Poezja jeżdżona

opublikowano: 24-10-2019, 22:00

Sam nie rozumiem, skąd to mi się bierze, że jestem mitologiczne zwierzę. Niby elektryki i ekologia… Ale podstaw mi tylko V8, to patrzę jak bóbr.

Wszyscy jesteśmy uczuciowi. Jedni mniej, poeci więcej. Ci pierwsi często nie chcą się do tego przyznać, drudzy — bywa — nie są dobrze rozumiani. Może dlatego z premedytacją wykorzystałem (i wykorzystywać będę) sparafrazowane fragmenty wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Liryka...”, wyśpiewanego przez Grzegorza Turnaua. Być może źle rozumiem jego przekaz, ale według mnie McLaren 570S jest motoryzacyjnym odpowiednikiem księżyca z tego utworu. I jeszcze jedno. Grzegorzu, ja cię proszę! Niech inny wyśpiewany przez ciebie wiesz — „Cichosza” — nie będzie wróżbą dla rynku motoryzacyjnego.

O emocje idzie i zawsze szło. Poetom w twórczości, mnie w samochodach. Mały czy duży, terenowy, sportowy, rodzinny, drogi, tani czy czerwony musi budzić emocje. Inaczej jest dla mnie niewidzialny. Musi tak jak dziewczyna mieć to trudno definiowalne „coś”. Nie zawsze da się to sprowadzić do urody, pojemności bagażnika czy osiągów. O motyle w brzuchu chodzi i o wodzenie wzrokiem. No i musi być charakter. Wyrazisty i uczciwy. Oczywiście w przypadku aut popularnych trudno o emocje, choć są wyjątki. Ale w przypadku supersamochodów jest łatwiej. Szanse rosną. Częściej obejrzysz się na ulicy za Ferrari niż za, powiedzmy, BMW M5. Nie ma jednak gwarancji, że to „coś” się pojawi. Tak jak nie ma gwarancji, że kolejny tomik wierszy ulubionego autora zachwyci duszę tak jak poprzedni. Trzeba poczytać. Trzeba się wczuć. No to czytam.

Przede mną opasły 570-konny tom angielskiego poety, którego znam wyłącznie z opowiadań i recenzji. Nigdy nie czytałem, znaczy. Poeta ma nowozelandzkie pochodzenie. Zanim wyszedł z twórczością na ulice, doświadczać jej mogli wyłącznie bywalcy torów F1. Bruce McLaren był nie tylko kierowcą wyścigowym, lecz także inżynierem, technikiem i wynalazcą. Jego zespół startował w wielu różnych seriach wyścigowych: CanAm (gdzie dominował przez 5 lat z rzędu), IndyCar, Formuła 2, brał udział także w 24-godzinnych zmaganiach Le Mans, lecz największą sławę przyniosła mu Formuła 1. Kilka razy zdobył też mistrzostwo świata konstruktorów, a dzięki twórczości Bruce’a McLarena mistrzami stali się kierowcy Niki Lauda, Alain Prost, Ayrton Senna, Mika Hakkinen i Lewis Hamilton. Od początku lat 90. ubiegłego stulecia McLaren „pisze” też dla ludu. Właśnie wtedy ukazało się pierwsze auto tego producenta z homologacja drogową, słynny McLaren F1. Przyznacie — recenzje niezłe, doświadczenie „literackie” również. Zabieram się do czytania. McLaren 570S w porównaniu z McLarenem F1 jest nowym rozdaniem. Ma się nadawać do „lektury” na co dzień, a pochodzenie zdaje się obietnicą prawdziwych emocji. Czytam.

Kolacja z Tysonem

— Naprawdę da się jeździć nim na co dzień. Sam często to robię. Jest ucywilizowany — powiedział człowiek, który pokazywał mi kluczyki. — Konkurencja? — zapytałem.

— Porsche 911. Jest równie wygodny na co dzień — odparł.

Uwierzyłem. Ale już przy wsiadaniu, mocno utrudnionym przez wysoko umieszczony próg będący częścią monokoku (rozwiązania prosto z F1), zdałem sobie sprawę, że czeka mnie lektura dużo bardziej wymagająca niż podsuwane mi odpowiedniki niemieckich poetów ze Stuttgartu, którymi wprost uwielbiam się zaczytywać. Ale co mi tam. Skoro bez gracji udało mi się zająć miejsce w środku, odpalam i w telegraficznym skrócie postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy McLaren jest poezją na co dzień. Oczywiście, że nie jest. Wbrew temu co mówią i piszą. Jest świetną literaturą, której wchłanianiu muszą towarzyszyć skupienie, atmosfera, stan ducha. Zabieranie go do dyskontu czy po dzieci jest… może nie profanacją, ale czymś podobnym do oglądania tygrysa w zoo. Niby to samo zwierzę, niby ma paski, ale pogrążony jest w egzystencjalnej zadumie. Marząc o polowaniu na gnu, z wolna przeżuwa gotowego steka. To samo? Każdy, kto widział tygrysa w akcji na jakimś safari, wie, że nie. McLaren 570S „na co dzień” jest takim eksponatem w zoo. Umie, ale niechętnie się odnajduje w „używaniu na co dzień”. Z tego miejsca porównanie do Porsche 911 nie ma sensu. Inny charakter, inny odbiór. No, chyba że mówimy o 911 GT2RS, urodzonym torowym zabójcy, który podobnie jak 570S umie, ale nie lubi szarej codzienności. Zgoda, pneumatyczne zawieszenie 570S w porównaniu z „zawiasem” GT2RS można nazwać komfortowym. Niemniej charakter ma identyczny. Czai się jak tygrys na swoją ofiarę. Z tym że on czai się na ciebie.

