Polskie lody, które smakują szejkom

Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 2022-07-29 13:29

Podczas trwającego pół roku Expo w Dubaju restauracja w Pawilonie Polski zrobiła furorę. Hitem były zwłaszcza lody świderki bazujące na opracowanej przez Polaków recepturze. Ich twórcy postanowili wykorzystać ten potencjał i ruszyli z marką Milky Ice na podbój arabskiego rynku.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja
 W Dubaju:
W Dubaju:
Restaurację w Pawilonie Polski podczas Expo 2020 prowadzili bydgoszczanie – na operatora kulinarnego pawilonu wybrana została spółka Gro-no Tomasza Szopińskiego (pierwszy z lewej). Na zdjęciu: ze wspólnikami Adamem Gadawskim i Mateuszem Bierwagenem oraz z partnerem biznesowym Krystianem Jankowskim. Przez pół roku w Garden of Flavours obsłużono kilkaset tysięcy gości.
archiwum prywatne

Kiedy stanął do przetargu na prowadzenie polskiej restauracji na Wystawie Światowej Expo 2020 Dubai, myślał, że gorzej być już nie może. Miał wszystkiego dość.

– Trwała pandemia, nasze trzy bydgoskie restauracje stały zamknięte. Pomyślałem: co mi tam, złożę ofertę – mówi Tomasz Szopiński, restaurator, a teraz właściciel marki lodów Milky Ice.

Wygrał i przez pół roku prowadził lokal z polskim jedzeniem Garden of Flavours. Potrawy zrobiły furorę. Goście wystawy ustawiali się w długich kolejkach, żeby spróbować żurku, grzybowej czy bigosu. A szczególnie lodów, których recepturę Tomasz Szopiński opracował ze wspólnikami. Stały się trampoliną do międzynarodowej współpracy.

Pasja do jedzenia

Kulinarne przeboje:
Kulinarne przeboje:
Placki ziemniaczane, chłodnik, bigos, pierogi, sok tłoczony z polskich jabłek i... lody – Tomasz Szopiński, właściciel marki Milky Ice, podkreśla, że właśnie takie proste i wyraziste jedzenie cieszyło się największym zainteresowaniem gości restauracji Garden of Flavours.
MAREK WISNIEWSKI

Bydgoszczanin przyznaje, że zawsze chciał pracować w gastronomii, bo po prostu uwielbia jedzenie. Z każdej podróży – zwłaszcza do Hiszpanii – przywoził jakąś kulinarną inspirację, choć i tak nic nie jest w stanie zabić jego miłości do schabowego z mizerią i młodymi ziemniaczkami. Studiował rolnictwo i technologię żywności, po kilku latach pracy w zagranicznym koncernie w branży rolnej postanowił zmienić zajęcie. Wykorzystać oszczędności powiększone o niewielki kredyt i na własną rękę zacząć działać w gastronomii. W 2017 r. otworzył w Bydgoszczy pierwszą restaurację.

– Zrobiłem to z czystej pasji do jedzenia. Miałem 28 lat, trochę doświadczenia biznesowego, bo wcześniej rozwijałem firmę rodzinną dziadka. Zaprosiłem do współpracy przyjaciela. Sam wcielałem się wtedy głównie w rolę sommeliera, bo uwielbiam wino, interesuje mnie jego historia i obyczaje z nim związane. Krążyłem więc po lokalu z kieliszkiem wina w dłoni i zagadywałem gości na jego temat. Dawało mi to dużo przyjemności. Nasza restauracja słynęła z tego, że robi niebanalne potrawy. Jednym z popisowych dań był tatar wołowy wędzony dymem, przygotowany z różnymi przyprawami, bardzo aromatyczny – mówi Tomasz Szopiński.

Sam nie gotował, ale wreszcie musiał się rzucić na głęboką wodę. Kiedy pewnego dnia kucharz nie mógł przyjść do pracy, wszedł do kuchni. Od razu zaczął przygotowywać wyszukane dania: steki, kalmary. – O nie, co ty tu robisz? – słyszał od ludzi pracujących w kuchni, ale ich stres szybko mijał – okazywało się, że twórca marki Milky Ice doskonale radzi sobie z gotowaniem.

