Podróżuj i żyj bez limitów

opublikowano: 29-10-2021, 14:30

Obronił koleżankę przed bandytą, lecz w starciu stracił rękę. Po amputacji obiecał sobie, że jego życie będzie pełne wyzwań. Z jedną ręką zdobył Kazbek. Przebiegł kilka maratonów, szykuje się na Aconcaguę, uznawaną przez wspinaczy za wstęp do Himalajów. Ale Piotra Sajdaka, dyrektora kreatywnego Vasco Electronics, najwyższe góry świata… przerażają. Nie dlatego, że mógłby zginąć. Obawia się, że jeśli tam pojedzie, nie będzie już mógł bez nich żyć.

Święta góra:
Święta góra:
Piotr Sajdak, dyrektor kreatywny Vasco Electronics, stanął na szczycie Kazbeku o poranku 10 września 2021 r.
archiwum prywatne Piotra Sajdaka

Podróżnik Łukasz Supergan, który kilka razy wszedł na Kazbek (5054 m n.p.m.), napisał z wyprawy dla 8a.pl: „Wyjście na szczyt odbywa się nocą. To najmniej przyjemny moment: po krótkim śnie musisz spakować plecak, ubrać się i wyjść na mróz i wiatr. Nie ma jednak taryfy ulgowej. W dobrych warunkach wejście na szczyt i powrót zajmują 10–14 godzin. Na wierzchołku warto stanąć rano, co oznacza wyjście około 2 w nocy. Polecam spakować sprzęt i przygotować zestaw ubrań tak, by po przebudzeniu był pod ręką. Im mniej nerwowych poszukiwań, tym lepiej dla ciebie i współlokatorów. Zagotuj wodę na herbatę i zabierz co najmniej 1 litr do termosu. Zjedz treściwe śniadanie. Nie zapomnij latarki i przede wszystkim ciepłych ubrań”.

Siedem dni na Kaukazie

Urok gór:
Urok gór:
Wspinaczka wysokogórska wynika z mojej pasji do gór i balansowania na cienkiej granicy. W górach odnajduję spokój i spełnienie z jednej strony, a z drugiej – olbrzymie pole do wyzwań. Im wyżej i niebezpieczniej, tym bardziej mnie tam ciągnie – przyznaje Piotr Sajdak.
TOMASZ_GOTFRYD

W wrześniu tę świętą górę Gruzinów zdobył Piotr Sajdak, dyrektor kreatywny Vasco Electronics.

– Kazbek był początkiem wspaniałej przygody i wejściem w świat wyższych gór. Od kilku lat spędzam każdą wolną chwilę w Tatrach. Do tego jestem biegaczem górskim i trenuję siłowo kilka razy w tygodniu. Do wyjścia na Kazbek przygotowywałem się zimą w Tatrach. Wiedziałem, że siła i kondycja nie będą problemem. Obawiałem się, jak moje ciało zareaguje na wysokość i zimno. Dlatego starałem się zahartować przy największych mrozach w górach. Bestia ze Wschodu była bardzo pomocna [w lutym tego roku mróz -20 st. – red.]. Tatry to świetne miejsce do obycia w górach zimą i poruszania się w rakach i z czekanem. Ta zima dała mi olbrzymią dawkę pokory. Zimą nawet Tatry stają się śmiertelnie niebezpiecznym miejscem – zaczyna opowieść o swoich pasjach.

Przyznaje, że aby wejść na szczyt Kazbeku, trzeba najpierw dostać się w góry. To okazało się największym wyzwaniem. W Gruzji znajomość angielskiego nie była przydatna. Każdy taksówkarz chciał z nim negocjować, a przewodnicy tłumaczyć w swoim języku, natomiast kelner w restauracji rozumiał rosyjski. Przydał się więc elektroniczny tłumacz – produkt jego firmy Vasco Electronics.

Kolejnym wyzwaniem było gotowanie i picie wody – jej odpowiednia podaż jest najskuteczniejszą formą aklimatyzacji. Codziennie musiał wypijać cztery litry. Wodę trzeba jednak odkazić, a najprostszym sposobem jest jej przegotowanie.

