Polski wątek wielkiej afery Herbalife

AR
opublikowano: 2014-12-21 19:43

O Polaku, który zaprzyjaźnił się ze słynnym Billem Ackmanem, guru funduszów hedgingowych, pisały ostatnio niemal wszystkie znane tytuły komentujące wydarzenia na Wall Street.

Studencka historia, dziś 28-letniego, Mariusza Adamskiego, tenisisty z Poznania, pokazuje, jak świat sportu i finansów przenikają się nawzajem – a to przez przypadek windując kogoś na szczyty, a to wplątując w niebezpieczne afery. Jest też przestrogą przed tym, żeby nie rozmawiać z kolegami o tym, jak minął dzień w pracy. Nie brakuje tu też materiału na film – o pogoni za wieczną młodością starzejących się finansowych magnatów, a z drugiej strony o pogodni amatorów za blichtrem świata nowojorskiej finansjery.

Kilka miesięcy temu amerykański nadzór finansowy (SEC) oskarżył Kanadyjczyka – Jordana Peixoto i Polaka – Filipa Szymika o wykorzystanie informacji niejawnej w celu wzbogacenia się na akcjach Herbalife. Prawdopodobnie sprawa nie wzbudzałaby aż tyle zainteresowania, gdyby nie fakt, że spółka, sprzedająca odżywki proteinowe i suplementy diety w ponad 90 krajach, grała główną rolę w niejednej już aferze, którą żyła Wall Street.

Bill Ackman, szef Pershing Square
Bloomberg

Dwa lata temu, w grudniu 2012 roku, została oskarżona przez Billa Ackmana, wspomnianego "guru", o to, że zbudowała schemat biznesowy na piramidzie finansowej. Szef gigantycznego funduszu headgingowego Pershing Square, postawił wtedy 1 mld  dolarów na spadek akcji Herbalife, jak pisze Forbes. Tuż po tym, jak publicznie oskarżył spółkę o oszustwo, jej akcje zanurkowały o kilkadziesiąt procent. Dokładnie w tym samym czasie, na spadku kursu Herbalife, ponad 47 tys. dolarów zyskał też, dziś 30-letni, Jordan Peixoto. Według SEC dorobił się ich nielegalnie, wykorzystując przeciek o planach inwestora.

Śledztwo, które poza oficjalnymi organami prowadziły też niektóre gazety, m.in. The New York Times, wykazało, że Peixoto rzeczywiście wykupił opcje giełdowe Herbalife dosłownie chwilę przed aferą wywołaną oświadczeniem Billa Ackamana. Jednym telefonem do brokera młody analityk Deloitte zyskał niemałe pieniądze, ale dwa lata później nie uciekł przed oskarżeniami nadzoru.

Nie tylko on. SEC skierował zarzuty również do jego kolegi, Polaka – Filipa Szymika, który w tamtym czasie wynajmował mieszkanie w Nowym Jorku wspólnie z Mariuszem Adamskim. A ten jest kluczem do zagadki o przecieku – pracował wtedy jako analityk u Billa Ackmana i dostał zlecenie prześwietlenia Herbalife.

Nie trudno już domyślić się kulisów całej sprawy. Ciekawe jednak wydaje się być, w jaki sposób, mający dwadzieścia parę lat Polak dostał pracę, o której jego rówieśnicy mogą tylko pomarzyć.

Biznesowe angaże na kortach

Okazuje się, że dwójkę Polaków z nowojorskiego mieszkania połączył tenis - pasja, która przyniosła każdemu z nich niejeden sportowy sukces. Adamski i Szymik znali się z kortów jeszcze z czasów dzieciństwa, obaj świetnie radzili sobie w Polsce jako juniorzy. I obaj wyjechali do USA na studia, prawdopodobnie dzięki stypendiom sportowym.

Tenis otwiera wiele drzwi. „Ja cię nauczę jak inwestować, ty naucz mnie grać” – właśnie od takiej umowy zaczął się romans młodego Polaka – Mariusza Adamskiego ze światem wielkiej finansjery z Wall Street. Propozycja padła z ust nie byle kogo, bo samego Billa Ackmana, skądinąd znanego ze swojej miłości do białego sportu.

Polak, mistrz debla, który wzorował swój styl gry na Rogerze Federerze, musiał zrobić dobre wrażenie. A inwestor, zarządzający 15 mld dolarów w swoim funduszu, znany jest też z tego, że chętnie zatrudnia u siebie przypadkowych ludzi. W jednej chwili podobno dał kiedyś pracę chłopakowi, który podzielił się  z nim taksówką, innym razem – swojemu instruktorowi wędkarstwa. Ale to związki tenisa ze światem finansów, a nie wędkarstwa, sięgają znacznie głębiej niż jeden niecodzienny kontrakt zdolnego sportowca z biznesową szychą.

W maju 2012 roku Bloomberg, a więc kilka miesięcy przed aferą Herbalife, pisał o pewnym charytatywnym turnieju tenisowym, w którym wzięła udział „nadzwyczaj duża liczba grubych ryb z Wall Street”. Tenisową formą  popisywali się głównie bankierzy z Goldman Sachs, nierzadko w deblowych parach ze swoimi dorosłymi synami. Sportową klasę naprawdę windowali jednak zawodowi tenisiści - gwiazdy z reprezentacji amerykańskich uczelni, a często i tacy, którzy mieli na koncie już sukcesy w turniejach wielkoszlemowych.

