Politycy zdominowali media
Polski rynek telewizyjny zaczyna być systemem domkniętym, nad którym sprawczą kontrolę pełni jeden obóz polityczny. Ciężko na nim znaleźć uczciwego nadawcę. Tak twierdzi Waldemar Gasper, prezes zarządu Telewizji Familijnej, która od kilku miesięcy emituje na antenie Telewizji Niepokalanów ofertę programową o nazwie TV Puls.
„Puls Biznesu”: Kto trzyma rękę na Pulsie?
Waldemar Gasper: Podstawową pozycję w przedsięwzięciu o nazwie TV Puls ma nadawca, czyli Prowincja Ojców Franciszkanów. Z drugiej strony — rękę na Pulsie trzyma zarząd spółki Telewizja Familijna, w tym sensie, że odpowiada za przygotowanie oferty programowej.
„PB”: Pytałem, kto trzyma rękę na Pulsie, bo gdzieś ostatnio przeczytałem, że Wiesław Walendziak.
WG: Niestety, nie fakty poruszają ludzi, tylko opinie o nich. Istota projektu TV Puls jest oparta na założeniach, które zupełnie wykluczają partykularne traktowanie tego przedsięwzięcia. Nie wyobrażam sobie skutecznego medium komercyjnego, które traktowane byłoby instrumentalnie przez jakikolwiek układ polityczny. W ten sposób może być zaburzona podstawowa funkcja telewizji, jaką jest zaspokajanie potrzeb widzów. Spektakularnym przykładem takiej degrengolady jest TVP SA. Nadużywana do politycznej propagandy traci widzów i pieniądze. W naszym przypadku to nie jest możliwe. My nie mamy pieniędzy do stracenia.
„PB”: Czyli Puls nie jest uwikłany politycznie?
WG: Nie jest. Ale to nie znaczy, że nie mamy swojej misji...
„PB”: Politycznej...
WG: Nie. Misji wynikającej z tego, kto jest właścicielem koncesji. Jest to instytucja kościelna i ma swoją misję publiczną. TV Puls jest telewizją katolicką, której nadawca, ze względu na swój podstawowy ewangelizacyjny cel, jak ognia obawia się partykularyzmu politycznego. Przecież katolicy głosują na AWS, UW, Platformę, PSL, polityków związanych z SLD. W wyborach prezydenckich ponad 50 proc. Polaków głosowało na Aleksandra Kwaśniewskiego, a ponad 80 proc. z nich przyznawało się do katolicyzmu. W związku z tym to upolitycznienie, o które nas wszyscy posądzają, nie może być motywem działania tej telewizji, właśnie dlatego, że kwestionowałoby jej misję.
„PB”: Ale udziałowcy spółki Telewizja Familijna, czyli KGHM, PKN Orlen, PSE, PZU czy Prokom, też są raczej kojarzeni z prawą stroną polskiej sceny politycznej.
WG: Później niektórzy z nich mogą być kojarzeni z lewą. Spośród udziałowców Telewizji Familijnej, w PKN i PSE do dzisiaj pakiet kontrolny posiada Skarb Państwa, podobnie będzie jeszcze przez pewien czas z PZU. W przypadku KGHM i Prokomu tak nie jest.
„PB”: Czy nie obawia się Pan, że po wyborach parlamentarnych, któryś z udziałowców zmieni opcję polityczną i wycofa się?
WG: Nie można tego wykluczyć. Należy to traktować jako prawdopodobne tylko pod warunkiem, że ktoś wywrze bardzo silny nacisk polityczny na władze tych spółek.
„PB”: Ale to chyba nie jest problem.
