Podnieśmy podatki

Krzysztof Adam Kowalczyk
opublikowano: 15-12-2009, 00:00

Co komu po zrównoważonym budżecie, skoro będziemy mieli policję bez policjantów, szpitale bez krwi, a szkoły bez kredy — pyta były minister finansów.

Jerzy Osiatyński proponuje wyższą składkę rentową, 40-procentowy PIT i emeryturę dopiero po 70.

Co komu po zrównoważonym budżecie, skoro będziemy mieli policję bez policjantów, szpitale bez krwi, a szkoły bez kredy — pyta były minister finansów.

"PB": Kiedy dług publiczny przebije barierę 55 proc. PKB i konstytucyjne 60 proc.?

Prof. Jerzy Osiatyński, minister finansów w latach 1992-93: Unikam prognoz, wolę mówić o czynnikach zagrożenia.

Czego powinniśmy się bać?

Tego, że deficyt budżetowy na 2010 r. będzie dwuipółkrotnie większy niż w 2009 r. Policzmy. W miejsce obecnego budżetu w przyszłym roku będziemy mieli dwa: budżet państwa z deficytem ponad 52 mld zł i budżet rozliczeń z UE z saldem 14,5 mld zł. W sumie deficyt sięgnie około 67 mld zł, wobec 27 mld zł planowanych na 2009 r. A to jeszcze niecały przyrost potrzeb pożyczkowych państwa netto, które są bliskie unijnej definicji przyrostu długu sektora finansów publicznych. Trzeba dodać 13 mld zł ujemnego salda z prywatyzacji (związanego z obciążeniem nimi składek do OFE) oraz prefinansowanie projektów unijnych. Wtedy potrzeby pożyczkowe sięgną 82 mld zł, wobec 49 mld zł w tym roku. A trzeba jeszcze uwzględnić deficyt samorządów lokalnych, który już w 2009 r. wzrośnie, bo dochody z podatku PIT maleją — a dochody te są dzielone między budżet państwa i samorządy prawie pół na pół— maleją także dochody z CIT, gdzie udział samorządów wynosi około 22 proc.

W samych metropoliach deficyt sięgnie 6 mld zł.

Niedobory wszystkich samorządów wyniosą w 2009 r. zapewne około 10 mld zł. Podobnie może być w przyszłym roku. Jeśli jeszcze dodać tegoroczne zadłużenie ZUS, KRUS i NFZ oraz ich wynik finansowy w przyszłym roku, potrzeby pożyczkowe sięgną 70-75 mld zł w 2009 r. i może nawet 90 mld zł w 2010 [dla porównania: zadłużenie sektora finansów publicznych na koniec czerwca wynosiło 635,6 mld zł — przyp. red.]. I taki właśnie będzie przyrost długu w tych latach. Na domiar złego wzrost PKB w 2010 r. jest niepewny. W tym roku napędza go saldo obrotów handlu zagranicznego przy stale mniejszym niż rok wcześniej popycie wewnętrznym. Ale nie mamy bynajmniej nadwyżki eksportu nad importem, tylko import się kurczy znacznie silniej niż eksport. W przyszłym roku może się to odwrócić, bo przyrost inwestycji i zapasów wzmocni import. Prognozy 3-procentowego wzrostu PKB są nierealistyczne i dopiero to pozwala zrozumieć sens rozwiązań proponowanych m.in. przez ministra finansów.

Jakich rozwiązań?

Takich jak przesunięcie części składek OFE do ZUS. Gdyby robić to w sposób przejrzysty, należałoby zmienić ustawę o ZUS i niech on kupuje obligacje, ale to nie zmieni salda długu. Więc minister Rostowski proponuje: po co mamy emitować te obligacje, zapiszmy "na boku", że jesteśmy tyle a tyle winni przyszłym emerytom, z procentem. Ale który rząd będzie to zadłużenie spłacał za dziesięć czy więcej lat? Teraz jest kolejny pomysł: uznać de facto OFE za część sektora finansów publicznych i na papierze odjąć zgromadzone przez nie obligacje od długu. Wszystko to kreatywna księgowość.

