Pojemny kapelusz premiera Millera

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-01-28 00:00

Pewien lekarz na statku zwykł na każdą dolegliwość, na jaką skarżyli się marynarze, sięgać do kieszeni i dawać pastylkę, która miała — jak ręką odjąć — zlikwidować ognisko choroby. Kłopot w tym, że zawsze sięgał do tej samej kieszeni. Wreszcie kolejny, zniecierpliwiony pacjent postawił mu zarzut, że to przecież niemożliwe, by ta sama pastylka pomagała na nieżyt żołądka i otartą piętę. Elokwentny lekarz, nie tracąc rezonu, odpowiedział: a skąd ty synu wiesz, że ja w tej kieszeni nie mam przegródek.

Kapelusz premiera Millera zdaje się jeszcze bardziej pojemny niż kieszeń owego lekarza. I też zapewne ma niejedną przegródkę. Bo premier, z wprawą doświadczonego prestidigitatora, żongluje kandydatami na ministra jak ulęgałkami. Kandydatem na ministra skarbu był do wczoraj Przemysław Morysiak, nieznany szerszej publiczności, „bezpartyjny fachowiec” z Ministerstwa Finansów. Zeźliło to Krzysztofa Janika, który stwierdził, że tej pastylki (albo ulęgałki) aktyw nie zna i nie chce. Premier, nie tracąc rezonu, sięgnął do kapelusza, chyba innej przegródki, i wyciągnął „cieszącego się nieposzlakowaną przeszłością i dużym poparciem w klubie SLD” Zbigniewa Kaniewskiego. Też bliżej nieznanego szerszej publiczności. Bo rekomendacją, że przewodniczy komisji sejmowej zajmującej się programem Przedsiębiorczość — Rozwój — Praca, którego już druga odsłona pięknie nie działa, to ja bym — na miejscu kandydata — specjalnie się nie chwalił. Kapelusz premiera Millera zdaje się mieć dużą pojemność, i zapewne wiele przegródek, czekamy więc na kolejne prestidigitatorskie sztuczki.