Polisy z UFK niczym Amber Gold

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-02-04 00:00

Klienci, którzy stracili oszczędności na ubezpieczeniach inwestycyjnych, łączą siły i zapowiadają walkę.

Branża ubezpieczeniowa zaliczyła solidną porażkę wizerunkową. W blasku telewizyjnych kamer klienci, którzy stracili oszczędności na polisach inwestycyjnych, ogłosili powstanie stowarzyszenia „Przywiązani do polisy”. Jego celem jest walka o utracone pieniądze. Twierdzą, że padli ofiarą oszustwa, którego skala znacząco przerasta niedawną aferę Amber Gold.

— Problem Amber Gold dotknął 10 tys. osób i dotyczył 600 mln zł. W Polsce jest 5 mln osób, które są „przywiązane” do polis. Mają w nich ulokowane 40-50 mld zł — mówi Jacek Łęski, prezes stowarzyszenia.

Chodzi o polisy na życie powiązane z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. Klient, który zdecydował się oszczędzać w tym produkcie, nie mógł w pierwszych latach wycofać pieniędzy. Jeśli to zrobił, mógł stracić wszystko. Dwa lata temu Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał zapisy w umowach, które to umożliwiały, za niezgodne z prawem. Jego decyzja rozpoczęła walkę poszkodowanych o zwrot zabranych im przez ubezpieczycieli pieniędzy.

— Te polisy na życie to ściema. W rzeczywistości są to opakowane w ubezpieczenia agresywne i ryzykowne fundusze. Są tak skonstruowane, by okradać ludzi — twierdzi Jacek Łęski.

Jego zdaniem, mimo że minęły dwa lata od wyroków, to organy państwa nie zrobiły nic, by pomóc poszkodowanym. Pretensje ma w szczególności do Komisji Nadzoru Finansowego, której działania ograniczają się „tylko do gadania”, oraz do prokuratury, która do tej pory nie zainteresowała się sprawą. Namawia pokrzywdzonych na występowanie na drogę sądową przeciwko ubezpieczycielom.

W szczególności chodzi o przyłączanie się do pozwów zbiorowych, które są przygotowywane przez warszawską kancelarię LWB. Do tej pory uruchomiła ona dwa postępowania (przeciwko Aegonowi i Skandii), w których bierze udział ponad 260 osób. W drodze są kolejne pozwy, m.in. przeciwko AXA, Generali czy TU Europa, które mają być złożone już w marcu.

— Brakuje narzędzi, które zmusiłyby ubezpieczycieli do zwrotu pieniędzy. Niemieckie sądy w podobnych sprawach mogą na prezesa ubezpieczyciela, który nie odda klientom pieniędzy, nałożyć karę w wysokości do 250 tys. EUR lub nawet dwóch lat więzienia — mówi Anna Lengiewicz, wspólniczka kancelarii LWB.