Czytasz dzięki

Podróż w tamte lata

opublikowano: 23-04-2020, 22:00

Drewniana karoseria pogryziona przez korniki, oryginalna tapicerka, stuletni lewarek i puszka oleju sprzed wieku… Twórcy prywatnego Muzeum Pojazdów Zabytkowych Tamte Lata w Zgierzu ulegli urokowi aut staruszków. Rafał Pietrzak i Karol Angerman mówią zgodnie: weterani dróg mają dusze.

Rafał Pietrzak, z wykształcenia mechanik samochodowy, uważa, że jego hobby zmieniło się w rodzaj… choroby.

Wyświetl galerię [1/5]

Krzysztof Jarczewski

— Najpierw kupujesz jedno stare auto, potem chcesz mieć drugie, a kończy się na osiemsetmetrowej hali mieszczącej kilkadziesiąt samochodów — mówi właściciel nowego prywatnego muzeum.

Kilkanaście lat temu prowadził komis samochodowy, do którego należały też garaże. Dzięki temu miał miejsce dla pierwszych aut staruszków. Teraz jest właścicielem firm Vip Gwarant Service (obsługa serwisowa pojazdów) i SCG (kosztorysowanie napraw samochodów).

Trzy filozofie

Na początku 2019 r. jego firmy zostały przeniesione do nowej siedziby, do której należy także hala dawnego zakładu szwalniczego. Przez ostatnie dwa lata była przygotowywana do funkcji muzeum. Napływające stopniowo stare samochody znalazły w niej dom. Jest też warsztat, w którym goście będą mogli podglądać naprawianie aut. Kolekcja zbierana przez 15 lat liczy już ponad 50 samochodów. Pochodzą z różnych źródeł — na jedne trzeba było polować, lecz czasem o ciekawym obiekcie informowali też znajomi. Skarbnicą kontaktów i części zamiennych jest Moto Weteran Bazar, łódzka giełda odbywająca się cztery razy w roku.

Świat pojazdów zabytkowych to miejsce dla pasji i wyzwań. Dominują trzy podejścia — jedni kolekcjonerzy dążą do tego, by doprowadzić swoje auta do stanu fabrycznego, co nie jest łatwe, bo wiele detali jest już nie do zdobycia, więc je pracowicie dorabiają. Druga grupa pasjonatów skupia się na przywróceniu samochodom sprawności mechanicznej. Trzecia filozofia, zgodna ze sposobem myślenia założycieli muzeum w Zgierzu, to próba zatrzymania czasu, czyli zachowanie samochodów w stanie, w jakim zostawili je właściciele — z widocznymi śladami użytkowania. Naprawia się więc tylko to, co może pogorszyć zdrowie staruszków, np. skorodowane newralgiczne elementy. Pewnie dlatego ulubieńcem Rafała Pietrzaka jest najstarszy pojazd, a zarazem najnowszy nabytek — stuletni Renault pamiętający szalone lata dwudzieste. Zaskakuje drewnianą, podziurkowaną przez korniki karoserią pokrytą tkaniną.

Radość z drogi

— Miałem cztery, pięć lat, gdy zapragnąłem pierwszego pojazdu. Stała się nim polska motorynka. Ta pasja się rozwijała. Teraz z dużą przyjemnością pracuję godzinami przy starych samochodach i motocyklach. One naprawdę mają dusze. Nie ma możliwości przeniesienia się w czasie do minionych dekad, ale ta praca daje mi takie poczucie. Wsiadając do starego auta, człowiek cieszy się całą pokonywaną drogą, w nowym tylko się przemieszcza — uważa Karol Angerman, współpracownik Rafała Pietrzaka i współtwórca muzeum Tamte Lata, który mechanikiem jest z pasji, a ukończył… liceum filmowe.

Są samochody, które potrzebują tylko drobnych napraw. Inne wymagają wysiłku — na rynku trudno znaleźć część do modelu, którego na świecie zostało tylko kilkaset egzemplarzy. Pierwszym muzealnym zakupem był Peugeot 201. To model wyjątkowy, bo od niego firma Peugeot zaczęła nadawać autom taką numerację, rodzaj kodu: trzycyfrowe oznaczenia z zerem w środku — pierwsza cyfra oznacza wielkość, a ostatnia kolejną serię. Prawdziwą miłością Karola Angermana stał się jednak Peugeot 301.

— Natychmiast poczułem z nim więź. Od razu się do niego uśmiechnąłem i po wielu godzinach pracy doprowadziłem do tego, że odpalił, choć stał 30 lat! — cieszy się wielbiciel starych samochodów.

Jedne nabytki mają u nich zapewnioną spokojną emeryturę, inne czekają na nabywcę (sprzedaż trzech, pięciu aut rocznie pozwala na powiększanie muzealnej kolekcji), a część jest doprowadzana do takiego stanu technicznego, że mogą wyjechać na drogę. Przy każdym modelu umieszczono fiszkę z jego historią i orientacyjną wyceną. Założyciele muzeum liczą na gości w każdym wieku.

— Jest grupa osób, które przyjdą z ciekawości, inni powspominać, kolejni przyprowadzą następnych. Motoryzacja jest dziedziną, która łączy pokolenia — uważa Rafał Pietrzak.

