Polacy pod lupą Francuzów

Nad Sekwaną już obowiązuje ustawa o płacy minimalnej. Przewoźnicy narzekają

Tzw. ustawa Loi Macron z lipca 2016 r. zobowiązuje polskie firmy, które realizują transport na terenie Francji, do wypłacania kierowcom tamtejszej płacy minimalnej. Od początku budziła kontrowersje. Oprócz wysokiej stawki godzinowej (około 10 euro) pracodawcy krytykują bariery administracyjne związane z kontrolą dokumentów i skomplikowane przepisy.

OBLICZENIA:
Zobacz więcej

OBLICZENIA:

Według niektórych przewoźników wprowadzenie Loi Macron spowodowało wzrost płac kierowców o średnio 10 proc. Kosztuje też skomplikowana obsługa administracyjna wymagana przez francuskie przepisy. Bloomberg

Zastrzeżenia zgłosiła nawet Komisja Europejska. Wprowadzaniu przepisów towarzyszyło zamieszanie spowodowane m.in. bardzo późnym opublikowaniem przez Francuzów wzoru zaświadczenia o oddelegowaniu pracownika.

Kłopoty z przepisami

— Po wejściu w życie tych przepisów francuski rząd dał firmom transportowym okres przejściowy, podczas którego mogły być kontrolowane, ale niekarane. Ten czas minął pod koniec lipca i teraz Francja rozpoczęła kontrole polskich firm transportowych — wyjaśnia Łukasz Włoch, główny ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Opowiada o jednym z przypadków. Francuska inspekcja pracy zobowiązała polskiego przewoźnika do przedłożenia dokumentów potwierdzających wypłatę co najmniej 10 euro za każdą godzinę pracy delegowanych kierowców. Ma też przedłożyć — wraz z tłumaczeniem na francuski — listy płac potwierdzającej wypłatę minimalnego wynagrodzenia od lipca 2016 r.

Dokumenty w formie elektronicznej miały być dostarczone niezwłocznie na podany adres mailowy. Wezwanie zostało przekazane telefonicznie przedstawicielowi firmy działającemu we Francji (zatrudniania takich osób też wymaga ustawa). Francuskie przepisy zrównują jednak pracownika, który stale się przemieszcza w ramach zatrudnienia w transporcie międzynarodowym, z czasowo delegowanym do Francji (z przeniesieniem tzw. centrum życiowego). Przewoźnicy na to narzekają.

— Delegowanie pracownika do Francji oznacza bowiem konieczność powołania przedstawiciela pracodawcy w tym kraju, notyfikowania delegowania poprzez wydawanie stosownych zaświadczeń, prowadzenie oddzielnej ewidencji czasu pracy i wszelkiej dokumentacji pracowniczej także po francusku, obowiązku wypłaty wynagrodzenia minimalnego właściwego dla danej grupy zawodowej i przestrzegania innych przepisów właściwych przy delegowaniu — twierdzi Paweł Trębicki, szef Raben Transport Jego zdaniem te obowiązki administracyjne to dla zagranicznych pracodawców ciężar nieproporcjonalny do ochronnej roli francuskich przepisów.

— Działają wykluczająco, a nie chroniąco wobec pracowników delegowanych. W dodatku brakuje rzetelnych informacji na przykład o ekwiwalentności świadczeń wypłacanych kierowcom w systemie polskim i francuskim. A udzielanie przez Francuzów zdawkowych informacji naraża zagranicznego pracodawcę na karę do 500 tysięcy euro — uważa Paweł Trębicki. Przewiduje się nadto wprowadzenie dodatkowych opłat administracyjnych — 50 euro od pracownika delegowanego.

Dodatkowe obciążenia

Przewoźnicy ciągle nie mają pełnych wytycznych, jak prawidłowo rozliczać pracowników we Francji. Tamtejsze władze zwalczają nieprawidłowości w transporcie drogowym, zwiększając sankcje. Sekretarz stanu ds. transportu Alaina Vidaliesa sporządził raport „Transport drogowy towarów — rząd angażuje się w walkę przeciw dumpingowi socjalnemu”, powołano służby kontrolne do przeciwdziałania oszustwom w zatrudnieniu. Przewoźnicy uważają jednak, że francuska ofensywa dyplomatyczna dotycząca wzmacniania przepisów o delegowaniu, w tym rewizję dotyczącej go dyrektywy, zmierza do wprowadzenia kolejnych ograniczeń świadczenia usług.

— Poza zaświadczeniem o delegowaniu kierowca dostaje kopię umowy o pracę. Musieliśmy też zatrudnić reprezentanta, co kosztuje około 400 euro miesięcznie. Udostępnił on platformę, na której zamieszczamy zaświadczenia i kopie umów o pracę kierowców, by były dostępne w razie kontroli. Konieczne modyfikacje systemu rozliczania czasu pracy kierowców i systemu telemetrii kosztowały nas kolejne około 10 tys. złotych — opowiada Paweł Trębicki. Na problemy administracyjne wskazuje również Andrzej Szymański, szef Dartomu.

— Przepisy o francuskiej płacy minimalnej są dużo bardziej restrykcyjne niż te, które wprowadzili Niemcy w 2015 roku — uważa. Dartom szacuje, że z powodu Loi Macron wynagrodzenia kierowców wzrosły srednio o 10 proc.

— Do tego dochodzi koszt rozliczeń, wydawania certyfikatów delegowania i zatrudnianie przedstawiciela we Francji. Wzrost ogólnych kosztów przedsiębiorstwa szacujemy na około 5 proc. Należy jednak zwrócić uwagę, że ze względu na dużą dysproporcję między importem i eksportem cały wzrost kosztów będą musiały przejąć ładunki eksportowe z Polski do Francji — mówi Andrzej Szymański. Jego firma miała dotąd jedną kontrolę we Francji. Policja sprawdziła tylko, czy kierowca ma w kabinie wymagane dokumenty i skontrolowała autentyczność przedstawiciela wpisanego w certyfikat delegowania.

— Mamy nieoficjalne informacje, że Francuzi wstrzymują się ze szczegółowymi kontrolami do końca roku. Dochodzą nas sygnały, że ktoś został takiej poddany, ale to bardzo nieliczne przypadki — uspokaja Andrzej Szymański.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Polacy pod lupą Francuzów