Dokręcanie śruby strefom i inwestorom nie pozbawia ministra finansów optymizmu w prognozowaniu PKB.
Gospodarka w 2010 r. może rosnąć w tempie 3,5 proc. — szacuje Jacek Rostowski, minister finansów.
— Wydaje się, szczególnie po bardzo dobrym majowym wyniku produkcji przemysłowej, że wzrost gospodarczy na poziomie 3,5 proc. jest na pewno osiągalny — stwierdził wczoraj minister.
To dość optymistyczna prognoza w porównaniu z zapowiedziami rynkowymi. Większość ekonomistów w instytucjach finansowych zakłada obecnie tegoroczny wzrost gospodarczy w okolicy 3 proc.
— Zakładamy dynamikę PKB na poziomie 3,2 proc. Nie jesteśmy tak optymistyczni, jak minister Rostowski — mówi Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego.
Wśród innych banków ING i tak ma jedną z najwyższych prognoz. Podobną ma BZ WBK (3,2 proc.), Bank BPH (3,1 proc.) i Raiffeisen Bank (3 proc.). Największymi pesymistami są natomiast ekonomiści banku Pekao, którzy spodziewają się wzrostu PKB o 2,6 proc.
Jeśli sprawdziłby się jednak scenariusz kreślony przez ministra finansów, byłby to spory zysk dla budżetu państwa. Założenia, na których skonstruowany został plan dochodów, zakładał zaledwie 1,2-procentowy wzrost gospodarczy (konserwatywne założenie pełni zwykle funkcję buforu bezpieczeństwa). Wyższy wzrost — wypracowany przez firmy — może więc przynieść budżetowi dodatkowe kilka miliardów zł.
— Wpływ lepszego wzrostu PKB na dochody państwa trudno jest dokładnie policzyć, bo istotna jest struktura tego wzrostu. Wydaje się jednak, że ten czynnik może zwiększyć dochody nawet o 5-6 mld zł — szacuje Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.
Oprócz tego na korzyść budżetu będzie działać wyższa od założonej inflacja, większe dywidendy spółek skarbu państwa i zysk Narodowego Banku Polskiego. Ekonomiści szacują, że dzięki temu deficyt mógłby być niższy o około 10 mld zł od zakładanych 52,2 mld zł. Z tej rezerwy będzie jednak finansowane usuwanie skutków powodzi.