Samochodowi detektywi

Są auta, których już nikt nie zobaczy ani na drogach, ani w muzeach — nie zachowało się ani jedno. Są też takie, których zostało zaledwie kilka. Tamte Lata mogą się poszczycić zdobyczami z historią godną powieści detektywistycznej. Trzy lata temu w stodole w Kleczewie znaleziono luksusową limuzynę — angielski samochód Sunbeam Talbot 80. Legenda głosi, że w 1948 r. sprowadził go do kraju odznaczony Orderem Virtuti Militari gen. Marian Wasilewski. Później się okazało, że wojskowych o tym nazwisku było dwóch, a pierwszym właścicielem auta był porucznik Marian Wasilewski. Utrzymywał samochód w nienagannym stanie, nie sprzedał go do swojej śmierci w 1995 r. Auto przeszło jedynie niewielkie zmiany — oryginalną kierownicę i przednie światła zastąpiono elementami z Syrenki. Ten samochodowy biały kruk znajduje się teraz w zgierskiej kolekcji.

— Na tylnym siedzeniu nadal leży oryginalna kierownica — mówi Karol Angerman.

Dlaczego została wymieniona? Może wymusiła to specyfika tamtych lat, właściciel mógł udawać, że jeździ mniej luksusowym samochodem niż w rzeczywistości…

— Jeśli nie zajęlibyśmy się czterdziestoletnim Fiatem, jakich na świecie zostało już tylko kilka, za chwilę nikt nie miałby szansy go zobaczyć. Takiego auta nie spotka się już na drogach… Nie ma limitu czasu, jakiego wymaga ratowanie samochodu. Na przykład przy Mercedesie 126 pracowaliśmy dwa lata, ponieważ nie mogliśmy sobie pozwolić na poświęcenie się wyłącznie pasji — twierdzi Rafał Pietrzak.

Uważa, że kolekcji nie da się wycenić, bo samochody mają głównie wartość sentymentalną.

— Bardzo różne są ceny, za jakie kupujemy auta, a wartości całej kolekcji nie umiałbym podać. Dla jednego samochód będzie wart tyle co złom, dla drugiego tysiące złotych, bo to wspomnienia albo jest miłośnikiem tego modelu — uważa kolekcjoner.

Najdroższym nabytkiem muzeum był Mercedes 124 cabrio — kupiony za 40 tys. zł wymagał napraw za około 10 tys. zł. Gdyby jednak pasjonaci ze Zgierza prowadzili renowację, której celem jest przywrócenie aut do stanu fabrycznego, na każdy model musieliby przeznaczyć nawet kilkadziesiąt tysięcy (na Sunbeama Talbota 80 nawet 100 tysięcy). Dużo zależy od dostępności części i ich cen, np. jedna para drzwi do modelu Citroëna, za który zapłacili 3 tys. zł, kosztuje 1,5 tys. zł, więc komplet kosztowałby dwa razy więcej niż auto. Wiele samochodów weszło do ich kolekcji już kilkanaście lat temu, więc mogli je powolutku dopieszczać. Dumą założycieli muzeum jest prawdopodobnie jedyny zachowany Polonez kamper z 1997 r., których powstały tylko trzy. Pojazd jest kompletny łącznie z oryginalną zabudową wypoczynkową: stołem, siedziskami, tapicerką, lodówką, zlewozmywakiem, toaletką, instalacją gazową.

Kolejna perełka to Peugeot 301, który przez lata pracował we francuskiej winnicy, a potem został firmową pamiątką przemalowaną na błękit i róż. Samochody pochodzą zarówno z Polski, jak i z zagranicy — niektórych modeli nie dałoby się kupić w Polsce w tak dobrym stanie, nie sprzyja temu klimat. Przykładem może być inny Peugeot 301 z 1934 r. znakomicie zachowany łącznie z oryginalnym zielonym lakierem. Muzeum miało zostać otwarte dla publiczności w marcu, jednak na razie — ze względu na epidemię koronawirusa — kolekcję mieli okazję obejrzeć tylko znajomi i rodzina. Auta stoją i czekają na zwiedzających — kiedy będzie to już możliwe, ruszy sprzedaż biletów (20 zł normalny i 15 zł ulgowy). Można jednak śledzić fanpage Fury z tamtych lat na Facebooku.

Założyciele muzeum już snują kolejne plany — dostawienie jeszcze jednej hali, by kolekcja mogła się rozrosnąć do ponad 100 aut i możliwe było wydzielenie obszarów tematycznych dotyczących lat dwudziestych i trzydziestych, lat sześćdziesiątych, caravaningu, kącika mikropojazdów, a także świata limuzyn dla hoteli i lotnisk, służących do przewozu ważnych osób — tego w Polsce nigdzie nie można zobaczyć. Marzeniem kolekcjonerów jest Jaguar E-Type. Uważają, że świetnie by się u nich czuł.

— Wiemy, że dziś to może złe słowo, ale naprawdę chcemy zarażać wszystkie pokolenia miłością do dawnych aut. Życie bez pasji jest puste, a podróż w czasie do epoki spokojniejszej i wypełnionej pięknem wszystkim nam może tylko pomóc — konkludują pasjonaci.

EWA TYSZKO

Dziennikarka łódzkiej Telewizji Toya specjalizująca się w tematyce społecznej i kulturalnej, reportażystka, której materiały można również oglądać w ogólnopolskim kanale Zoom Tv. Publikuje w „Pulsie Biznesu Weekend” i „Angorze”. Absolwentka PŁ, Wydziału Dziennikarstwa UŁ i Wydziału Realizacji PWSFTviT. Strzela westernowo, chodzi po górach, pływa na kajakach i pod żaglami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Polecane