W I półroczu w Szczecinie i Świnoujściu przeładunki spadły o blisko 19 proc. W Gdyni po siedmiu miesiącach były o prawie 21 proc. mniejsze niż roku temu. Jest to niewątpliwie spowodowane kryzysem. Ale czy tylko?
Jeżeli kontener przypływa do Hamburga czy Antwerpii, to VAT jest naliczany na ładunek z kontenera nie w porcie, a dopiero gdy towar znajduje się w obrocie. Natomiast w Polsce VAT jest nakładany na kontener od razu w porcie.
– To zniechęca firmy do importu za pośrednictwem polskich portów – mówi Michał Kużajczyk z firmy BCT Bałtycki Terminal Kontenerowy z Gdyni.
Kolejnym problemem jest brak dróg do portów. Szczególnie dotyczy to Gdańska i Gdyni.
– Kluczową barierą rozwoju przeładunków w portach Zatoki Gdańskiej jest brak autostrady A1, która istotnie wzmocniłaby pozycję konkurencyjną naszych portów w walce z portami niemieckimi o ładunki tranzytowe z Czech, Słowacji i innych krajów z południa Europy – uważa Walery Tankiewicz, wiceprezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia.
Firmy przeładunkowe narzekają też na częstotliwość rozmaitych kontroli sprawdzających przywożone towary.
– Kontrole służb weterynaryjnych czy ochrony roślin opóźniają odbiór towaru z portu, co skutkuje dodatkowymi kosztami. Za granicą robią to znacznie sprawniej – mówi Michał Kużajczyk.
Źródło: GP
