Polskie LNG chce tankować statki

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2012-12-17 00:00

Skandynawowie rekomendują uruchomienie przeładunku w Świnoujściu. Operator terminalu chce wyłożyć na to nawet 1 mld zł.

Polskie LNG, czyli spółka odpowiedzialna za budowę terminalu skroplonego gazu ziemnego LNG w Świnoujściu (ma ruszyć w połowie 2014 r.), przedłużyła międzynarodowe badania rynku, które mają jej pomóc w podjęciu decyzji o rozbudowie. Ankieta miała się skończyć dziś, ale potrwa do 11 stycznia. Firma chce zebrać jak najwięcej opinii, a te wciąż spływają.

— Mamy już odzew — zwłaszcza ze strony klientów skandynawskich. Wstępna analiza odpowiedzi wskazuje, że dużym popytem będą się cieszyć regazyfikacja i usługi przeładunkowe — mówi Rafał Wardziński, prezes Polskiego LNG.

Wszystko wskazuje na to, że Polskie LNG pójdzie w tym kierunku. Decyzję podejmie w połowie przyszłego roku, a na rozbudowę planuje wygospodarować maksymalnie dodatkowy miliard złotych (obecnie realizowany projekt ma wartość ok. 2 mld zł).

— Szczególnie perspektywicznie wyglądają usługi przeładunkowe. W rejonie Bałtyku buduje się właśnie kilkanaście małych terminali gazowych, ok. 10 razy mniejszych od naszego. Nasz terminal będzie jedynym takim dużym obiektem na Bałtyku.

Zatem gaz mógłby płynąć poprzez nasz terminal do mniejszych — wyjaśnia Rafał Wardziński. Uruchomienie takich usług, czyli zmiana profilu terminalu z importowego na importowo–dystrybucyjny, będzie wymagało wybudowania trzeciego zbiornika, infrastruktury łączącej go z nabrzeżem, oraz nabrzeża.

— To samo nabrzeże będzie wykorzystywane do świadczenia innej usługi, którą chcemy uruchomić, czyli tankowania statków. Zamierzamy być rodzajem morskiej stacji benzynowej. Przewiduję rosnący popyt na taką usługę, zwłaszcza w kontekście unijnych dążeń do redukcji emisji tlenków siarki na morzach, które owocują tendencją do przebudowy silników pod kątem LNG — twierdzi Rafał Wardziński.

Terminal, którego rozbudowę już planuje Polskie LNG, jeszcze nie istnieje. Trwa budowa, która ma się zakończyć w czerwcu 2014 r. Właściciel twardo podtrzymuje termin odbioru inwestycji, choć niedawno wyciekł do mediów tajny raport Atkinsa (firmy konsultingowej nadzorującej budowę terminalu), w którym opóźnienia oszacowano nawet na 11 miesięcy.

— Po pierwsze, opóźnienia w średnim ujęciu wynoszą zaledwie 2-4 miesiące, a opóźnienie o 11 miesięcy dotyczy niekluczowego elementu infrastruktury. Po drugie, przesunięcie wynika z upadłości PBG [budowlana grupa jest członkiem konsorcjum wykonawców — red.]. Po trzecie, badamy sposób wycieku tego raportu, który zawiera przecież wrażliwe informacje. Nie dopuścimydo powtórki — deklaruje Rafał Wardziński.

Szef Polskiego LNG zapewnia jednocześnie, że opóźnienia mogą zostać nadrobione i tego właśnie oczekuje od konsorcjum.

— Pośpiech nie może jednak odbić się na jakości i bezpieczeństwie. Na szczęście mamy pewien bufor, bo pierwszy statek z gazem z Kataru musi zostać rozładowany do końca 2014 r. — uspokaja Rafał Wardziński.

Polskie LNG ma już zapewnione finansowanie terminalu w Świnoujściu — posiłkuje się m.in. kredytem z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (umowę zawarł właściciel Polskiego LNG, czyli Gaz- Systemu). Dotychczas spółka wydała na projekt ponad 700 mln zł, a wydatki w 2013 r. szacuje na kilkaset milionów złotych.