WG: Nie wiem jak będzie na pewno. Obserwując zachowania niektórych polityków SLD spodziewam się, że będą zainteresowani utrudnianiem funkcjonowania TV Puls. Ale jednak działa coś takiego jak kodeks spółek handlowych i w jego świetle żaden z akcjonariuszy nie może działać na szkodę spółki. Po drugie — jest to wbrew logice inwestycyjnej. Żadna normalna spółka nie wycofa się, bez nacisków, z branży, która rozwija się tak prężnie, jak rynek medialny w naszym kraju. Przypomnijmy, że w 2000 r. jego wartość wyniosła około 1 mld USD. Jest jeszcze trzeci aspekt. Nowa oferta programowa pod nazwą Telewizja Puls ma być alternatywą wobec braku realnego pluralizmu w polskim systemie mediów. Chodzi mi głównie o najsilniejsze obecnie medium, jakim jest telewizja. To właśnie z niego zdecydowana większość Polaków na poziomie mniej więcej 80 proc. czerpie swoją wiedzę o sferze publicznej, społecznej i kulturowej Polski. Niestety, to najsilniejsze medium staje się po 10 latach polskiej demokracji podobne do tego sprzed 1989 r. System telewizyjny zaczyna być systemem zamkniętym, nad którym sprawczą kontrolę pełni jeden obóz polityczny i jedna opcja ideowa.
„PB”: Co w związku z tym?
WG: Utrudniona jest realizacja misji publicznej , i nie tylko, telewizji w formie takiej, jak ją zapisano w obowiązującej ustawie o radiofonii i telewizji. A polega ona, przypomnijmy, m.in. na upowszechnianiu kultury narodowej oraz podawaniu rzetelnej i pełnej informacji na temat życia publicznego. A przecież telewizja musi być uczciwa.
„PB”: Czy w Polsce nie ma uczciwej telewizji?
WG: To nie jest kwestia indywidualnej uczciwości, ale kształtu całego systemu medialnego. Wystarczy prześledzić to, co się dzieje w TVP, przyjrzeć się zaskakującej nominacji na szefa agencji informacyjnej w Polsacie i spojrzeć na pewne zaburzenia w funkcjonowaniu TVN w wymiarze informacyjnym, to widać wyraźnie, że istnieje w tych mediach obszar, który jest zastrzeżony dla konkretnej opcji politycznej i ideowej. Z drugiej strony — ostatnio dużo mówi się o tym, że dziennikarze powinni być niezależni, co sprowadza całą sprawę pluralizmu w mediach do kwestii ich osobistej odpowiedzialności.
„PB”: Czy Pan się z tym nie zgadza?
WG: Uważam, że dziennikarze powinni być przede wszystkim uczciwi. Nie sądzę, żeby na świecie istniał dziennikarz, który jest niezależny od swoich wyborów światopoglądowych czy sympatii. Niezależność dziennikarzy polega na tym, że mogą w danym medium pracować lub nie. Dlatego istotne jest, żeby istniały media o różnych profilach. Czasem ludzie idą na kompromisy, ale od kompromisów dziennikarzy dużo groźniejsze są kompromisy zawierane przez ludzi, którzy tworzą system medialny w naszym kraju. Dlatego ważne jest, żeby wszyscy członkowie KRRiTV zachowywali się autonomicznie, rozumiejąc, że ustrój medialny powinien być tworzony ponad politycznymi podziałami.
„PB”: Skoro już jesteśmy przy radzie, to proszę wyjaśnić na czym polegają wasze problemy z tą instytucją. Nie chce się zgodzić na zmianę nazwy, nie chce wam przyznać nowych częstotliwości, nie chciała zwiększyć limitu czasu reklamowego...
WG: Zacznijmy od pierwszej kwestii. W połowie lat 90. powstała spółka o nazwie Ponadregionalna Telewizja Puls, wystartowała w procesie koncesyjnym na częstotliwości w Łodzi i nie uzyskała koncesji. Od tamtej pory w zasadzie nie prowadziła jakiejkolwiek działalności gospodarczej. Tymczasem nazwa Telewizja Puls została zastrzeżona zimą 2000 r. w urzędzie patentowym przez oo. Franciszkanów.
„PB”: Łódzka telewizja tego nie zrobiła?
WG: Nie. Podjęła takie próby dopiero po naszym starcie. Na tym tle zaistniał konflikt, ale organem kompetentnym do tego, żeby rozstrzygać wszelkie spory, związane z nazwą i znakiem towarowym nie jest KRRiTV, ale Urząd Patentowy, który sprawę rozstrzyga w sposób jednoznaczny. Wykonaliśmy wszelkie czynności prawne, których powinien dokonać nadawca i zgodnie z prawem powinniśmy otrzymać wpis do koncesji o zmianie nazwy. Myślę, że wkrótce tak się stanie.
„PB”: Jaka jest szansa, że dostaniecie nowe częstotliwości?