Nie ma przypadków

Pasja do biznesu:
Pasja do biznesu:
Tomasz Szopiński po kilku latach pracy w zagranicznym koncernie w branży rolnej postanowił zmienić zajęcie. Wykorzystał oszczędności powiększone o niewielki kredyt i na własną rękę zaczął działać w gastronomii. W 2017 r. otworzył w Bydgoszczy pierwszą restaurację, potem kolejne. Teraz rozwija markę lodów Milky Ice na rynkach arabskich.
MAREK WISNIEWSKI

Tym, co go najbardziej pociągało, był biznes. W Bydgoszczy otworzył restauracje La Rosa, Karafka i Stary Port 13. Podawali ładnie udekorowane dania, dbali o szczegóły wystroju – wycinali nawet ozdobne osłonki na świeczki. Cieszyły się dużą popularnością. Aż przyszedł lockdown i restauracje musiały zostać tymczasowo zamknięte. W tym kryzysie pojawiła się szansa na wyjazd do Dubaju.

– Mój wujek mówi, że jest niewierzący, bo nie wierzy w przypadki. A zatem nie wiem, co sądzić o tym, że mnie do Dubaju przywiódł w zasadzie przypadek. Przetarg na obsługę restauracji polskiej na Expo zaczął się w ostrym lockdownie. Było bardzo mało czasu, ledwie kilka miesięcy przed całym wydarzeniem, ale stwierdziłem, że zaryzykuję, raz kozie śmierć. Poczułem, że chyba jestem wariatem, kimś, kto sobie poradzi w obcej kulturze, więc powiedziałem: – OK, wystartujmy! – wspomina biznesmen.

Napisali projekt, wygrali przetarg i rozpoczęli intensywną pracę organizacyjną: musieli zwieźć sprzęt, znaleźć dostawców. A wszystko w szalonym tempie. Dla Tomasza Szopińskiego Expo 2020 stało się więc lekcją, która zaprawiła go w bojach. A do tego przed nim było jeszcze wiele odkryć.

– Na początku staraliśmy się podawać niebanalne potrawy w ciekawej odsłonie, dbaliśmy, by zaskakiwało nie tylko menu, ale nawet wygląd talerzy. Prędko jednak odkryliśmy, że ludzie są znudzeni tym trendem i przerzuciliśmy się na kompletną prostotę – żurek, chłodnik, pierogi z kiszoną kapustą, którą zresztą sami kisiliśmy. Tych potraw pewnie nikt nie wybrałby, tylko czytając menu, więc musieliśmy pokazać, jak wyglądają. Dlatego zaryzykowaliśmy kuchnię w wersji bistro. Goście, którzy odwiedzali Expo, w większości nie kojarzyli polskiego jedzenia. I od pierwszego wejrzenia zakochiwali się w żurku i kiszonkach – mówi przedsiębiorca.

A przede wszystkim, co ciekawe, w lodach. Między innymi za ich sprawą stoisko zostało wymienione wśród trzech najciekawszych atrakcji, które trzeba odwiedzić na Expo. Ludzie potrafili stać w kolejce półtorej godziny, by ich spróbować. Czemu? Bo choć rynek lodów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest duży, a ciepło jest tam przez cały rok, te serwowane przez polskich biznesmenów były inne niż wszystkie.

Polskie lody robią furorę

Tajemnica smaku:
Tajemnica smaku:
Wbrew pozorom lody to skomplikowana sprawa. Te polskie, świderki, czyli podawane z maszyny, ale bardziej twarde niż włoskie, nie są wcale znane w świecie, a bardzo wszystkim smakują. Opracowaliśmy więc własną recepturę. Głównym składnikiem naszych lodów jest polskie mleko w proszku. Nie używamy oleju palmowego, za to na przykład kokosowego i belgijskiego kakao – mówi Tomasz Szopiński.
MAREK WISNIEWSKI