W turnieju na rzecz organizacji non-profit R Baby Foundation wspierającej chore dzieci udało się zebrać ponad 100 tys. dolarów. Bloomberg napisał wtedy, że Bill Ackman grał tam w deblowym duecie z Mariuszem Adamskim – wówczas 25-letnim „numerem jeden” reprezentacji Wake Forest University (uniwersytetu w Północnej Karolinie). Dwójka poznała się trzy lata wcześniej dzięki wspólnemu znajomemu, inwestorowi, jak pisał Bloomberg cytując słowa Ackmana: „Zaproponowałem mu, że ja nauczę go biznesu inwestycyjnego, a w zamian on mnie – tenisa” – opowiadał Ackman.

Nie byle jaki staż (fundusz Pershing Squere inwestuje w wiele globalnych spółek, był m.in. znaczącym udziałowcem Burger Kinga) w zamian za pomoc w szlifowaniu forhendów i bekhendów. Oferta była uczciwa. Ale nie bezprecedensowa.

Kariery finansowe często zaczynają się na kortach. „W bankowości inwestycyjnej, musisz nastawić się na brak wolnego czasu w weekendy” – skomentował z kolei dla Bloomberga turniej Kaes Van’t Hof, inny tenisista, który w wieku 25 lat awansował na inwestora w jednym z nowojorskich funduszy, niemal prosto z kortów U.S. Open. Opowiadał też o tym, że gdy zaczynał pracę w branży, grywał sparingi kilka razy w tygodniu.

Turniej, bardziej dowcipnie, komentował też Business Insider. Portal napisał: "uprawiaj sporty, a dostaniesz pracę w funduszu hedgingowym".

Szczęśliwy powrót do Polski

Ostateczna wersja wydarzeń, ustalona przez SEC, wygląda tak: Mariusz Adamski wrócił zmęczony z pracy i mimochodem opowiedział swojemu zaufanemu przyjacielowi – Filipowi Szymikowi, jak mu minął dzień, wspominając o Herbalife. Szymik domyślił się co może planować inwestor i o wszystkim opowiedział Jordanowi Peixoto, który, jak już wiemy, z informacji skorzystał.

Adamski nigdy nie był oskarżonym w sprawie. Prawdopodobnie nie zdradził niejawnej informacji celowo. Miał powiedzieć Szymikowi, że wszytko co mu mówi na temat Pershing Square jest "tajemnicą". Z resztą, nawet Peixoto ostatecznie chciał zachować się „w porządku”. Musiał zdawać sobie sprawę z konsekwencji, ponieważ chciał poczekać aż jego opcje wygasną i w ten sposób dobrowolnie zrzec się łatwo zarobionych pieniędzy. Jego broker na takie rozwiązanie się jednak nie zgodził i dolary trafiły do kieszeni Kanadyjczyka.

Niektóre amerykańskie media pokusiły się nawet o odtworzenie tego, jak mogła wyglądać rozmowa Peixoto z swoim brokerem:

–  Hej, zarobiłeś 47 tys. dolarów. Udana transakcja. Gdzie mamy przesłać czek?

–  Nie, ja tylko żartowałem, zapomnij o całej sprawie.

Z doniesień Forbes'a wynika, że Adamski przestał pracować dla Pershing Square już w wakacje 2013 roku. Obaj Polacy, którzy byli bohaterami afery, wrócili do kraju.

Kilka dni temu SEC poinformował, że wnosi o umorzenie sprawy, ponieważ nie jest w stanie przesłuchać dwóch głównych świadków –  pisał o tym Los Angeles Business Journal. Proces miał odbyć się w marcu.

Jednak według prawników Filipa Szymika SEC umorzył sprawę jeszcze z innego powodu. Według amerykańskiego prawa o "insider trading", czyli o "wykorzystaniu informacji poufnych w transakcjach giełdowych", można mówić tylko wtedy, gdy miała miejsce wymiana informacji w zamian za wynagrodzenie. Tymczasem Jordan Peixoto nie podzielił się swoimi 47 tys. dolarów z Filipem Szymikiem, a Mariusz Adamski o całej sprawie nawet nie wiedział. W żadnym momencie nie doszło zatem do handlu informacją i złamania prawa, a tylko wtedy istniałyby podstawy do postawienia zarzutów w sądzie - pisał o tym the Wall Street Journal. Prawnicy Polka skierowali nawet do SEC pismo, w którym domagali się zadośćuczynienia.

Wydaje się, że cała historia najmniej korzystnie zakończyła się dla Herbalife. Spółka do dziś tłumaczy się w sądach, że jej schemat biznesowy nie jest oparty na piramidzie. Ale dla jej właścicieli takie rzeczy to nie pierwszyzna. Wcześniej musieli na przykład długo odpierać zarzuty o to, że produkty ich marki wywołują poważny uszczerbek na zdrowiu.