Policja na minie motoryzacyjnej

Mariusz Zielke
09-11-2007, 00:00

Największy w historii Polski przetarg na zakup samochodów znów został oprotestowany. To opóźni wymianę policyjnej floty.

Największy w historii Polski przetarg na zakup samochodów znów został oprotestowany. To opóźni wymianę policyjnej floty.

Dzięki ustawie o modernizacji policji funkcjonariusze mieli w tym roku otrzymać nowe samochody. Na wymianę aut łącznie przeznaczono aż 800 mln zł. Żeby jednak z sypiących się polonezów funkcjonariusze przesiedli się do nowych maszyn, Komenda Główna Policji (KGP) musi uporać się z publicznym przetargiem. A procedura przebiega z problemami. Pierwszy duży przetarg (na zakup 5,2 tys. pojazdów wartych ponad 300 mln zł) unieważniono po protestach. Nowe postępowanie (na 4,3 tys. aut) ruszyło w październiku. W ostatni wtorek specyfikację oprotestowały Peugeot i General Motors (GM), żądając unieważnienia przetargu. Jeśli i tym razem wygrają, zakup znów przesunie się co najmniej o kilka miesięcy.

Proceduralna wojna

W poprzednim przetargu policjanci popełnili kilka poważnych błędów, które wytknęło im aż czterech producentów — Ford, Fiat, GM i Peugeot. Protesty uwzględnili najpierw arbitrzy Urzędu Zamówień Publicznych (UZP), a potem sędziowie. Policjanci narzekali, że firmy proceduralnie torpedują przetarg, żeby zmusić KGP do zakupu standardowych aut, a nie specjalnie dla nich przystosowanych.

— Części firm nie zależy na uczciwej konkurencji, tylko na wykorzystaniu środków ochrony prawnej w celu storpedowania przetargu — mówił Tomasz Kowalczyk, dyrektor biura logistyki KGP.

Arbitrzy i sędziowie nie mieli jednak wątpliwości, że to policja złamała prawo — przetarg unieważniono. Specyfikację nowego postępowania policjanci uprościli, zmniejszyli wymagania finansowe i zmienili kryteria oceny ofert. Zdaniem protestujących, zrobili za mało. Peugeot i GM ponownie wskazują, że policja łamie prawo.

Byki i byczki

Najważniejsze zarzuty oferentów skupiają się na nieprecyzyjności kryteriów oceny ofert, braku podziału zamówienia na części, nierównych zasad dopuszczenia. Mniejsze błędy policjantów to nieprecyzyjne określenia w specyfikacji. Policjanci żądają np., by montowane w autach urządzenia cechowały się „odpowiednią trwałością” czy „niską awaryjnością”.

— To określenia potoczne, a w przetargu muszą być dokładnie zdefiniowane — mówi przedstawiciel jednego z oferentów.

Jeśli protestujący obronią te zarzuty przed arbitrami i sądem (podobnie jak poprzednio), przetarg będzie trzeba unieważnić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Policja na minie motoryzacyjnej