Po szumnej odsłonie obiecujących założeń naprawy systemu podatkowego, rząd ujawnionymi szczegółami rozczarował wszystkich zainteresowanych. Zapowiedzi „naprawy o charakterze systemowym” okazały się grubo przesadzone.
Pamiętamy też, że minister finansów objęła tekę z programem niezwłocznego, skutecznego i dla wszystkich odczuwalnego obniżenia kosztów pracy. Do kosztów tych zaliczamy głównie ZUS i podatki, tak więc tu należało się spodziewać działań „obniżających”.
Tymczasem przekonujemy się po raz kolejny, że polityka i meteorologia to zajęcia pokrewne. Resort finansów zachował się jak rasowy synoptyk. Najpierw zapowiedział ciąg określonych zmian, następnie zaoferował wiele zmian zupełnie odwrotnych po to, żeby na końcu uśmiechnąć się do narodu z rozbrajającym: „A miało być słonecznie”.
Jakże traktować wypracowaną ze związkami zawodowymi koncepcję ograniczenia samozatrudnienia i przeniesienia wszystkich tzw. freelancerów z powrotem na poziom maksymalnego ZUS i PIT? Czy władze zdają sobie sprawę, jakiego rzędu zwiększenie kosztów pracy odczuje przez to cała gospodarka? Komu służyć ma to „solidarne” równanie do dołu?
Zarzut, spowodowanej nadużywaniem formuły samozatrudnienia, szkodliwej konkurencji na rynku pracy jest całkowicie chybiony. Jeśli osoba fizyczna godzi się ryzykować i zostaje przedsiębiorcą (ryzyko wynikające z niższej ochrony socjalnej, ryzyko ekonomiczne i podatkowe wynikające z prowadzenia własnej działalności etc.), jeśli godzi się przejąć na siebie trud administracyjny, który w innym wypadku spoczywałby na pracodawcy, to czyż nie jest to uprawniona i pożądana konkurencja na rynku pracy?
Zmuszanie pracowników do przechodzenia na działalność gospodarczą jest nadużyciem i powinno być ścigane, natomiast konstytucyjnie zagwarantowana swoboda kontraktowania nie powinna zawierać ograniczeń dla zawierania umów o świadczenie usług. A już na pewno żadnych ponad te, które są.
Mamy przecież restrykcyjne przepisy zakazujące korzystania z 19-procentowego podatku liniowego przy świadczeniu usług na rzecz obecnego lub byłego pracodawcy. Liberalizując system kosztów pracy, należałoby raczej znieść i to ograniczenie.
Niestety jest to tylko pobożne życzenie miłośnika słonecznej pogody — słonecznej przynajmniej dla pracodawców i samozatrudnionych. Zamiast tego czeka nas deszcz dla wszystkich.
Wojciech Sztuba, partner, TPA Horwath Sztuba Kaczmarek Spółka Doradztwa Podatkowego