
Restomodding to rodzaj tuningu. Jest, rzec by można, kontrapunktem dla wiernie odrestaurowanego oldtimera, w przypadku którego liczy się szczegółowe oddanie tego, co autor miał na myśli. Im bliżej oryginału, tym lepiej – i to tę wierność najbardziej cenią wielbiciele starych aut. Wierność, rzecz jasna, dotyczy nie tylko formy, lecz także treści. Odbudowane auto ma nie tylko wyglądać jak oryginał, ale i tak samo jeździć. Stąd nie tylko lakier czy tapicerka mają być identyczne jak onegdaj, ale również silnik, skrzynia biegów, zawieszenie i wszystkie inne elementy mechaniczne.
Nowoczesne radio? A skąd! Systemy bezpieczeństwa? Broń Boże. Zatem jeśli mówimy o odbudowanym klasyku z lat 50. ubiegłego stulecia, możemy zapomnieć o takich gadżetach jak ABS, ESP, system multimedialny, a często również o wspomaganiu kierownicy czy hamulców i bezwładnościowych pasach bezpieczeństwa (nierzadko również o samych pasach). Ma być jak było i to jest celem odbudowy. A jeżeli podobają ci się klasyczne auta, ale nie podoba ich wygoda czy prowadzenie, restomodding jest właśnie dla ciebie. Łączy stare i nowe. Klasyczny dizajn z nowoczesnym komfortem, wydajnością i niezawodnością. USA jest rynkiem, na którym tak budowane samochody są najbardziej popularne. Jak to wygląda w praktyce? Zainteresowanym polecam sprawdzić np. ofertę amerykańskiej spółki Icon (www.icon4x4.com).
Współczesna i na czasie

Po co ta opowiastka o jednym z rodzajów tuningu? Bo to on zainspirował Piotra Krzyczkowskiego do ponownego sprowadzenia na polskie ulice kultowego skutera – Osy.
Oryginalna Osa była produkowana przez Warszawską Fabrykę Motocykli (WFM) w latach 1959–65 i napędzał ją jednocylindrowy, dwusuwowy silnik chłodzony powietrzem.

Nowa Osa powstaje w założonej przez Piotra Krzyczkowskiego Warszawskiej Fabryce Elektryków (WFE). Zgodnie z zasadami restmoddingu przypomina protoplastę wyłącznie wizualnie. Reszta to współczesna technologia i interpretacja oryginału. Współczesna i na czasie – bo elektryczna.

Osa otrzymała oznaczenie modelowe WFE M50e i elektryczny silnik o mocy 4,1 KM. Może się rozpędzić do 45 km/h (może być więc używana z prawem jazdy kategorii AM). Zasięg w zależności od pojemności baterii ma wynieść 75 lub 150 km. WFE M50e może mieć baterię o pojemności 1,92 kWh (40 Ah) lub większej – 3,74 kWh (78 Ah). Pierwsza ma być wyjmowalna, druga zamontowana na stałe. Producent nie ujawnił cen. Zapewnił jednak, że WFE M50e będzie tańszy od elektrycznego skutera Vespa (model Elettrica), a ten w wersji rozpędzającej się do 45 km/h kosztuje 34,5 tys. zł.
Skuter spersonalizowany

Co jeszcze wiemy o elektrycznej Osie? Między innymi to, że baterię (ogniwa) wyprodukował LG Chem, że czas ładowania wynosi od 4 do 8 godzin. Silnik, licznik, oświetlenie, hamulce wytwarzane są w Chinach. Osa waży 85 lub 95 kg (w zależności od pojemności baterii). Czym chce się wyróżnić na rynku?
Tym, że jest składana ręcznie oraz szeroką możliwością personalizacji. Od wyboru koloru po indywidualne elementy wykończenia skutera. Za dodatkową opłatą klienci będą mogli zastrzec wygląd, gwarantując sobie niepowtarzalność pojazdu.
Pierwszy egzemplarz już 30 czerwca trafił do nabywcy. Na większą produkcję przyjdzie jednak poczekać do przyszłorocznego sezonu, czyli mniej więcej do kwietnia 2024 r. Czy taka elektryczna restmodowa koncepcja przyjmie się na polskich ulicach? Wiele zależy od ceny (tę poznamy w najbliższych dniach), jakości (tę poznamy po pierwszych kilometrach na grzbiecie osy) i możliwości produkcyjnych. Firma deklaruje, że na obecnym etapie jest w stanie produkować cztery pojazdy miesięcznie. Aktywnie jednak szuka inwestora, bo dzięki jego pieniądzom będzie mogła zwiększyć możliwości produkcyjne.

