Polski hub z zagranicznym napędem

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2016-12-04 22:00

Volkswagen i Mercedes, a także Fiat, Toyota, General Motors... Co gigantów przemysłu motoryzacyjnego ciągnie do Polski? I jak ich inwestycje wpłyną na naszą gospodarkę, innowacyjność, rynek pracy?

Dobrze było już w zeszłym roku, kiedy polski przemysł motoryzacyjny osiągnął obroty ponad 120 mld zł, a wartość eksportu (głównie części i podzespołów aut) wyniosła 10,5 mld dolarów, co było tylko cztery razy gorszym wynikiem niż amerykański. Dobrych wieści dla krajowej motobranży jest coraz więcej. Ostatnio nie ma niemal tygodnia, w którym nie mówiłoby się o inwazji międzynarodowych koncernów.

VW z Wielkopolski.
VW z Wielkopolski.
Pod koniec października Volkswagen otworzył pod Wrześnią fabrykę, w której znajdą pracę 3 tys. osób. Zakład będzie produkował rocznie 100 tys. samochodów dostawczych.

Wysyp inwestycji

Volkswagen dopiero co otworzył we Wrześni w Wielkopolsce fabrykę, która kosztowała 800 mln euro (3,5 mld zł). Ten kolejny polski zakład niemieckiej firmy jest największą zagraniczną inwestycją w Polsce. Będzie z niego wyjeżdżało rocznie 100 tys. aut dostawczych. Obiekty produkcyjne zajmują 220 ha, tyle, ile 300 boisk piłkarskich. Znajdzie tam pracę 3 tys. osób.

— Firma sprostała podwójnemu wyzwaniu: stworzyła jednocześnie wybitnego transportera i nowoczesne miejsce pod jego produkcję — nie ukrywa satysfakcji dr Eckhard Scholz z zarządu Volkswagen Samochody Użytkowe. Gruszek w popiele nie zasypia też Toyota Motor Europe, która w październiku ogłosiła, że w Wałbrzychu zacznie wytwarzać przekładnie do napędów hybrydowych (2018 r.), a w Jelczu-Laskowicach dwa silniki benzynowe — o pojemności 1,5 (2017 r.) i 2,0 l (2019 r.). Wymaga to rozbudowy obu dolnośląskich fabryk. Przedsięwzięcia te pochłoną około 650 mln zł. Tym samym pula inwestycji produkcyjnych Japończyków w naszym kraju zwiększy się do ponad 4 mld zł.

— Rynek europejski ewoluuje w kierunku zwiększonego udziału pojazdów benzynowych, hybrydowych i elektrycznych. Dlatego istotne było dla nas zróżnicowanie produkcji — tłumaczy Kazunori Masuoka, prezes Toyota Motor Industries Poland w Jelczu-Laskowicach. To korzyść dla inwestora. A co zyska region?

— Zakładamy, że oba projekty stworzą minimum 100 miejsc pracy. Będzie to zależało od sytuacji rynkowej i wielkości zamówień od klientów — wskazuje Dariusz Mikołajczak, wiceprezes Toyota Motor Manufacturing Poland ds. korporacyjnych w Wałbrzychu.

Nadzieje z polskim rynkiem wiąże także Fiat Chrysler Automobiles (FCA) — rozbuduje zakład FCA Powertrain w Bielsku-Białej, by produkować tam zaawansowane technologicznie silniki do modeli fiat 500 i panda. Natomiast produkcję silników Diesla uruchomił w Tychach koncern General Motors (GM).

Od montera do lidera innowacji

Symbolem motoryzacyjnego sukcesu jest jednak Jawor, mała miejscowość na Dolnym Śląsku, gdzie Daimler AG postawi pierwszą poza Niemcami fabrykę silników do samochodów osobowych Mercedes. Warta 0,5 mld euro inwestycja powstanie na terenie Dolnośląskiej Strefy Aktywności Gospodarczej S3 Jawor, należącej do Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Ogłaszając zakończenie negocjacji z Niemcami, premier Beata Szydło podkreślała, że nowy zakład „będzie umiejscowiony na terenach, na których jest duże bezrobocie”. A Markus Schaefer, przedstawiciel Daimlera, informował, że w Jaworze jego firma stworzy kilkaset stanowisk pracy. Niezależnie od bezpośredniego zatrudnienia w fabryce inwestycja przyniesie także kilka tysięcy miejsc pracy w całym regionie.

— Jednym z celów, który sobie postawiliśmy, jest przyciąganie do Polski inwestycji związanych z wykorzystywaniem nowoczesnych technologii, a branża motoryzacyjna staje się hubem innowacyjności polskiej gospodarki — mówi Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju i finansów.