– Pakowanie przed atakiem szczytowym odbywało się w nerwowej atmosferze. Około 18.30 dostaliśmy informację, że ruszamy o drugiej w nocy. Było niewiele czasu, żeby ogarnąć wszystko i mieć jeszcze chwilę na sen. Musieliśmy nagotować dwa litry wody na następny dzień i kolejne dwa litry do wypicia przed snem. Przygotować posiłek na rano i przepakować się do małego plecaka. Pośpiech nie jest dobrym przyjacielem, dlatego wypadło mi z głowy wyposażenie się w zapasowe baterie do czołówki. Przypomniałem sobie o tym przy wejściu nocą na lodowiec. Baterie szybciej się wyczerpują w niskiej temperaturze, a migające światło zwiastujące koniec żywotności czołówki boleśnie mi o tym przypomniało. Domyślałem się, że brak czołówki może wyeliminować mnie z ataku szczytowego. Dlatego odtąd aż do świtu musiałem racjonować światło latarki – opowiada menedżer.

Wyjaśnia, że brak ręki nigdy nie był dla niego przeszkodą.

– Nie jestem w stanie powiedzieć, czy coś było dla mnie dużo trudniejsze niż dla „normalnego” człowieka. Zazwyczaj też „normalni” ludzie nie zapuszczają się na wysokość 5 tys. metrów – śmieje się Piotr Sajdak.

Wyprawa trwała siedem dni. Koszt podróży nie był wysoki: około 5 tys. zł z przelotami. Ale skompletowanie sprzętu kosztowało 7 tys. zł, a i tak sporą część wypożyczył.

Ustalić własne granice

Na Orlej Perci:
Na Orlej Perci:
Od kilku lat spędzam każdą wolną chwilę w Tatrach. Do tego jestem biegaczem górskim i trenuję siłowo kilka razy w tygodniu – mówi menedżer.
archiwum prywatne Piotra Sajdaka

Menedżer twierdzi, że kiedy raz spróbuje się życia, w którym od śmierci dzieli cię krok, trudno wyobrazić sobie inne. Dlatego wspina się w górach.

– Wspinaczka wysokogórska wynika z mojej pasji do gór i balansowania na cienkiej granicy. W górach odnajduję spokój i spełnienie z jednej strony, a z drugiej – olbrzymie pole do wyzwań. Im wyżej i niebezpieczniej, tym bardziej mnie tam ciągnie. Rodzina przyzwyczaiła się już do moich wariactw. Rozumieją, że nie usiedzę minuty w jednym miejscu i koniec jednej przygody jest początkiem drugiej. Ale Himalaje mnie przerażają. Aconcagua w Andach [6960,8 m n.p.m. – red.] jest najwyższym szczytem na Ziemi poza Himalajami, jednak próba zdobycia tej góry jest względnie bezpieczna i obarczona niskim ryzykiem. Wiadomo, ryzyko w górach zawsze jest, jednak przeważnie mieści się w akceptowalnej skali. Himalaje to zupełnie inna bajka. Ryzyko jest większe niż w przypadku innych gór. Nie przeraża mnie jednak śmierć czy wypadek. Boję się, że jeśli odwiedzę Himalaje, nie będę już potrafił bez nich żyć. Już teraz z każdej podróży wracam trochę mniejszą częścią mnie – zwierza się Piotr Sajdak.

Trenuje pięć razy w tygodniu: siłownia, bieganie. Weekendy spędza w górach. To jego sposób na życie.

– Na Kaukazie zauważyłem, że prawa stopa szybciej traci ciepło – z pewnością popracuję nad hartowaniem jej, biwakując w warunkach zimowych. Natomiast aklimatyzacja przebiegała sprawnie, odczuwałem tylko delikatny ból głowy. No i brak tlenu na podejściu. Za to dobrze sypiałem i miałem lepszy apetyt. A ten jest i tak trzy razy większy niż u zwykłego zjadacza chleba – dodaje.

