Opłacane przez pracodawcę ubezpieczenie na życie to sposób na związanie pracowników z firmą.
Fundowanie pracownikom życiowych polis ubezpieczeniowych, szczególnie grupowych, przez pracodawców nie jest w naszym kraju popularne. Powoli sytuację tę zaczynają jednak zmieniać zagraniczne koncerny.
— Tego typu programy spotykamy głównie w firmach międzynarodowych, w których w ramach polityki korporacyjnej włączane są one do oferowanych pracownikom tzw. „employee benefits”, które są standardem w krajach Europy Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych — mówi Wojciech Książkiewicz z Generali Życie.
Niestety, niewielu pracodawców sięga po takie rozwiązanie.
— Polisy wykorzystywane są jako forma motywacji pracowników. Niestety niewielu pracodawców sięga po tego typu rozwiązanie, a jeśli już to w bardzo ograniczonym zakresie. Najczęściej ogranicza się to jedynie do członków zarządu i wyższego kierownictwa. Bardzo rzadko dotyczy całej załogi — mówi Dariusz Salata, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju strategicznego Nationwide TUnŻ.
Jest jednak światełko w tunelu także dla pozostałych pracowników, nie tylko menagmentu. Są to programy inwestycyjno–emerytalne oferowane w formie Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE).
— Poza najbardziej oczywistą korzyścią, jaką jest gromadzenie dodatkowych środków na przyszłą emeryturę, istotne jest również m.in. zwolnienie składki opłacanej w ramach PPE z ZUS, możliwość zaliczania składek w koszty uzyskania przychodu czy też zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych — wylicza Wojciech Książkiewicz.
W ciągu ostatniego roku zarejestrowanych zostało około 140 PPE.