje, że turystyka balonowa, traktowana jako rozrywka rodzinna, jest bardzo popularna na Zachodzie. W takim kierunku chcą ją promować również polscy baloniarze.

— Baloniarstwo turystyczne nie ma cech sportu ekstremalnego. To komfortowa przygoda w eleganckiej oprawie. Tego typu loty organizowane są przy stabilnej pogodzie, z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Od pasażerów wymagamy jedynie takiej odwagi i sprawności fizycznej, które umożliwią im wejście do wysokiego na 110 cm kosza balonu. Dzieci muszą mieć skończone osiem lat — twierdzi Jarosław Woszkowski.

Baloniarstwo to najstarszy sport lotniczy, jego tradycja sięga 200 lat. Początkowo był ulubioną rozrywką arystokracji, stąd po dziś dzień przetrwał zwyczaj świętowania udanego lądowania lampką szampana. Dodatkowo osoby, które lecą po raz pierwszy, są pasowane na zdobywców przestworzy i otrzymują pamiątkowy certyfikat.

Sezon balonowy trwa cały rok, a jego kulminacja przypada na miesiące od maja do października. Latem loty rozpoczynają się przed wschodem słońca lub tuż po jego zachodzie, kiedy wiatr i prądy termiczne słabną. Podczas godzinnego lotu pokonywany jest zwykle dystans kilkunastu kilometrów. Kierowanie polega na zmienianiu wysokości lotu i znajdowaniu takiego wiatru, który umożliwi skierowanie balonu w pożądanym kierunku (niestety nie można lecieć pod wiatr, ani krążyć nad wybraną okolicą). Balon turystyczny zabiera 4 -10 pasażerów i wznosi się na wysokość do 1,5 tys. metrów. Pasażerowie uczestniczą w przygotowywaniu urządzenia do startu (nie jest potrzebne lotnisko, wystarczy gładki teren o wymiarach 50 na 50 m) i jego składaniu po wylądowaniu (na miejsce startu wracają samochodem).

— Lot balonem jest ekscytujący ze względu na nieporównywalne walory widokowe. Podczas lotu turyści mogą podziwiać najpiękniejsze zakątki kraju, np. Jurę Krakowsko-Częstochowską, poczuć zapach lasu, dotknąć wierzchołków drzew, przelecieć między skałkami lub ruinami zamków. Przyjemnością jest również obserwowanie dzikich zwierząt, bardzo zdziwionych widokiem balonu —opowiada Jarosław Woszkowski.

Wznieść się pod niebo można również nocą. Takie loty należą do najbardziej widowiskowych.

— Dzięki podświetleniu płomieniem palnika od wewnątrz, balon wygląda jak gigantyczny chiński lampion lub ogromna żarówka. Lądowanie następuje po nastaniu świtu, można więc podziwiać wschód słońca — mówi Jarosław Woszkowski.

Dla wielu osób podróż balonem jest spełnieniem dziecięcych marzeń, inne, np. pary biorące ślub w balonie, przeżywają w ten sposób romantyczną przygodę.

— Mieliśmy dwie takie uroczystości. Balon wystartował z dziedzińca Pałacu Branickich w Białymstoku, zabierając oprócz państwa młodych także świadka oraz urzędnika stanu cywilnego, który na wysokości 300 metrów odczytał stosowną formułkę. Drugim świadkiem był pilot balonu, czyli ja — wspomina Jerzy Czerniawski.