Bohaterem dnia był KGHM. Miedziowy koncern tracił na wartości 4,5 proc. po tym jak pojawiły się informacje, że Skarb Państwa zamierza pozbyć się 10-procentowego pakietu akcji. Z uwagi na fakt, że to wydarzenie należy traktować jako jednorazowe, należy się spodziewać, że po zakończeniu book-buildingu presja podażowa ustąpi. Spowoduje to zapewne odbicie kursu KGHM, a co za tym idzie wzrost WIG20.
W ostatnim czasie na rynku coraz częściej pojawiają się głosy, że rynkowi należy się korekta, ponieważ „zbyt szybko urósł”. Teza taka jest o tyle wątpliwa, że ekonomia, finanse i nauki pokrewne nie znają żadnego prawa ani teorii, która wskazywałaby, że jeżeli coś szybko rosło, to następnie musi spaść. Innymi słowy, z fundamentalnego punktu widzenia nie istnieje żadne uzasadnienie takiej tezy. Koniec. Kropka. Tyle teorii, a teraz spójrzmy na dowód empiryczny. Od lutowego dna bessy mierzonego indeksem WIG minęło 225 sesji.
Wskaźnikiem technicznym, który w najprostszy sposób obrazuje dynamikę cen jest Rate of Change. ROC przekroczył niedawno 70, co jest faktycznie wartością niemałą. Poprzednio tak dużą dynamikę cen zanotowano dopiero we wrześniu 2003 roku.
Co stało się później? Nastąpiła najdłuższa hossa w historii polskiego rynku finansowego, która trwała kolejne 4 lata i wywindowała WIG o 200 proc. w górę. Kto wycofał pieniądze obawiając się, że rynek urósł zbyt szybko, zapewne nie był później całkowicie zadowolony ze swojej decyzji. Nie oznacza to oczywiście, że po drodze nie nastąpiły korekty i spadki. Okresowych zniżek wcale nie brakowało, jednak nie zmienia to faktu, że lepiej było być na rynku, niż poza nim.
Adam Zaremba
Doradca inwestycyjny
Superfund TFI