Polacy mogli złapać drony z Gatwick

opublikowano: 09-01-2019, 22:00

Wystarczyły dwa bezzałogowce, żeby 120 tys. pasażerów stało się więźniami lotniska Gatwick. To samo może się zdarzyć na 90 proc. lotnisk na świecie i wszystkich w Polsce.

Pod koniec 2018 r. lotnisko Gatwick zostało sparaliżowane na 32 godziny. Paraliż spowodowały tajemnicze drony — sprawcy zamieszania przez długie dni pozostawali nieuchwytni. Na lotnisku rozgrywały się dantejskie sceny: denerwowało się 120 tys. pasażerów, a służby rozważały strzelanie do bezzałogowców. Były też gigantyczne straty — według brytyjskich mediów, każda minuta przestoju Gatwick kosztuje około 50 tys. USD. W Polsce scenariusz z Gatwick jest realny.

Wystarczy jeden dron i nieodpowiedzialny operator, by zablokować lotnisko na
kilkanaście godzin — również w Polsce.
Zobacz więcej

BLOKADA:

Wystarczy jeden dron i nieodpowiedzialny operator, by zablokować lotnisko na kilkanaście godzin — również w Polsce. Fot. Fotolia

Bajońskie sumy

90 proc. — taki odsetek lotnisk na świecie, wedle publicznie dostępnych danych, nie ma zainstalowanych żadnych systemów antydronowych. W Polsce nie ma ich 100 proc. portów lotniczych, a przynajmniej kilka razy w roku dronom zdarza się niebezpiecznie zbliżyć do pasa startowego lub lądujących samolotów. Rachunek za luki w bezpieczeństwie jest słony: w przypadku Okęcia taki chaos jak na Gatwick oznaczałby koszty dla polskiej gospodarki przekraczające 30 mln zł (odwołane loty, odszkodowania, akcja służb, wyższe stawki ubezpieczeniowe).

Kolejne lotniska na świecie stawiają więc na pełne, antydronowe bezpieczeństwo — i tu wkraczają Polacy. Radosław Piesiewicz i Maciej Klemm z firmy APS stworzyli Ctrl+Sky — system antydronowy, z którego korzysta m.in. lotnisko w Stavanger w Norwegii.

— Drony są coraz popularniejsze, dzisiaj każdy może je kupić, a ich używanie nie jest do końca uregulowane prawnie. Niektórzy korzystają z tych luk świadomie, inni nie. Jeszcze niedawno, gdy mówiłem, że drony mogą być niebezpieczne, moi rozmówcy niedowierzali. Zagrożenie nadleciało w najbardziej gorącym przedświątecznym okresie — komentuje wydarzenia z Gatwick Maciej Klemm, prezes APS.

Choć drony w Gatwick widziano ponad 50 razy, służby nie były w stanie szybko i skutecznie zareagować, neutralizując zagrożenie. Zdaniem ekspertów, nad Gatwick nie latały byle drony dla amatorów, ale potężne, ponad 12-kilogramowe maszyny przemysłowe, zdolne przenosić pokaźne ładunki, stanowiące olbrzymie zagrożenie dla samolotów pasażerskich.

Stop drobnom

Systemy do wykrywania i identyfikacji komercyjnie są dostępne zaledwie od kilku lat, tymczasem rynek pędzi — w 2022 r. będzie wart już 16 mld USD, a za 7 lat tylko na europejskim niebie regularnie latać będzie nawet 0,5 mln dronów. Wraz z rynkiem rośnie zagrożenie.

— Wielogodzinne przestoje spowodowane przez drony zdarzały się w minionych miesiącach na wielkich, ale niezabezpieczonych lotniskach, w m.in. Dubaju, Ottawie i Chengdu — zaznacza Urlike Franke, przedstawicielka Komisji Europejskiej, zajmująca się m.in. regulacjami związanymi z dronami.

Instalacja systemu roztaczającego antydronowy parasol wokół lotniska to kwestia kilku tygodni pracy i ok. 1 mln USD kosztów instalacji, zakupu i serwisowania. Żeby cywilne lotniska mogły jeszcze skuteczniej walczyć z latającymi intruzami, używając tzw. jammerów, obecnie zarezerwowanych dla wojska i służb, potrzebne są też zmiany w prawie.

— Kilka lat temu, gdy w naszych głowach pojawił się pomysł na biznes, wiedzieliśmy, że dostępne na rynku systemy antydronowe, produkowane tylko przez wojsko, były duże, drogie i energożerne. Nasz Ctrl+Sky jest sześć razy mniejszy, tańszy i wydajniejszy — mówi Maciej Klemm.

Jak statki na niebie

Amerykanie już wypowiedzieli nielegalnym dronom wojnę prawną, zatwierdzając nową wersję The Preventing Emerging Threats Act. Ustawa umożliwia szersze wykorzystanie m.in. systemów antydronowych przez służby federalne — organy bezpieczeństwa będą mogły legalnie identyfikować i ograniczać zagrożenia stwarzane przez bezzałogowe systemy powietrzne.

— Przestarzałe przepisy uniemożliwiają nam stworzenie wyrafinowanych mechanizmów obronnych, których potrzebujemy, aby chronić wielkie wydarzenia, obiekty federalne i inne potencjalne cele przed powietrznym zagrożeniem — uzasadniała zmianę Kirstjen Nielsen, amerykańska sekretarz bezpieczeństwa narodowego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Polacy mogli złapać drony z Gatwick