Dziś oczy inwestorów na całym świecie zwrócone będą za ocean, gdzie wieczorem naszego czasu Fed poinformuje o decyzji w sprawie stóp w USA. Kilka godzin wcześniej podobną decyzję podejmie Rada Polityki Pieniężnej (RPP). Oczekiwania większości analityków są zgodne: w USA dojdzie do kolejnej obniżki, a w Polsce stopy się nie zmienią.
Pozmieniało się
Kilka miesięcy temu przewidywania
inwestorów co do kierunku polityki monetarnej największych banków centralnych
były jednak inne niż dzisiaj.
— Na początku roku rynek spodziewał się utrzymania zarówno amerykańskich, jak i europejskich stóp procentowych na wysokich poziomach. Na przełomie lipca i sierpnia, na skutek obaw o kryzys w USA, inwestorzy zrewidowali prognozy i zaczęli się liczyć z obniżkami stóp. W Eurolandzie notowania FRA, obrazujące nadzieje co do przyszłych stóp procentowych, rosły do września. Od tego czasu spadają, w ślad za złagodzeniem retoryki europejskich władz monetarnych — przypomina Marcin Mrowiec, ekonomista Banku BPH.
Czy powinniśmy się zatem nastawić na kolejne podwyżki stóp w Polsce?
— Spodziewamy się ich w listopadzie, styczniu i kwietniu. Stopy wzrosną łącznie o 75 pkt bazowych — do 5,5 proc. W tym czasie stopy w strefie euro i USA (po dzisiejszej obniżce) pozostaną stabilne — przewiduje Iwona Pugacewicz-Kowalska, ekonomistka Banku Handlowego.
A taka sytuacja może oznaczać dalsze umacnianie — już dziś boleśnie silnego dla eksporterów — złotego.
— Nadzieje związane ze wzrostem stóp w połączeniu z fundamentami naszej gospodarki powodują, że złoty staje się coraz mocniejszy. I poziom 3,6 zł za euro wcale nie musi być najniższy. Prawdopodobne jest 3,5 zł — uważa Marcin Bilbin, analityk Pekao.
Gusta rynku
Zdaniem Iwony Pugacewicz-Kowalskiej,
bardzo ważnym czynnikiem wspierającym złotego jest polityka i związane z nią
nadzieje inwestorów.
— Dziś ważniejsze od wysokości stóp procentowych jest to, kto zostanie ministrem finansów, jaka będzie polityka budżetowa czy termin przystąpienia do strefy euro. Jeśli odpowiedzi na te pytania spodobają się rynkowi, umacnianie złotego będzie kontynuowane. Według naszych prognoz, pod koniec przyszłego roku za euro płacić będziemy 3,56 zł — uważa ekonomistka Banku Handlowego.
Wysokie stopy korzystne dla złotego (zachęcają do inwestowania w nasze obligacje), w połączeniu z nadziejami na politykę gospodarczą nakierowaną na szybkie wejście do Eurolandu, mogą się skończyć jeszcze większym apetytem na złotego i kolejnymi rekordami jego mocy.
Marcin Mrowiec kreśli dużo bardziej optymistyczny dla eksporterów scenariusz.
— Jeśli złoty pozostanie w najbliższych miesiącach silny, może wpłynąć na złagodzenie oczekiwań związanych z podwyżkami stóp, bo sam wykona część pracy za RPP, ograniczając inflację. Poza tym spodziewam się, że nastroje amerykańskich inwestorów, wraz z rewidowanymi w dół prognozami dotyczącymi tamtejszej gospodarki, będą się pogarszały, co wpłynie na wzrost awersji do ryzyka. To, w połączeniu z narastającym deficytem obrotów bieżących (m.in. spowodowanym przez silnego złotego), spowoduje, że kurs EUR/PLN wróci do poziomu 3,7-3,8, który będzie kursem równowagi na najbliższe kilkanaście miesięcy — uważa Marcin Mrowiec.