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Co by pan zrobił na miejscu ministra finansów?

Na dwa lata zawiesiłbym sankcje za przebicie przez dług bariery 55 proc. PKB. Powiązałbym też wysokość podatków z rozmiarami usług publicznych, takich jak ochrona zdrowia, edukacja, bezpieczeństwo, jak też wydatki na infrastrukturę, pomoc dla przedsiębiorców i inne zadania państwa, które muszą być pokryte z podatków i innych świadczeń. Trzeba zwiększyć dochody publiczne.

Mówmy wprost. Proponuje pan podniesienie podatków?

Po pierwsze, należy przywrócić składkę rentową zmniejszoną przez minister Zytę Gilowską. Po drugie, przywrócić 40-procentową stawkę podatku PIT. Władza chwaliła się, że obywatele uzyskali z tych obniżek 10 mld zł (głównie zyskały osoby z wysokimi dochodami). Niech te pieniądze wrócą do budżetu.

Ale przecież wyższe podatki zabijają wzrost gospodarczy.

W dłuższym terminie statystycznie nie ma żadnej dodatniej korelacji między niską stopą podatków osobistych a tempem wzrostu.

Powszechne odczucie jest inne.

Ale badania tego nie potwierdzają. Wysoką stopę wzrostu w długim okresie miały np. kraje skandynawskie czy "azjatyckie tygrysy", gdzie są wysokie podatki i także duża progresja w podatkach od ludności. Zaś podatek liniowy bynajmniej nie uchronił krajów bałtyckich ani innych, które go wprowadziły, przed spadkiem PKB. Trzeba w Polsce poszerzyć bazę podatkową.

Co pan przez to rozumie?

Trzeba zlikwidować tzw. samozatrudnienie, kiedy osoby wykonują pracę jak na etacie, ale płacą symboliczne składki ZUS i 19-procentowy liniowy podatek od działalności gospodarczej.

Co z CIT i VAT?

Te stawki zostawiłbym bez zmian. Wprowadziłbym natomiast pilnie zmiany w innej dziedzinie: stopniowo podnosiłbym wiek emerytalny.

Do ilu lat?

Do 67, a w przyszłości nawet 70. I zrównał go dla kobiet i mężczyzn. Tempo tych zmian to jednak kwestia umowy społecznej.

Pojawiają się głosy, że im szybciej dług dotrze do 60-procentowej bariery, tym lepiej, bo politycy wezmą się do uzdrawiania finansów.

To fantasmagoria. Po przekroczeniu tej bariery trzeba by z dnia na dzień obciąć wydatki o około 60 mld zł, by nie było deficytu. I podnieść podatki. Tego żaden polityk nie zrobi, zwłaszcza w roku wyborów. A teraz co rok będziemy mieli jakieś wybory. Popularne hasło "im mniej państwa w gospodarce, tym lepiej" to demagogia. Państwa ma być tyle, by zaspokoić potrzeby socjalne i zapewnić równy dostęp do podstawowych usług publicznych. Co komu po zrównoważonym budżecie, skoro będziemy mieli policję bez radiowozów i policjantów, szpitale bez krwi, a szkoły bez kredy. A jeszcze pieniądze na rozwój kultury, mecenat nad sztuką itd. W Polsce przez wiele generacji nie da się tego robić tylko z pieniędzy hojnych darczyńców i pomoc państwa dalej będzie konieczna. Trzeba wyjść od decyzji co do zakresu usług publicznych, a następnie — poprzez zadaniowe budżetowanie— ustalić taki poziom podatków, aby móc te zadania wykonywać przy możliwie zrównoważonym budżecie i przestrzeni dla stabilizującego wpływu deficytu budżetowego na koniunkturę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Adam Kowalczyk

Polecane