Pol - Euro idzie w morze

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2007-08-22 00:00

Albo jest to zabawa publicznymi pieniędzmi, albo genialny plan. Pol-Euro chce być armatorem pełną gębą.

Inwestycje Państwowej spółce zamarzyła się budowa dużej floty

Albo jest to zabawa publicznymi pieniędzmi, albo genialny plan. Pol-Euro chce być armatorem pełną gębą.

Pol-Euro, spółka armatorska należąca do kontrolowanej przez państwo Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), chce do 2012 r. mieć flotę 8-12 statków. Obecnie ma... trzy.

— Chcemy, by spółka kupowała rocznie jeden, dwa, może nawet trzy statki. Pol-Euro rozważa też kupno lub budowę statku zdolnego m.in. do transportu sprzętu wojskowego na misje specjalne — mówi Adam Stolarz, członek zarządu ARP i wiceprzewodniczący rady nadzorczej Pol-Euro.

Jednak ani wiceprezes Stolarz, ani admirał Jędrzej Czajkowski, wiceprezes Pol-Euro, nie ujawniają szczegółów. Ten ostatni szacuje, że dwudziestoletni kontenerowiec kosztuje 8-9 mln USD, nowy — co najmniej 50 mln USD.

Plany bez kapitału

Sprawa budzi jednak spore kontrowersje. Inwestycyjne plany spółki krytykuje Wiesław Wodyk, były prezes Pol-Euro.

— To megalomania w czystej postaci. Jeśli bowiem zamierza się kupować rocznie 1- -2 statki, konieczne są przynajmniej wstępne rozmowy na temat umów czarterowych warunkujących długoletnie zatrudnienie statku oraz dokapitalizowania. Dla dwóch statków z rynku wtórnego — około 15-letnich — potrzeba minimum 3,5 mln USD wkładu własnego oraz zabezpieczenia kredytu wysokości około 35 mln USD — szacuje Wiesław Wodyk.

Pewne jest jedno: Pol-Euro potrzebuje na inwestycje dużo pieniędzy. Skąd je weźmie? Nie obędzie się bez wsparcia ARP.

— Nie mówimy nie, ale najpierw oczekujemy przedstawienia przez spółkę precyzyjnego biznesplanu, który określi koszty i przyszłe korzyści dla firmy i właściciela — dodaje Adam Stolarz.

Kadrowa zawierucha

W tle rozwojowych planów firmy toczą się jednak spory personalne. W ciągu ostatniego roku pięciokrotnie wymieniano zarząd Pol-Euro. Wiesław Wodyk pożegnał się ze stanowiskiem, ponieważ rada uznała, że o 80 proc. przekroczył koszty remontu statku. Broni swoich racji w sądzie. Kolejnym powodem konfliktu była też budowa ekskluzywnego żaglowca. Projekt zresztą wciąż ma szansę realizacji. Wiesław Wodyk twierdzi, że Paweł Brzezicki, szef ARP, nakłaniał go, by Pol-Euro zamówił luksusowy żaglowiec dla dwóch osób fizycznych, mających spółkę na Antylach Holenderskich.

— Dla narzuconego spółce przez prezesa ARP projektu budowy żaglowca przygotowałem taki projekt finansowy, w którym całe ryzyko finansowania budowy i eksploatacji przerzuciłem na kontrahentów, gdyż uznałem, że w przeciwnym razie Pol-Euro może tylko stracić. To spowodowało wściekłość prezesa Brzezickiego i kolejną serię zmian w zarządzie spółki — dodaje Wiesław Wodyk.

— Budowa luksusowego żaglowca jest analizowana pod kątem opłacalności dla Pol-Euro — mówi Adam Stolarz.

Wspólnie z Pawłem Brzezickim twierdzą także, że to odwołany prezes Wodyk przedstawił pomysł wejścia spółki w ten projekt.

Wysłużona flota

Tylko dwa statki krajowych armatorów pływają pod polską banderą. Powrót pod biało-czerwoną flagę ma ułatwić uchwalona niedawno ustawa o podatku tonażowym oraz plany wprowadzenia preferencji ubezpieczeniowych i podatkowych przy zatrudnieniu marynarzy.

Największym polskim armatorem jest Polska Żegluga Morska, która dysponuje aż 75 statkami. Pol-Euro na razie ma tylko trzy. Wiesław Wodyk, były prezes spółki, twierdzi, że dwa z nich w 2010 r. zakończą czarter w firmie Maersk (największa firma żeglugowa na świecie) i Pol-Euro straci możliwość prowadzenia rentownej działalności. Maersk nie czarteruje już bowiem tak starych statków (te mają 25 i 26 lat). ARP uważa jednak, że dwa statki Pol-Euro mogą jeszcze pływać 7-10 lat, a trzeci nawet 10-15 lat.