Zbliżająca się sesja tzw. trilogów będzie miała decydujący wpływ na ostateczny kształt przepisów w sprawie rewizji uchwalonej w 2008 r. dyrektywy dotyczącej jakości powietrza (AAQD – Ambient Air Quality Directives). Komisja Europejska zaproponowała rewizję tych przepisów, gdy we wrześniu 2021 r. Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała nowe rekomendacje dotyczące maksymalnych poziomów stężeń zanieczyszczeń powietrza – pyłów, tlenków azotu, tlenków węgla, dwutlenku siarki, ozonu. Badania WHO wykazały, że obowiązujące standardy – średniorocznie stężenie 25 μg/m3 dla PM2.5 (pyłu zawieszonego o średnicy 2,5 mikrometra) czy 40 μg/m3 dla NO2 – są zupełnie nieadekwatne do limitów bezpiecznych dla zdrowia (odpowiednio 5 μg/m3 i 10 μg/m3).
Pokusa dla decydentów
Podczas gdy Parlament Europejski zagłosował za pełnym uwzględnieniem rekomendacji WHO do norm jakości powietrza UE do 2035 r., Rada Europejska wprowadziła odstępstwa umożliwiające opóźnienia we wdrażaniu przepisów aż do 2040 r. dla krajów o PKB niższym od średniej europejskiej, z Polską włącznie.
Organizacja pozarządowa HEAL (Health and Environment Alliance) ostrzega, że jeśli zaproponowany przez Radę Europejską zapis o możliwości 10-letnich odstępstw od wprowadzenia w życie nowych norm jakości powietrza przełoży się na oficjalne stanowisko decydentów, będzie to dramatyczne w skutkach. Z danych organizacji wynika, że opóźnienia we wdrażaniu przepisów mogą przynieść dodatkowe 87 683 przedwczesne zgony w Polsce i dodatkowe 300 tys. w innych krajach Unii Europejskiej.
Ponieważ Polska zmaga się z wysokimi poziomami zanieczyszczeń, w przyszłości może mieć także najwyższe koszty zdrowotne w Europie, jeśli nie zostaną wprowadzone skuteczne działania. Z raportu przygotowanego dla Europejskiej Komisji Gospodarczej UNECE w 2020 r. wynika, że zanieczyszczenie powietrza w Polsce generuje co roku koszty sięgające 10 proc. PKB. Zgoda na derogacje to przyzwolenie na ponoszenie tych kosztów aż do 2040 r.
– Aktualna polityka z zakresu ochrony środowiska – mówię tu przykładowo o uchwałach antysmogowych – zakłada, że Polska spełni ich założenia do 2030 r. Zgoda na derogację w zakresie europejskiej dyrektywy AAQD pokazuje, że Polska zgadza się również na niezrealizowanie regulacji, które są aktualnie częścią polskiego prawa. Słychać też głosy, że inne kraje próbują nic nie robić, posługując się Polską, która jest na samym dole Europy w kwestii zanieczyszczeń powietrza i zakładając, że nie spełni założeń dyrektywy – komentuje Łukasz Adamkiewicz, prezes Fundacji Europejskie Centrum Czystego powietrza.
Można tego uniknąć
Przedstawiciele ministerstw środowiska mają szansę wykreślić z tekstu dyrektywy możliwość stosowania odstępstw i przedstawić Parlamentowi Europejskiemu projekt zgodny z zaleceniami naukowymi. Ostatnie spotkanie w ramach trilogów, które odbędzie się w drugiej połowie lutego, będzie ostatnią okazją do podjęcia takiej decyzji.
– Jeżeli dyrektywa dopuści 10-letnie derogacje, sytuacja związana z ochroną jakości powietrza będzie zła, ale jest pewna nadzieja. Kraje członkowskie mogą uchwalać przepisy ambitniejsze niż przewiduje prawo unijne i oczywiście nie stosować się do odstępstw. Aby tak się stało, potrzebny jest jednak wzrost świadomości społeczeństwa i decydentów, żeby podejmować decyzje najlepsze z punktu widzenia zdrowia publicznego. Należy pamiętać, że Polska wciąż pozostaje krajem o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w Unii Europejskiej, więc tempo działań ma dla nas szczególne znaczenie. Nadzieją jest także to, że Polacy już systematycznie odchodzą od spalania węgla, wymieniają źródła ciepła na bardziej przyjazne dla środowiska. Przejście na niskoemisyjne, odnawialne źródła energii, wprowadzenie stref czystego transportu i przyspieszenie transformacji energetycznej to działania, które dają szansę na uniknięcie najgorszych scenariuszy – komentuje Weronika Michalak, dyrektorka HEAL Polska.


