W kwietniu zarejestrowano w Polsce o jedną czwartą (25,1 proc.) nowych osobówek więcej niż rok wcześniej. Oznacza to, że na drogi wyjechało 44,4 tys. aut. To doskonały wynik, jednak niższy od zanotowanego w marcu, kiedy urzędy wydały tablice dla ponad 49,9 tys. Łącznie w ciągu czterech miesięcy 2024 r. zarejestrowano ich blisko 183,1 tys. (+15,5 proc. r/r).
– Dobry początek roku to zasługa nie tylko poprawy sytuacji gospodarczej i nastrojów, ale również tego, że kłopoty z dostępnością aut praktycznie już nie występują. Swoje zrobił też powrót do polityki rabatowej. Z naszych obserwacji wynika, że 40 proc. zarejestrowanych w kwietniu aut to pojazdy z 2023 r., czyli kupione w ramach tzw. wyprzedaży rocznika, a przy tego rodzaju akcjach mamy do czynienia ze sporymi rabatami. Udział samochodów z poprzedniego rocznika w łącznej liczbie rejestracji w tym roku wynosi aż 60 proc. W mojej ocenie dynamika wzrostu liczby rejestracji nieco zwolni w kolejnych miesiącach. Zakładam, że w całym 2024 r. zarejestrowanych zostanie 530 tys. nowych aut. Oznaczałoby to wzrost na poziomie 11,5 proc. r/r – mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.
Niekwestionowanym liderem naszego rynku nowych aut pozostaje Toyota. W ciągu czterech pierwszych miesięcy zarejestrowano niespełna 36,6 tys. osobówek tego producenta (+14,2 proc. r/r), co daje marce 20-procentowy udział w polskim rynku.
Wicelider - Škoda - odrabia straty. Nadal jednak sporo traci do Toyoty. Między styczniem a końcem kwietnia zarejestrowano niespełna 20,1 tys. aut czeskiej marki, o 18,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Nie zmienia to faktu, że przewaga lidera nad wiceliderem to nadal ponad 16 tys. aut, czyli znacznie więcej, niż udało się zarejestrować trzeciej co do popularności w Polsce marce - Volkswagenowi. W analizowanym okresie na polskie drogi wyjechało 11 tys. aut z logo VW (+ 1 proc. r/r).
Jedenaście z pierwszych piętnastu marek klasyfikowanych na liście rankingowej zanotowało wzrost liczby aut zarejestrowanych w 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, w tym największy (o 83,7 proc.) Nissan. Największy spadek zanotowała Kia (10,2 proc.). Mimo tego koreańską marka utrzymała czwartą pozycję z niewielką, wynosząca zaledwie 400 aut, stratą do Volkswagena.
Wyraźnie rozpycha się na naszym rynku samochodowy segment premium. Nie chodzi tylko o to, że w ciągu czterech miesięcy tego roku zarejestrowano blisko 44,4 tys. aut z segmentu premium (+27 proc. r/r), ale również o to, że marki aut z wyższej półki coraz częściej wyprzedają popularne. Przykłady? Porsche zarejestrowało w tym roku już ponad 1,8 tys. aut, a to więcej niż np. Seat (ponad 1,7 tys.), Honda (1,2 tys.) czy Mitsubishi i Fiat razem wzięci (odpowiednio 823 i 817). Podobne przykłady można mnożyć. Z dziesięciu najpopularniejszych w tym roku marek w Polsce cztery należą do segmentu premium, a ich łączna liczba rejestracji jest wyższa niż Skody i VW razem wziętych. W samym kwietniu zarejestrowano więcej aut Mercedesa niż czterech popularnych marek koncernu Stellantis (Citroen, Fiat, Opel, Peugeot), a Lexus rejestrując 994 auta wyprzedził Nissana (438).
Coraz lepiej radzą sobie w Polsce marki z Chin, choć ich łączny udział w liczbie rejestracji nie jest jeszcze znaczący. Najpopularniejszą z nich jest obecnie MG. Zadebiutowała u nas pod koniec 2023 r, a tylko w kwietniu zarejestrowano 477 aut tej marki, czyli o dwa razy więcej niż Fiatów (239) czy Mitsubishi (212). Od początku roku przybyło w Polsce 1215 aut MG, co daje marce 25. miejsce w rankingu i udział w rynku na poziomie 0,7 proc., czyli porównywalny z tym, jakim dysponuje Honda, a jednocześnie wyższy od Fiata czy Subaru. Nieco mniejsza popularnością ciesz się inna Chińska marka - BAIC. W tym roku zarejestrowano 194 auta tego producenta. Maxus sprzedał 18, a Seres i Forthing odpowiednio 4 i 26 aut.
