Polska zmodyfikowała żądania połowowe

Mira Wszelaka
opublikowano: 2002-02-11 00:00

Polska wycofa się z wniosku o pięcioletni okres przejściowy w dostępie unijnych kutrów do polskiej strefy połowowej. W zamian chce wystąpić o ochronę czasową dla wybranych akwenów wodnych w celu odnowienia narybku. Nowe stanowisko trafi do Brukseli na początku marca.

Na drodze do zamknięcia rozdziału o rybołówstwie w negocjacjach z Unią Europejską pozostało rozstrzygnięcie jedynego drażliwego problemu, jakim jest dostęp unijnych kutrów do polskiej strefy połowowej. Do tej pory jest to w zasadzie jedyny problem, który blokuje zamknięcie rozmów z UE w tym obszarze. Jednak zdaniem Jerzego Pilarczyka, wiceministra rolnictwa odpowiedzialnego za negocjacje z UE w rybołówstwie, oraz pełnomocnika rządu ds. bezpieczeństwa żywności, rozwiązanie problemu i tym samym zamknięcie negocjacji jest już bardzo blisko.

— Po rozmowach z rybakami i przetwórcami rybnymi doszliśmy do wniosku, że obrona dotychczasowych postulatów nie będzie możliwa. Wniosek był źle umotywowany, bo ograniczenia w połowach na naszych strefach miały chronić przed masowymi połowami dużych jednostek (powyżej 30-metrowych, o napędzie 611 kW), ale wyłącznie unijnych armatorów. Odpowiedź Brukseli była jasna. Jeżeli chcecie chronić strefę przed przetrzebieniem, to powinno to dotyczyć wszystkich, także dziewięciu polskich kutrów, które przekraczają te parametry — wyjaśnia Jerzy Pilarczyk.

Dlatego po konsultacjach z rybakami i przetwórcami negocjatorzy zdecydowali się na zmianę stanowiska.

— Zgodnie z ustaleniami Polska wycofa się z wniosku o pięcioletni okres przejściowy w dostępie do zasobów, ale jednocześnie wystąpi o czasową ochronę wybranych akwenów w czasie tarła i dorastania narybku. Ma to uchronić zasoby Bałtyku przed przetrzebieniem stad i połowem najmniejszych sztuk z przeznaczeniem na pasze przemysłowe, czyli tzw. mączkę rybną. Zakaz połowów w tych strefach będzie dotyczyć wszystkich graczy. Jednak aby przekonać Brukselę do naszego wniosku, będziemy musieli dokładnie podać ilość i wielkość akwenów oraz gatunków ryb, które chcemy chronić. Całą dokumentację wraz z uzasadnieniem w trybie pilnym przygotowują naukowcy z Morskiego Instytutu Rybackiego oraz Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni — tłumaczy wiceminister.

Zmianę stanowiska negocjatorzy zaprezentują Szwecji i Danii — krajom, których przede wszystkim dotyczy ten problem.

— Ze wstępnych rozmów wynika, że nasze nowe propozycje wychodzą naprzeciw oczekiwaniom zarówno Sztokholmu, jak i Kopenhagi, gdyż są zgodne z zasadą, że wszystkie podmioty byłyby traktowane równo — podkreśla wiceminister.

Zmodyfikowane stanowisko najpierw musi trafić pod obrady Komitetu Integracji Europejskiej, a później znaleźć akceptację rządu. To jednak wydaje się jedynie formalnością. Na początku marca nowe stanowisko trafi do Brukseli.

Zarówno rybacy, jak i negocjatorzy mają też nadzieję, że takie postawienie sprawy pozwoli UE potraktować finansowe aspekty członkostwa rybaków nie gorzej niż obecnych członków Unii.

— Rybacy czekają na określenie warunków wykonywania zawodu. Chcą wiedzieć, ile kutrów musi zostać wycofanych oraz jakie środki zostaną przeznaczone na rekompensatę z tego tytułu. Rybacy chcą do Unii, bo wiedzą, że bez tego nie będzie pieniędzy na restrukturyzację sektora — mówi Jerzy Pilarczyk.

Zdaniem resortu, na całą politykę rybacką Polska będzie potrzebować około 200-250 mln zł.

— Ponieważ pieniędzy tych nie uda nam się pozyskać z budżetu, liczymy na unijne środki z funduszy strukturalnych oraz być może te, które wcześniej trafią do nas z programu wspierającego rolnictwo i rybołówstwo SAPARD — wyjaśnia wiceminister.