Nie wszyscy rybacy stoją pod presją złomowania kutrów. Część floty może trafić do krajów trzecich lub zmienić kwalifikacje np. na statki wycieczkowe.
Rybacy, którzy zdecydują się na wycofanie kutrów, mogą liczyć na unijne rekompensaty. Na ten cel UE przeznaczyła 100 mln EUR, do których rząd musi dołożyć 25 proc. Całość ma być wykorzystana do końca 2006 r. Jednak nie wszyscy rybacy, którzy chcą zrezygnować z działalności, muszą decydować się na złomowanie jednostek.
— Właściciele kutrów w dobrym stanie mogą je sprzedać np. do Angoli, która rozwija rybołówstwo. W tej sprawie toczą się rozmowy — mówi Andrzej Piekarski, zastępca dyrektora departamentu rybołówstwa w resorcie rolnictwa.
Nikt nie ukrywa, że w razie sprzedaży nie można liczyć na duże pieniądze, ale rybakom oprócz tego nadal będzie przysługiwać 70 proc. rekompensaty z Unii. Wydaje się jednak, że sami zainteresowani wolą mieć wróbla w garści niż kanarka na dachu.
— Rozmowy, które rybacy jeszcze do niedawna prowadzili z Angolą i Senegalem o utworzeniu mieszanego przedsiębiorstwa połowowego, zostały zawieszone — twierdzi Ryszard Klimczak, prezes Stowarzyszenia Armatorów Rybackich.
Alternatywą dla złomowania jest też sprzedaż na terenie kraju, powiązana ze zmianą kwalifikacji statku, np. na kontrolera czy wycieczkowca, oraz wykreślenie jednostki z rejestru statków.
Nie wiadomo, ilu rybaków skorzysta z tych możliwości.
— Resort nie nakłania do likwidacji. O tym, jak postąpią rybacy, powinien zdecydować rachunek ekonomiczny — podkreśla Andrzej Piekarski.
Tymczasem na ankietę resortu rolnictwa dotyczącą wycofania kutrów odpowiedziało 43 proc. rybaków, z czego 46 proc. wyraziło wolę wycofania jednostek. Unia oczekuje redukcji około 40 proc. floty. Jeszcze w tym roku do rybaków może trafić 100 mln zł.