WG: Myślę, że bardzo duża. Nie istnieją jakiekolwiek przesłanki formalne, abyśmy ich nie dostali.
„PB”: Chyba jednak istnieją, bo ostatnie decyzje rady w tej kwestii były negatywne.
WG: Ostatnie decyzje KRRiTV świadczyły, że niektórzy jej członkowie nie stosowali w naszym przypadku obiektywnych kryteriów.
„PB”: Co z limitami reklam?
WG: Odmawiano nam zwiększenia ich z 2 proc. posiadanego czasu antenowego do 15 proc.
„PB”: Dlaczego?
WG: Rada nie była w stanie przez miesiąc uzasadnić swojej decyzji. W końcu dotarło do nas uzasadnienie, sprzeczne z obowiązującą ustawą o radiu i telewizji, kodeksem postępowania administracyjnego i Konstytucją. Reasumując, od tych decyzji rady Prowincja Franciszkanów się odwołała i nasze argumenty zaakceptowano.
„PB”: Czy te 2 proc. wypełnione było w 100 proc. reklamami?
WG: Tak. Nawet mieliśmy minimalne przekroczenia. Ale staramy się nie dawać radzie pretekstów do używania argumentu, że działamy niezgodnie z koncesją.
„PB”: Myśli Pan, że dacie radę wypełnić 15 proc.?
WG: Nie znam nadawcy, który byłby w stanie zawsze wypełniać całe 15 proc.
„PB”: Czy w Telewizji Puls istnieje kodeks etyczny, dotyczący emisji reklam?
WG: Tak. Na pewno nie będziemy promowali środków antykoncepcyjnych itd. To wynika z naszej misji. Nie będziemy też promowali eutanazji.
„PB”: Może poda Pan bardziej realne przykłady. Jakie współczesne reklamy spotkałyby się w Pulsie z zakazem emisji?
WG: Przyznam się, że ostatnio raczej nie widziałem takich reklam. Na razie emitujemy wszystkie spoty, które do nas docierają.
„PB”: Nie obawiacie się, że ze względu na swój unikalny charakter, nazwijmy go komercyjnym katolicyzmem, będziecie omijani przez domy mediowe?
WG: Wręcz odwrotnie. Jeżeli będziemy konsekwentni w tym, co robimy i stworzymy wyrazistą markę, to TV Puls stanie się niezłą gratką dla ogromnej części budżetów reklamowych w tym kraju.
„PB”: Ile czasu wam potrzeba, żeby jak równy z równym konkurować z TVN i Polsatem?
WG: Wszystko będzie zależało od KRRiTV. Czy będzie chciała realizować zapisy ustawy o radiofonii i telewizji, czy nie. Jeżeli tak, to gdzieś w okolicach 2004 roku ta telewizja będzie konkurentem np. dla TVN. W oparciu o częstotliwości, które obecnie posiadamy, do realizacji interesu finansowego inwestorów powinniśmy uzyskać od 6 do 8 proc. oglądalności i 6 proc. rynku reklamy. Przyjęliśmy ostrożne założenie, że osiągniemy to w 2003 r.
„PB”: Nie widzi Pan tutaj jakichś ograniczeń finansowych?
WG: W jakim sensie?
„PB”: Na przykład zabraknie wam pieniędzy.
WG: Kapitał inwestycyjny na nową ofertę programową i technologię emisyjno-nadawczą telewizji ojców Franciszkanów był, w momencie uzyskiwania przez nas koncesji, kilkakrotnie większy niż w analogicznym momencie Polsatu i dużo większy niż TVN. Wielokrotnie słyszę pytania: czy zabraknie wam pieniędzy? Sądzę, że będzie ich potrzeba więcej, tak jak potrzeba było nowych inwestycji Polsatowi i TVN. Ale myślę, że w razie potrzeby jesteśmy w stanie stworzyć sobie dogodne możliwości finansowania. Badamy przebiegi finansowe spółki na 2-3 lata wprzód. Pracujemy nad tym, żeby zagwarantować sobie finansowanie pomostowe w momentach, kiedy będzie trudniej. Negocjujemy z inwestorami szeroko pojętej branży telewizyjnej i z dużym spokojem spoglądamy w przyszłość.