Z konstrukcji umów ubezpieczeniowych wynika, że dla wielu towarzystw klient jest niemal intruzem, a nie równoprawną stroną umowy.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) pochylił się nad ogólnymi warunkami ubezpieczeń komunikacyjnych. Przeanalizowane zostały umowy oferowane przez dziewięć towarzystw. Miało być ich dziesięć, ale Ergo Hestia mimo wezwań urzędu nie przesłała dokumentów. Z badań UOKiK wynika, że świat komunikacyjnych ubezpieczeń jest dość mroczny i pełen pułapek.
— Umowy zawierają przepisy, które budzą zastrzeżenia i mogą naruszać interes klientów. Pierwszą przeszkodą jest niezrozumiały język tych umów — mówi Cezary Banasiński, prezes UOKiK.
Mistrzem niejasności — jak wynika z raportu UOKiK — jest Warta. W jej przypadku — aby zrozumieć umowę — przebrnąć trzeba przez stertę aneksów. Pozytywnie urząd ocenił dla odmiany umowę Link4. Towarzystwo dodaje specjalną książeczkę — kompendium — napisane przystępnym językiem.
Sporo kontrowersji wzbudziła także wysokość opłat manipulacyjnych pobieranych przez ubezpieczyciela przy odstąpieniu klienta od umowy.
— Poziom 20 proc. składki, z jakim najczęściej mamy do czynienia, to zbyt duża bariera. Tym bardziej że ustawodawstwo przewiduje możliwość rezygnacji z umowy w krótkim terminie. To po prostu narusza dobre obyczaje — wyjaśniał prezes UOKiK.
Wątpliwości wzbudził też zakres obowiązków konsumenta w przypadku powstania szkody. Najbardziej drastycznym przykładem jest zgłoszenie kradzieży samochodu. Tym razem rekord pobiła Uniqa, która wymaga, aby odbyło się to w ciągu dwóch godzin po zdarzeniu. UOKiK wskazał także na inne wady umów: uwzględnienie podatku VAT przy wypłacie odszkodowania, sposób ustalania sumy ubezpieczenia i wartości pojazdu czy dostępności dokumentacji. Nic zatem dziwnego, że z sondażu przeprowadzonego na zlecenie UOKiK przez CBOS 77,8 proc. respondentów uważa, że ubezpieczyciele chcą na nas zarobić, a jak przychodzi do wypłaty odszkodowania, to są ogromne problemy.