Wtorkowa sesja w USA przyniosła małe zmiany indeksów. Inwestorzy z optymizmem czekali na wystąpienie Alana Greenspana, szefa Fed, i skupiali się na informacjach ze spółek. Najbardziej zwyżkowały kursy spó-łek z sektora paliwowego, bo OPEC, zupełnie niespodziewanie, postanowił obniżyć produkcję, co podniosło cenę ropy naftowej. To w sposób oczywisty nie jest korzystne dla gospodarki światowej, nie omieszkał skrytykować tego rzecznik Białego Domu. Ale inwestorzy od dłuższego czasu lekceważą wzrost cen ropy, więc i we wtorek nie było inaczej. Układ techniczny indeksów nie zmienił się, a wolumen nadal był niewielki. Duży kapitał przyjął postawę wyczekującą. Podobna sytuacja trwa od kilku dni w Europie. Wczoraj też nie można było spodziewać się zdecydowanych ruchów przed przemówieniem Alana Greenspana.
Nie przypuszczam, by dziś dane o niemieckim PKB czy francuskiej dynamice produkcji miały wpływ na rynki. Za to niewątpliwie taki wpływ będą miały wyniki spółek oraz tygodniowe dane o bezrobociu oraz raport o sprzedaży detalicznej w USA. Przy czym dane o bezrobociu, jeśli będą słabe, wiele nie zmienią. Bardziej istotne dane miesięczne były niedobre, a indeksy mocno wzrosły, z czego wniosek, że na razie te dane będą lekceważone. Spółki zajmujące się sprzedażą detaliczną ostatnio meldowały, że w styczniu prognozy zostały przekroczone. Z tego wniosek, że dane o sprzedaży detalicznej mogą być lepsze od prognoz. Teoretycznie mamy również drugi dzień wystąpienia Alana Greenspana, ale po wczorajszym wszystko będzie już jasne. Rynek nie będzie czekał. Poza tym po sesji wyniki podaje Dell, a oczekiwania są bardzo duże. Sporo zależy od tego, jaka wczoraj była reakcja na wystąpienie szefa Fed. Dzisiejsza sesja powinna przedłużyć tę reakcję.
Nasi politycy robią wszystko, co mogą, by nie dopuścić do poprawy nastrojów na rynkach finansowych. We wtorek popisali się politycy z prawa i lewa. Poseł Jan Maria Rokita stwierdził, że jeśli nie ma zgody na podatek liniowy, to szanse na poparcie planu Hausnera maleją i dodatkowo wzmocnił tę swoją wypowiedź po południu. Tak Platforma realizuje plan obrony złotego i tak się wypowiada człowiek, który aspiruje do stanowiska premiera w przyszłym rządzie. Z drugiej strony popisał się wicepremier Jerzy Hausner. Powiedział, że jeśli złoty będzie nadal słabł, to nawet przyjęcie jego planu nie uchroni Polski przed przekroczeniem limitu zadłużenia wysokości 55 proc. PKB. Co zrobił złoty na takie dictum? Nie trzeba być geniuszem, by przewidzieć, że osłabł. Apeluję do mediów, by broniły złotego przed politykami, którzy kompletnie nie rozumiejąc natury rynków finansowych i nie korzystając z doradców swoimi wypowiedziami i postępowaniem mogą rzeczywiście doprowadzić do kryzysu walutowego.
Na szczęście giełda tylko nieznacznie zareagowała na te zawirowania, a realizacja zysków nie zmieniła obrazu rynku, który jest w specyficznej sytuacji. Wiadomo, że został zaatakowany przez spekulacyjny kapitał zagraniczny. Taki kapitał lubi ostrą jazdę z gwałtownym zakończeniem. Wszyscy to wiedzą, ale widzą również, że to początek tej jazdy. Przez to, że 28 stycznia indeks opuścił z dużym impetem konsolidację, wielu inwestorów straciło swoje pozycje i nie zdążyło ich odbudować. Mało tego, zapewne sprzedawali, gdy indeks pełzł ku oporowi. Teraz widzą, że rynek ucieka, a sytuacja techniczna jest jednoznaczna. Może się okazać, że WIG20 poważną korektę rozpocznie dużo wyżej. W tej sytuacji jasne jest, że jeśli coś bardzo złego na świecie się nie wydarzy (np. Alan Greenspan nie wystraszy całego świata), to inwestorzy, którzy opróżnili portfele, każdą korektę będą wykorzystywali do kupowania akacji. A skoro tak, to trudno będzie o dłuższe korekty. Wszystko to oczywiście ma sens, przy założeniu, że politycy nie doprowadzą do paniki na rynku walutowym.