Rządowy plan się powiódł. Polska przestaje być jedynie europejską montownią. Koncerny przychodzą do nas z najnowszymi technologiami. Sztandarowym przykładem jest przekładnia hybrydowa, która będzie produkowana w wałbrzyskiej fabryce Toyoty. To najważniejszy element nowoczesnego napędu uważanego za motoryzacyjną przyszłość Europy. Dlatego dotychczas firma wytwarzała go wyłącznie w zakładzie w Japonii. Producent szacuje, że za cztery lata połowa aut, które sprzedaje na Starym Kontynencie, będzie napędzana układem hybrydowym. Dziś udział hybryd w europejskiej sprzedaży Toyoty to nieco ponad 30 proc. (w 2015 r. było 24 proc.). Kolejny sukces? Na początku października wbito symboliczną pierwszą łopatę pod inwestycję LG Chem w Biskupicach Podgórnych koło Wrocławia. W drugiej połowie przyszłego roku ma tam być gotowa pierwsza w Europie fabryka baterii do samochodów elektrycznych. Koreańczycy zainwestują w nią prawie 1,3 mld zł i zatrudnią 700 fachowców. Rozpoczęcie budowy zorganizowali z rozmachem. Oprócz przedstawicieli naszego rządu i dolnośląskich samorządowców zaprosili wiceprezesów światowych potentatów samochodowych: Jaguar Land Rover, Renault, Audi, VW, BMW, Porsche. Z ich obecności zapewne bardzo zadowolony był biorący udział w uroczystości wicepremier Morawiecki, bo lubi podkreślać, że duże inwestycje są magnesem dla kolejnych inwestorów.

Wojna w regionie

Co sprawia, że Polska stała się atrakcyjnym miejscem dla światowych potęg motobranży? Jednym z powodów są wykształceni fachowcy i dużo niższe niż zachodzie Europy zarobki. Poza tym polski rząd daje korzystne ulgi wielkim zagranicznym inwestorom. Nic dziwnego. Słowacy, Czesi, Rumuni i Węgrzy — wszystkie państwa naszego regionu walczą o amerykańskie i azjatyckie motoinwestycje, a zwycięzcą zostaje zwykle ten, kto da więcej. Zmieniło się także podejście polskich urzędników — wcześniej zdawali się nie rozumieć biznesu, przez co szanse ulokowania w naszym kraju dużych inwestycji motoryzacyjnych były nikłe. Nasza biurokracja zniechęciła np. Jaguara, który wybrał Słowację.

— Ostatnio w tej sprawie coś się zmienia. Odpowiedzialni za przyciąganie inwestorów urzędnicy zaczynają lepiej liczyć i patrzeć szerzej. Efekty widoczne są niemal od razu — ogromne inwestycje Daimlera i Toyoty — zaznacza Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte Consulting. Zachętą dla międzynarodowych gigantów jest pomoc publiczna, czyli różne ulgi, zwolnienia podatkowe i inne stosowane przez rząd i samorząd zachęty obniżające koszty inwestora.

Raz jest to przygotowanie uzbrojonego terenu, innym razem — finansowanie szkolenia pracowników, jeszcze innym — gotówka. Budowę fabryki Daimlera w Jaworznie wsparto pomocą publiczną do 19 mln euro (około 80 mln zł). Ale kwota za każdym razem może być inna zależnie od tego, kto i w jakiej części kraju inwestuje. Najwyżej premiowane są przedsięwzięcia w Polsce Wschodniej, ponieważ region ten ma duże bezrobocie i jest zapóźniony gospodarczo. Światowe korporacje przyciągają głównie ulgi podatkowe w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE), których mamy 14 z wieloma filiami, czyli podstrefami. Niektóre podstrefy powstają właśnie dlatego, że międzynarodowe przedsiębiorstwo upatrzyło sobie jakiś teren. Wprawdzie w SSE działają również polskie spółki, ale 90 proc. wsparcia państwa trafia do firm zagranicznych.

— Zapewniamy klimat sprzyjający inwestycjom i świetnie wykształcone kadry. Stawiamy przy tym na aktywną rolę administracji i instytucji otoczenia biznesu. Kolejne duże przedsięwzięcia potwierdzają, że Polska cieszy się zaufaniem zagranicznych inwestorów — mówi Mateusz Morawiecki. Ale coś za coś. Najnowszy raport Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) wskazuje, że inwestycje w przemysł motoryzacyjny mają mocne przełożenie na resztę gospodarki, co zwykło się określać efektem spirali ekonomicznej. Wzrost wartości dodanej w tej branży o 1 dolara zwiększa wyniki gospodarki o 3 dolary.

Mały też skorzysta

Nie bez znaczenia jest także wpływ międzynarodowych korporacji na tzw. regionalne ekosystemy i klastry innowacji. Gdzie pojawiają się koncerny w rodzaju Fiata, Toyoty czy General Motors, tam pracownicy zdobywają nowe kwalifikacje, stają się bardziej mobilni, uczą się współpracować. Skutkuje to większą konkurencyjnością lokalnych przedsiębiorstw i naśladowaniem przez nie zagranicznych standardów. Kolejna korzyść to rozwój lokalnych firm — bez względu na sektor wokół każdego znaczącego inwestora szybko zaczyna się kręcić rzesza dostawców i kooperantów, ale to w motoryzacji siła efektu kuli śnieżnej jest w szczególnie duża. Zapewnienie zamówień tym przedsiębiorcom nierzadko owocuje wyłonieniem się kolejnych krajowych czempionów, których ambicją jest zagraniczna ekspansja, a droga do tego wiedzie przez zwiększenie zatrudnienia.

— Duże inwestycje pozytywnie wpływają na rozwój regionów, bo otwierają nowe możliwości dla małych i średnich firm, które mogą współpracować z dużymi — potwierdza Mateusz Morawiecki.