– Doszło do tego, że obecny prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich zaprosił nas na uroczystość z okazji Dnia Matki, chciał, żebyśmy podawali nasze lody obecnym tam dzieciom. Skąd popularność czegoś tak, wydawałoby się, dobrze wszystkim znanego jak lody? Wbrew pozorom lody to skomplikowana sprawa. Te polskie, świderki, czyli podawane z maszyny, ale bardziej twarde niż włoskie, nie są wcale znane w świecie, a bardzo wszystkim smakują. Opracowaliśmy więc własną recepturę. Głównym składnikiem naszych lodów jest polskie mleko w proszku. Nie używamy oleju palmowego, za to na przykład kokosowego i belgijskiego kakao – mówi Tomasz Szopiński.

W planach mieli wejście na tamtejszy rynek, który, jak przyznaje twórca Milky Ice, nie jest łatwy.

– Życie toczy się tam w centrach handlowych, a niezwykle trudno otworzyć w nich własny punkt. Dzięki Expo stało się to dla nas możliwe. W dużej mierze to siła wystawy, która robi reklamę, i efekt działalności blogerów, którzy robili o nas relacje na TikToku czy Instagramie. Dzięki temu zyskaliśmy pewną rozpoznawalność i nie musieliśmy się przebijać z marką od podstaw – mówi Tomasz Szopiński.

Już w trakcie wystawy w Dubaju wraz ze wspólnikiem Adamem Gadawskim zarejestrowali spółkę. Dziś prowadzą biznes Milky Ice z kolejnymi wspólnikami. I planują ją rozwijać. W planach są lody fit bez cukru, z większą ilością białka, a także takie w wersji bez laktozy.

Tokenizacja biznesu

Gdzie po kapitał:
Gdzie po kapitał:
Przeszliśmy z normalnej emisji kapitału na tokenizację naszego biznesu. Tokenizacja jest czymś szybkim, działającym w internecie, oczywiście w pełni legalnym – mówi Tomasz Szopiński.
MAREK WISNIEWSKI

Milky Ice otworzyło się już w Abu Zabi i Dubaju, a polscy biznesmeni planują kolejne punkty. Jak mówi Tomasz Szopiński, sporą barierą są finanse – aby wejść na dubajski rynek, trzeba opłacić kwartalny czynsz, zaś każdy kolejny punkt z lodami to wydatek 200-300 tys. zł. Polacy postawili więc na zaskakujące, współczesne rozwiązanie finansowe.

– Przeszliśmy z normalnej emisji kapitału na tokenizację naszego biznesu. Tokenizacja jest czymś szybkim, działającym w internecie, oczywiście w pełni legalnym – mówi Tomasz Szopiński.

Na czym to polega? Otóż 10 proc. przychodów z ich punktów otrzymują tokenariusze za kupiony udział w licencji. Oferowane stopy zwrotu są kuszące, a projekt jest nieustannie ulepszany dzięki inwestorom.

Jakie plany ma Milky Ice? W Emiratach Arabskich brakuje dobrego pieczywa, z którego słynie Polska. Kusi ich i ten pomysł na biznes, choć na razie chcą się skupić na lodach i sprawić, by Milky Ice stało się globalną siecią.

Bydgoski przedsiębiorca przyznaje, że chwilowo ma niewiele czasu na życie pozazawodowe – ze względu na biznes w Dubaju, ale też zobowiązania rodzinne.

– Uwielbiam podróżować, grać w koszykówkę, byłem też zapalonym triatlonistą, ale odkąd kilka lat temu urodziły się dzieci, a do tego zacząłem rozkręcać dubajski biznes z lodami, czas niebezpiecznie się skurczył. Teraz to chyba dzieci są moją największą pasją. Poza nimi cały swój czas poświęcam budowie sieciówki lodów w krajach arabskich, nie mogę zawieść moich inwestorów. Mam nadzieję, że te starania się opłacą i w przyszłości będę mógł spełnić kolejne marzenie – wybudować dom w stylu prowansalskim na mojej nadwiślańskiej działce – kończy Tomasz Szopiński.