Policja dopadła biznesowych porywaczy

Porywacze żony śląskiego przedsiębiorcy, którzy zażądali „rekordowego” okupu, zostali aresztowani kilkanaście dni po jego otrzymaniu.

Jest poniedziałek 13 listopada, godziny popołudniowe. W małej miejscowości na Śląsku 43-letnia kobieta zatrzymuje się do kontroli drogowej. Nagle okazuje się, że policjanci to nie policjanci, tylko przebierańcy. Kobieta zostaje obezwładniona, uprowadzona i zamknięta w wynajętym domu w Bielsku-Białej. Do jej rodziny trafia żądanie olbrzymiego okupu — nieoficjalnie ponad 1 mln EUR.

Zobacz więcej

KARMA WRACA: Trzej mężczyźni przebrani za policjantów dwa tygodnie temu porwali dla okupu żonę biznesmena i przetrzymywali ją przez trzy dni. Wszystkich schwytała już policja, która do wytropienia porywaczy rzuciła prawie dwustu funkcjonariuszy. Aresztowanym na trzy miesiące mężczyznom grozi nawet po 15 lat więzienia. Fot. KWP W KATOWICACH

— Chodzi o żonę biznesmena. To było bardzo poważne uprowadzenie i rekordowa kwota okupu — mówi „znający sprawę” policjant, cytowany przez PAP. Po trzech dniach porywacze dostają okup, a kobieta cała i zdrowa wraca do rodziny. Na tym historia się jednak nie kończy, bo nad sprawą pracują już policjanci — tym razem prawdziwi i bardzo liczni. Komendant główny policji powołuje specjalną grupę, w skład której wchodzą oficerowie Centralnego Biura Śledczego Policji i katowickiej komendy wojewódzkiej, a także policjanci z Opola, Krakowa, Kielc, Wrocławia, Radomia, funkcjonariusze Straży Granicznej oraz prokuratorzy. Do współpracy zaangażowani zostają też policjanci z Czech i Słowacji. Śledczy szybko ustalają, że porywaczami są „znani wcześniej policji” z pobić, rozbojów i handlu narkotykami Grzegorz P., Janusz C. i Sławomir G. Dwóch w nich zostaje zatrzymanych przy udziale antyterrorystów. Za trzecim zostaje wydany list gończy. W końcu w poniedziałek 27 listopada, po dwóch tygodniach od porwania, ostatni podejrzany zostaje schwytany w Ustroniu. W mieszkaniach zatrzymanych i domu, w którym przetrzymywano porwaną, odnaleziono hełmy, kominiarki i odzież przypominającą policyjne mundury.

— Zatrzymanie porywaczy było niezwykle profesjonalną akcją grupy niemal 200 policjantów. Efekt tej pracy to ponad tysiąc zabezpieczonych śladów — mówi nadinspektor Jarosław Szymczyk, komendant główny policji. Przy zatrzymaniu podejrzanych nie obyło się bez scen rodemz filmu sensacyjnego — jeden z mężczyzn usłyszał zarzuty za staranowanie przy tej okazji policyjnego radiowozu. Część pieniędzy z okupu odnaleziono przy jednym z porywaczy.

— Na wniosek prokuratury sąd tymczasowo aresztował wszystkich podejrzanych na okres trzech miesięcy — poinformowała Beata Marczak, zastępca prokuratora generalnego. Sprawcom porwania grozi od 3 do 15 lat więzienia. © Ⓟ

3 PYTANIA DO... JANUSZA KACZMARKA, ADWOKATA, BYŁEGO PROKURATORA KRAJOWEGO I MSWIA, WSPÓŁAUTORA KSIĄŻKI „PORWANIA DLA OKUPU”

Skuteczność wzrosła

W dwa tygodnie od porwania żony biznesmena trzej podejrzani zostali zatrzymani i aresztowani. To niewątpliwy sukces policji i prokuratury. Nie zawsze jednak było tak różowo?

Rzeczywiście. Porwania dla okupu były zmorą Polski lat 90. XX wieku. Były czasy, gdy co czwarty dzień ktoś był porywany, a wykrywalność tego typu przestępstw sięgała zaledwie 40 proc. Przy czym mówimy o oficjalnych statystykach, nieuwzględniających ogromnej tzw. ciemnej liczby porwań niezgłaszanych, głównie ze względu na obawy o bezskuteczność organów ścigania i bezkarność bandytów. Na szczęście, także dzięki naciskowi mediów, problem został dostrzeżony i na początku tego stulecia wprowadzono wiele korzystnych zmian.

Na przykład jakich?

2 Do Kodeksu karnego wprowadzono przestępstwo porwania dla okupu i podwyższono grożącą za nie karę. A do pracy policyjnej – całą metodologię zwalczania tej przestępczości, w zakresie wszystkich składających się na nią elementów: od współpracy z rodziną, przez negocjacje z porywaczami czy obserwacje, aż po lepsze typowanie i wykrywanie sprawców. Dam przykład: kiedyś, odbierając zgłoszenie o porwaniu, policjanci nakazywali pojawienie się na komisariacie lub jechali do zgłaszającego umundurowani, co przy obserwacji przez przestępców niweczyło całą sprawę. Dziś funkcjonariusz ma obowiązek pojechać do zgłaszającego w ubraniu cywilnym, udając członka rodziny. Dzięki zmianom, a także doświadczeniom wyniesionym z tak kompromitujących dla organów ścigania spraw jak Krzysztofa Olewnika, wykrywalność porwań oscyluje wokół 90 proc.

A ich samych, jak wynika z policyjnych statystyk, jest znacznie mniej niż kiedyś, od kilku do kilkunastu rocznie.

Liczba porwań faktycznie jest stosunkowo niska, ale od kilku lat przestępstwa te są dużo lepiej zorganizowane i przygotowane. Porwania zazwyczaj poprzedza wielotygodniowa obserwacja życia i przyzwyczajeń osoby porwanej, przestępcy bardzo dokładnie planują momenty porwania i przekazania okupu, a często budują specjalne miejsca do przechowywania porwanych. Dla przykładu jedna z grup przestępczych z Pomorza próbowała zmylić organy ścigania, rozrzucając w miejscu przechowywania porwanej kobiety kępki włosów innych osób pozyskanych od fryzjera czy wykonując połączenia telefoniczne do przestępców, którzy ze sprawą nie mieli nic wspólnego. Na szczęście Centralne Biuro Śledcze jest coraz lepiej przygotowane do zwalczania nawet tak zmyślnie działających gangów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Policja dopadła biznesowych porywaczy