Polityka globalna zlikwiduje ryzyko chaosu

Tony Blair
opublikowano: 2006-03-29 00:00

Jeśli nie wyrazimy jasno wspólnej polityki globalnej, opartej na wspólnych wartościach, ryzykujemy chaos. Jej konsekwencją jest polityka zaangażowania, a nie izolacji, polityka aktywna, a nie tylko reagująca na działania innych.

Pewne zamieszanie wzbudza to, że zarówno jej zwolennicy, jak i przeciwnicy wywodzą się ze wszystkich stron sceny politycznej. Za neokonserwatywny na przykład uważa się pogląd popierający szerzenie demokracji na całym świecie, tymczasem także na prawicy są głosy, że to pomysł niebezpieczny i złudny, że jedyne, co ważne, to bezpośredni interes narodowy. Niektórzy progresywiści postrzegają interwencję jako humanitarną i konieczną, inni twierdzą, że to, co dyktatorzy robią ze swoimi obywatelami — jeśli nie zagrażają bezpośrednio naszym — to jest „ich sprawa”.

Debata na temat światowego handlu wepchnęła wszystkie strony politycznego spektrum w orgię politycznych przebieranek. Nastroje protekcjonistyczne kwitną na lewicy, na prawo natomiast wzywa się do „ekonomicznego patriotyzmu”. Jednocześnie pewne głosy — i z lewa, i z prawa — uzasadniają nawoływania do wolnego handlu względami sprawiedliwości, a nie tylko korzyściami handlowymi.

Uważam, że prawdziwy podział przebiega między tymi, którzy chcą, by „sklep był otwarty”, a tymi, którzy chcą, by był zamknięty; tymi, którzy wierzą, że długofalowy interes państwa wymaga, aby było ono zaangażowane, aktywne, a tymi, którzy uważają, że na krótką metę koszty takiej polityki i wynikających z niej decyzji są zbyt bolesne. Podział ten pobrzmiewa nie tylko w debacie o polityce zagranicznej i handlu, ale także o imigracji.

TONY BLAIR, premier Wielkiej Brytanii