81a6d2b2-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Trakcja doskonała (wiem, jeździłem w ulewie), trzymanie perfekcyjne (to samo co w poprzednim nawiasie), ale… jest tak jak z kolacją z Mikiem Tysonem. Wiesz, że dzień wcześniej bardzo obraziłeś jego mamę, ale nie wiesz, czy on wie. Na razie jest miło. Na razie się dogadujecie, przeżuwając przygotowaneprzez jego mamę karminadle. Ale przyznaj, o czym myślisz. Mama zwierzyła się synowi? Dosypała czegoś do kotleta? Wieczna niepewność. Czekanie na nieoczekiwane, choć tak naprawdę wiesz, co cię czeka. Potężny cios odcinający kontakt z rzeczywistością albo ból brzucha. Istotą tego samochodu jest sztuka uników. To jest jego atmosfera i ogromnie mi to pasuje. Literatura dla zaawansowanych, wyczulonych na drobne gesty. Na półsłówka, związki frazeologiczne. Wymaga uwagi i szacunku. Można na co dzień? Jasne, ale to męczące, tak jak wysiadanie z niego. Jednocześnie piękne jak literackie wzruszenie. McLaren 570S ma to „coś”, co sprawia, że jeść się nie chce, że potrawy się przesala i zamiast chodzić, radośnie podskakuje. Ma moc, ale i subtelność, dzięki której pytanie w jego obecności o cenę czy spalanie będzie faux pas. Z jednej strony na co dzień pozbawiony jest sensu, z drugiej… świadom tego, chcę go mieć na co dzień. Niesamowita słodko-niebezpieczna mieszanka.

Nieudolna parafraza

Jak się czytało? Szybko. Raz, że miałem na to tylko dzień, dwa, że od okładki do setnej strony dotrzesz w 3,2 s, a do dwusetnej w 9,4 s. Czytać przestaniesz, pokonując jakieś 300 stron na godzinę. Ot, cyfry, jednak — jeszcze raz przestrzegam — pochłaniać tę 570-konną literaturę należy z uwagą. Choć mimo tylnego napędu prowadzi się jak „czteropęd”, choć systemy czuwają, by naprawić twój błąd, wystarczy chwila, byś rozczytany zapomniał o zasadach i litery tworzące ten piękny wiersz ułożyły się w epitafium. Twoje własne. I jeszcze jego dźwięk. Widlasta, doładowana V8 za plecami kierowcy drze się tak przepięknie, że owo darcie wydaje się jedną wielką mechaniczną arią. Podczas startu wydaje z siebie tak cudowne syki i potężne warkoty, że klękajcie ansamble i uwertury. Ta mechaniczna symfonia doskonale podkreśla treść tego pojazdu. Tak jak muzyka zmienia odbiór wiersza. Ułatwia interpretację i podkreśla emocje.

McLaren na cicho byłby doskonały jak lektura „Liryki...”, na głośno jest jak „Liryka...” w wykonaniu Grzegorza Turnaua. Dla mnie lepsza. Sam nie muszę burczeć. A na tym się łapię za kierownicą cichobieżnych aut na prąd. I tu dochodzimy do parafrazy. A nawet dwóch. Czuję się jak mitologiczne zwierzę, ni to świnio-byk, ni to koto-pies, w ogóle z innych stron. Wobec zainteresowania elektromobilnością, wobec wewnętrznego niedoczekania jazdy elektrycznym Porsche Tycan, wobec zachwytu nad przyspieszeniem Tesli nagle, jak w wierszu, nad murem jakiejś V8 czy V12 pojawi się księżyc… a ja jak bóbr: liryka, liryka, tkliwa dynamika… czysta mechanika, pojemność silnika, wydechu muzyka, następca gaźnika… Mógłbym dopisywać bez końca. Marny ze mnie wierszokleta, więc pean zostawię poetom.

Pean z Mickiewiczem

Motoryzacyjny świat się szybko zmienia. Ma swoje klasyki i auta, o których się zapomina. Tak jak świat poezji. Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki to filary polskiej literatury, poezji czy dramaturgii. I choć dziś mnogość przekazów, niechęć do czytania (szczególnie poezji), choć kulturę słowa zastępuje kultura obrazkowa (czy kultura memowa), to warto o tych panach pamiętać i do nich wracać. Tak, żeby zobaczyć świat z innej strony. A nuż się spodoba? Kończę moją przygodę z McLarenem, pozostając w nadziei, że w motoryzacji nie będzie tak jak na innym podwórku, co wieszczył wywoływany już dziś do tablicy Grzegorz Turnau, tym razem słowami Michała Zabłockiego: „Na ulicach cichosza, na chodnikach cichosza, nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza”.

Marcin Bołtryk

Dziennikarz „Pulsu Biznesu”, od 20 lat specjalizuje się w motoryzacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy