Polacy prześcigają liderów w eksporcie

Zachodnia konkurencja czuje na plecach oddech naszych producentów drobiu, którzy co miesiąc biją własne rekordy. Oby nie była to droga donikąd

Największy producent w UE — na to miano polscy drobiarze zapracowali już kilka lat temu. Wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku zyskają kolejny tytuł — największego unijnego eksportera. Mowa o eksporcie drobiu do krajów UE i trzecich, w którym w skali roku przoduje Holandia. Jeszcze.

— Nasz eksport rośnie, a holenderski stracił dynamikę. W tym roku bywały już miesiące, w których wolumeny Holendrów były niższe niż nasze, co wkrótce da nam pozycję lidera drobiarskiego eksportu w UE. Nie nastąpi to prawdopodobnie w 2017 r., ale w 2018 — mówi Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz rynku rolno- -spożywczego w PKO BP. Przypomina, że w zeszłym roku sprzedaż zagraniczna polskiego drobiu zwiększyła się wolumenowo o 20 proc., a w pierwszym półroczu tego roku — o 9 proc.

Piękno statystyk

— Niższa dynamika to efekt ptasiej grypy. Choroba dała się też mocno we znaki Holendrom — ich gorsze wyniki są skutkiem m.in. przyblokowanego eksportu do RPA. Oczywiście nie można wykluczyć, że nasi konkurenci szybko i sprawnie odbudują wolumeny. Dane z kilku lat wskazują jednak na to, że Holendrzy nie zwiększają sprzedaży, a my tak — twierdzi Mariusz Dziwulski. Robimy to ekspresowo — tegorocznym 84-procentowym wzrostem importu, głównie z Polski, emocjonowały się niedawno gazety na Węgrzech.

Tamtejsi producenci również borykają się z ptasią grypą, która — na tle innych — u nas miała łagodny przebieg. Prognozy analityków Agencji Rynku Rolnego mówią o 12-procentowym wzroście eksportu w tym roku, choć analitycy zaznaczają, że ostateczne wyniki będą uzależnione m.in. od przywrócenia możliwości sprzedaży polskiego drobiu na rynki państw trzecich, które w związku z ptasią grypą wprowadziły ograniczenia. Ich zdaniem, prowzrostowo na sprzedaż zagraniczną wpływa, tak jak w poprzednich latach, konkurencyjność cenowa polskiego drobiu na rynku unijnym. Pytanie, czy wywalczenie pozycji lidera niską ceną nam się opłaca.

Polskie firmy mogą utrzymać zagraniczne zdobycze - mówi w Pulsie Dnia Michał Koleśnikow, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych, Sektorowych i Rynków Rolnych w BGŻ BNP Paribas. Zobacz wideo.

 

— Powinniśmy być skoncentrowani na marżach, bo dzięki nim są zyski, z których finansowane są inwestycje umożliwiające rozwój. My tymczasem mówimy głównie o wolumenach. Oczywiście lepiej mieć duży wolumen i małą marżę, niż nie mieć ani marży, ani wolumenu. Później trzeba jednak próbować budować marżę — komentuje Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu. Mariusz Dziwulski przyznaje, że rosnący wolumen eksportu pozwalał do tej pory sprzedawać nadwyżki produkcyjne.

— Pytanie, jak długo jeszcze. Tempo rozwoju produkcji drobiarskiej jest zagrożeniem — mamy nasycony rynek unijny i silną konkurencję międzynarodową. O kolejne kontrakty musimy ostro walczyć z graczami z Brazylii czy Ameryki Północnej, którzy są tańsi [m.in. ze względu na inne wymogi prawne dotyczące produkcji — red.] — mówi ekspert.

Marżowe problemy

Piotr Kulikowski dzieli eksport na wewnątrzunijny i skierowany na rynki trzecie — właśnie pod kątem marż.

— Problemem poza Unią jest niska średnia cena eksportowanego drobiu. Korzystne stawki obowiązywały w zeszłym roku dla elementów drobiu, trafiających do Chin i RPA. Te rynki zamknęły się jednak w związku z ptasią grypą, więc sytuacja jest dzisiaj nieciekawa — wyjaśnia szef Indykpolu. W krajach unijnych sprzedajemy filety i inne relatywnie droższe elementy.

— Średnie stawki są więc lepsze niż w przypadku krajów trzecich, co cieszy. Eksportujemy jednak produkt nisko przetworzony, więc nie uzyskujemy takich marż jak w przypadku towarów z większą wartością dodaną — mówi Piotr Kulikowski. O produkcji drobiu o większym stopniu przetworzenia branża mówi od dłuższego czasu. Sytuacja się zmienia, ale powoli.

— Przed laty mogliśmy sobie pozwolić na bardziej przetworzoną produkcję — w naszym przypadku szaszłyków dla klienta azjatyckiego — dzięki kosztom pracy niższym niż w zachodnich krajach UE. Później przegraliśmy jednak konkurencję cenową z Rumunią. Oczywiście wiele procesów można zautomatyzować, ale dzisiaj z miesiąca na miesiąc pogarsza się dostępność kredytów, co hamuje transformację branży — twierdzi Piotr Kulikowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Polacy prześcigają liderów w eksporcie