Koszty są 30 razy większe od zysków
Transport ładunku pochłania 2,7 złotego na kilometr i przynosi 9 groszy zysku
Firmy transportowe starają się ograniczać koszty działalności. Duże inwestują w nowoczesne systemy zarządzania. Mniejsze oszczędzają na wydatkach na reklamę i marketing. Pierwsze miejsce w wysokości kosztów zajmują wydatki na paliwo, zaraz potem plasują się spłaty zaciągniętych kredytów i rat leasingowych.
Największy udział w kosztach funkcjonowania firmy transportowej w naszym kraju mają wydatki związane z zakupem paliwa. Ich udział może dochodzić nawet do 40 proc. Dlatego zabiegi zrzeszeń przewoźników koncentrują się wokół ceny paliwa i udziału w niej akcyzy oraz zniesienia dublujących się opłat.
Przyjaciel czy wróg
Państwo może być dla przedsiębiorcy przyjazne albo nie. Deklaracją przyjaźni lub nieprzychylności jest polityka podatkowa.
— Wysokie stawki podatku od środków transportu, od nieruchomości, wysokie opłaty za winiety drogowe (jeszcze rok temu 5 tys. zł za sztukę) czy wreszcie podatki ekologiczne i niemałe składki ubezpieczeniowe skutecznie hamują możliwości rozwoju rodzimych firm transportowych — podkreśla Grzegorz Bielowicki, prezes firmy Euroad.
Wysokie opodatkowanie może w dłuższej perspektywie być przyczyną poważnych strat nie tylko dla samych przewoźników, ale i dla budżetu państwa. Firmom zaczyna brakować kapitału na inwestycje. Według najczarniejszego scenariusza, firmom zacznie brakować pieniędzy na zakup nowych środków transportu lub też nawet na modernizację już posiadanych. Zwiększy się bezrobocie, pogorszy stan dróg i drastycznie wzrosną straty ekologiczne.
Próby redukcji
Firmy transportowe chwytają się różnych sposobów na obniżenie kosztów działania i możliwość wygenerowania przyzwoitego zysku. Duże przedsiębiorstwa ze względu na rozmiary stanowią w negocjacjach z bankami, instytucjami rządowymi czy wreszcie ubezpieczycielami bardziej wiarygodnego partnera. Mniejszym pozostaje liczyć na pomoc zrzeszeń i stowarzyszeń. Istnieje również możliwość wejścia w struktury dużej firmy, np. jako podwykonawca.
Małe i średnie firmy starają się oszczędzać dosłownie na wszystkim. Jednak owo zaciskanie pasa nie powinno odbić się negatywnie na jakości świadczonych usług.
— Szansa na obniżenie kosztów związanych z paliwem jest nikła, ponieważ paliwowa akcyza stanowi znaczną część wpływów do budżetu. W związku z tym członkowie naszego stowarzyszenia starają się szukać możliwości redukowania kosztów gdzie indziej — mówi Andrzej Majewski, prezes Łódzkiego Stowarzyszenia Przewoźników Międzynarodowych i Spedytorów.
Do sposobów tych można zaliczyć np. zniżki wynegocjowane u producentów ogumienia, oszczędzanie przez samodzielne dokonywanie drobnych napraw taboru i unikanie zatrudniania pracowników na zasadach umowy o pracę.
— Kolejnym ujemnym skutkiem wysokich kosztów prowadzenia działalności transportowej jest to, że średnie i małe firmy w wyniku braku środków w bardzo ograniczonym zakresie inwestują w marketing i reklamę swoich usług — dodaje Andrzej Majewski.
Duże firmy starają się redukować koszty inwestując w nowoczesne rozwiązania.
— Po wprowadzeniu systemu wspomagającego zarządzanie klasy ERP przyszedł czas na GPS. Wkrótce zostanie rozstrzygnięty przetarg. Monitorowanie floty pozwoli na skuteczniejsze zarządzanie licznym taborem oraz zwiększy jego bezpieczeństwo — mówi Grzegorz Bielowicki.
Wydatki przyczajone
Każdy przedsiębiorca prowadzący firmę transportową musi liczyć się, poza kosztami stałymi i zmiennymi, z możliwością wystąpienia wydatków, których nie da się jednoznaczne zaklasyfikować. Do takich kosztów możemy zaliczyć kary za nielegalnych emigrantów próbujących dostać się ze Wschodu do Wielkiej Brytanii, a ukrywających się w ciężarówkach.
— Pod plandekami pojazdów służby celne w Dover znajdowały uciekinierów. Tylko do października 2000 r. zanotowano około 1 tys. takich przypadków. Wśród przewoźników, w ciężarówkach których ukrywali się emigranci, było co najmniej 25 polskich firm. Angielscy celnicy za każdym razem bezwzględnie żądali po 2 tys. GBP kary za 1 jednego znalezionego uchodźcę — mówi Anna Wrona z ZMPD.
Dotkliwość kary była tym większa, że jest ona wymierzana bez względu na to, czy uciekinierów znalazł w ciężarówce angielski celnik czy ich obecność została zgłoszona przez kierowcę. Na domiar złego załadunek nielegalnych imigrantów zwykle odbywał się na promie, gdzie kierowca musi opuścić kabinę samochodu.
Kary wynikające z nieumyślnego przewożenia uciekinierów mogą małą firmę doprowadzić do bankructwa, a dużej przysporzyć strat.
— Dlatego ZMPD podjęło działania. Niewiele przyniosła prośba skierowana do MTiGM oraz MSZ. Nawiązaliśmy jednak kontakt z RHA (odpowiednikiem ZPMD w Wielkiej Brytanii). Uzyskaliśmy pomoc angielskich prawników. Dowiedzieliśmy się, że RHA stara się o zmianę przepisów, które obciążają przewoźników. Niemniej bezpiecznie będzie sprawdzić plandeki i linki mocujące przed wjazdem na prom najlepiej przy świadkach. Co prawda ostatnio znacznie spadła popularność ciężarówek wśród osób próbujących dostać się nielegalnie do Anglii, ale ostrożności nigdy za wiele — mówi Anna Wrona.
Dobrze prosperująca firma jest w stanie wygenerować zysk rzędu 9 groszy (na jeden kilometr). Koszt, jaki musi ponieść, aby ten kilometr przejechać, to 2,77 zł.
Marcin Bołtryk
[email protected] (22) 611 62 71