Dość długo obcuje z wysokimi górami, by zdawać sobie sprawę, że zawsze coś może pójść nie tak. Wie, jak się do tego przygotować.

– Rady od osób trzecich są problematyczne. Ludzi, którzy chodzą po wysokich górach, jest niewielu. Za bardzo nie ma kogo się radzić. Lekarze dzielą się na tych, którzy mówią, że w moim przypadku lepiej zamknąć się w domu i rozpaczać nad swoim losem, inni nie widzą przeciwwskazań, bym realizował się w górach. Prawda jest taka, że i jedni, i drudzy niestety nie mają punktu odniesienia. Dlatego sam muszę obserwować siebie i wiedzieć, gdzie są moje granice – przyznaje menedżer.

Nowe cele

Ze szczytu na szczyt:
Ze szczytu na szczyt:
Zdobywanie kilkutysięczników to jeden z życiowym celów Piotra Sajdaka. Niedawno zdobywał Kazbek w paśmie Kaukazu, a już planuje wejście na Aconcaguę w Andach.

Gdyby siedem lat temu ktoś mu powiedział, że będzie biegał maratony, wspinał się na pięciotysięczniki i zostanie trenerem personalnym na siłowni – nie uwierzyłby.

– Od dziecka wmawiałem sobie, że nie nadaję się do sportu. Byłem pulchny. Łatwiej było mnie przeskoczyć niż obejść. Nie zbliżałem się do sportu, bo to nie było dla mnie. Po amputacji wiedziałem, że muszę zrobić formę. W szpitalu zobaczyłem okładkę magazynu „Men’s Health”, na której był żołnierz amerykański po amputacji kończyn. Sam chciałem się znaleźć na tej okładce. Droga do tego celu dała mi dużo radości. Sport to szczęście i euforia. Zmienia jakość życia, zwiększa pewność siebie. Niektórzy myślą, że amputacja zamyka drzwi do sprawności. Większość z nas, nawet mając komplet kończyn, nigdy jednak nie wykorzystuje swojego potencjału. Czasem mam wrażenie, że jedyne, co amputowano mi w szpitalu, to wymówki i jakiekolwiek bariery – mówi Piotr Sajdak.

Wyprawa:
Wyprawa:
Nie jestem w stanie powiedzieć, czy coś było dla mnie dużo trudniejsze niż dla „normalnego” człowieka. Zazwyczaj też „normalni” ludzie nie zapuszczają się na wysokość 5 tys. metrów – śmieje się Piotr Sajdak.

Teraz wciąż wyznacza sobie nowe cele – uprawia wspinaczkę, biega w maratonach.

– Bieganie szosowych jest dla mnie nudne. Dlatego polecam maratony górskie. Wychodzisz na 30 km i nie zauważasz, kiedy je przebiegłeś. Są bardziej intymne – dodaje menedżer.

Proteza ze schowkiem na telefon

Dizajnerskie i spersonalizowane:
Dizajnerskie i spersonalizowane:
Glaze Prosthetics to nadal duża część mojego życia. Byłem jednym z pomysłodawców i współzałożycieli firmy. Całe moje serce zostało w tym projekcie, który rozwija się dzięki pracy Grześka i Franka Koschów. To dzięki nim ludzie na całym świecie mogą wyrazić siebie, nosząc dizajnerskie protezy – twierdzi Piotr Sajdak.
TOMASZ_GOTFRYD

W 2014 r. studiował socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. 1 października wybrał się z koleżankami do klubu. Tam został zaatakowany. „Dziennik Polski” relacjonował proces bandyty, który napadł i ugodził nożem Piotra Sajdaka: „Do tragedii doszło w centrum miasta. Pokrzywdzony z koleżankami był w klubie Afera. Po utarczce na sali tanecznej z innym uczestnikiem imprezy został wyprowadzony przez pracownika ochrony na zewnątrz. Wtedy podszedł do niego Piotr H. Wyjął nóż i ugodził nim pokrzywdzonego. Zaatakowany zasłonił się ręką i doznał kolejnych obrażeń. Napastnik przewrócił go na ziemię. Zadał ciosy w udo i pośladek, po czym pozostawił krwawiącego i się oddalił. Ranny mężczyzna został przewieziony do szpitala w Krakowie, potem do szpitala w Warszawie. W obu był operowany. Na skutek przecięcia tętnicy łokciowej doszło u pokrzywdzonego do martwicy prawej ręki i lekarze musieli mu ją amputować. […] Główny oskarżony był już wcześniej karany za zabójstwo. W 1999 r. został skazany na 15 lat więzienia. Po wyjściu warunkowo na wolność Piotr H. napadł na Piotra Sajdaka, za co grozi mu teraz 15 lat więzienia. Anna M., oskarżona o nieudzielenie pomocy poszkodowanemu, w 2005 r. była karana za posiadanie narkotyków”.

– Siedem lat temu straciłem rękę, stając w obronie koleżanki. Wtedy obiecałem sobie, że moje życie będzie pełne wyzwań. Od uczestnika Master Chefa, chłopaka z okładki „Men’s Health” po górołaza z zacięciem do zdobywania najwyższych szczytów świata, współtwórcę innowacyjnych protez i człowieka od marketingu kreatywnego w Vasco – każdego dnia udowadniam, że niemożliwe nie istnieje – mówi menedżer.

Przed atakiem na szczyt Kazbeku:
Przed atakiem na szczyt Kazbeku:
Około 18.30 dostaliśmy informację, że ruszamy o drugiej w nocy. Było niewiele czasu, żeby ogarnąć wszystko i mieć jeszcze chwilę na sen. Musieliśmy nagotować dwa litry wody na następny dzień i kolejne dwa litry do wypicia przed snem. Przygotować posiłek na rano i przepakować się do małego plecaka – wspomina Piotr Sajdak.

Spełnia się na wielu polach. Jako trener personalny motywuje ludzi do pracy nad sobą. Lubi gotować, więc w 2015 r. wziął udział w programie Master Chef. W 2017 r. wraz z Grzegorzem i Frankiem Koschami założył Glaze Prosthetics, firmę produkującą innowacyjne protezy kończyn. Wymyślił je podczas startu biegowego. Rozmawiał wtedy z Grzegorzem Koschem, prezesem firmy produkującej tradycyjne protezy. Potem z nim, z projektantem i z Frankiem Koschem, specjalistą od druku 3D, stworzyli futurystyczne ramię. Wydrukowane w 3D z poliamidu było bardzo lekkie i… dizajnerskie. Glaze wyspecjalizowała się w takich futurystycznych protezach: można je tatuować, wbudować głośnik albo wyposażyć w schowek na telefon, latarkę czy otwieracz do butelek. Kupują je nie tylko niepełnosprawni z Polski, lecz także z USA, Brazylii, Australii, Nowej Zelandii, Belgii, Hiszpanii.

– Glaze Prosthetics to nadal duża część mojego życia. Byłem jednym z pomysłodawców i współzałożycieli firmy. Całe moje serce zostało w tym projekcie, który rozwija się dzięki pracy Grześka i Franka Koschów. To dzięki nim ludzie na całym świecie mogą wyrazić siebie, nosząc dizajnerskie protezy. Ja miałem potrzebę pójścia w świat i wyjścia z branży protetycznej, która jest specyficzna, zwłaszcza w Polsce – mówi menedżer.

Teraz realizuje się w Vasco Electronics, firmie produkującej translatory.

– To dla mnie życiowa zmiana z dwóch powodów. Po pierwsze, urządzenia, które tworzymy, pozwalają doświadczać podróży na zupełnie innym poziomie. Ja też, podczas wypraw, korzystam z tych urządzeń. Z drugiej strony w Vasco mogę się spełnić zawodowo jako kierownik marketingu kreatywnego. To polska firma o światowej mentalności, z ciekawą wizją. Czuję, że to miejsce, które podziela moją filozofię życiową: podróżuj i żyj bez limitów – kończy Piotr Sajdak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane